Nie daj się ściąć gilotyną Hume’a, czyli o różnicy między faktami a wartościami

Słońce wstaje na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. Lwy żyją na afrykańskiej sawannie, a niedźwiedzie polarne w Arktyce. Woda wrze w temperaturze stu stopni Celsjusza. To znane fakty – tak po prostu jest. Ale… czy tak powinno być?

Czujemy, że to pytanie jest co najmniej dziwne – jeśli nie wprost absurdalne i bezsensowne. Na początku wymieniliśmy kilka obserwowalnych faktów dotyczących świata wokół nas, czyli powiedzieliśmy, jak jest. W jaki sposób moglibyśmy na tej podstawie mówić cokolwiek o tym, czy te fakty są dobre lub złe, czyli mówić, czy tak powinno być? To byłaby niedorzeczność, prawda?

„A gdybym ci powiedział, że większość ludzi, najpewniej z tobą włącznie, nieustannie to robi: stawia tezy o tym, co być powinno, na podstawie tego, co jest?”.

Chwila – jak to? Przecież nikt nie wyciąga żadnych „powinności” ze spostrzeżenia, gdzie na horyzoncie wstaje, a gdzie zachodzi słońce. To prawda – ale wielu wyciąga powinności z innych obserwacji, które także są jedynie opisowe.

Ludzie patrzą na świat, dostrzegają rzeczy i zjawiska – a następnie je oceniają i wartościują. Jeśli człowiek napije się wody, to ugasi pragnienie – to fakt. Stwierdzenie to jest zdaniem deskryptywnym, czyli opisowym – mówi, jak jest. Jeśli wprowadzimy celowość działania, to może pojawić się proste wynikanie: jeśli człowiek chce ugasić pragnienie (czyli ugaszenie pragnienia jest jego celem), to powinien napić się wody.

Na razie wszystko wygląda dobrze. Ale dalej pojawia się przepaść. Łatwo przejść do kolejnego stwierdzenia, pozornie podobnego: człowiek powinien pić wodę. Kropka. To nie jest już opis, lecz zdanie normatywne: wyrażenie tego, jak powinno być, czyli co jest dobre (w tym wypadku: picie wody), a co jest złe (umieranie z pragnienia).

Picie wody jest prostym przykładem – ale najczęściej taka „przepaść” pojawia się, kiedy zaczynamy mówić o kwestiach związanych z zasadami lub moralnością. Przykładów jest wiele:

  • Ludzie potrzebują do życia wody. [Zdanie deskryptywne]. Dlatego należy poświęcić się budowaniu studni na całym świecie. [Zdanie normatywne].

  • Nadmierne spożywanie napojów alkoholowych może przyczynić się do śmierci. [Zdanie deskryptywne]. Dlatego należy wprowadzić prohibicję alkoholową. [Zdanie normatywne].

  • Na świecie nigdy nie było więcej ludzi niż obecnie. [Zdanie deskryptywne]. Dlatego należy wprowadzić odgórną kontrolę urodzeń i państwowy nadzór nad liczebnością światowej populacji. [Zdanie normatywne].

  • Więcej osób ogląda filmy w kinie niż spektakle w teatrze. [Zdanie deskryptywne]. Dlatego należy zamknąć wszystkie teatry i pootwierać na ich miejscu nowe kina. [Zdanie normatywne].

Każde z powyższych można zbić prostym spostrzeżeniem: hola, hola, niezależnie od tego, czy się z tobą zgadzam czy nie – to przecież jedno z drugiego nie wynika!

Podobne przykłady można by mnożyć. Wszystkie ilustrują podstawowy problem: w jaki sposób z faktu X wynika powinność Y? To „przepaść” między jest a powinno być – w anglojęzycznej literaturze zwana is–ought to gap1. Bardzo często ta „przepaść” pojawia się w przypadku tak zwanego „odwołania do natury”2, czyli argumentowania, że coś jest dobre, ponieważ występuje w naturze, a coś innego jest złe, ponieważ jest „nienaturalne”. Odwołanie do natury to element argumentacji ludzi o bardzo różnych przekonaniach i ideologiach. Ekologiści starają się udowodnić, że coś jest dobre, ponieważ tak właśnie urządziła to Natura – wobec czego wszelka ingerencja człowieka jest zła. W sporach na temat wielu ludzkich zachowań pojawiają się argumenty z odwołania do natury: związki poligamiczne między ludźmi są dobre, ponieważ występują w naturze; albo odwrotnie: związki monogamiczne są dobre, ponieważ takie również obserwujemy wśród zwierząt (np. łabędzie). Jedzenie mięsa – albo odwrotnie: weganizm – to coś dobrego, ponieważ w naturze zwierzęta również jedzą mięso – albo bywają roślinożercami. Wiele produktów żywieniowych, leków ziołowych lub preparatów dermatologicznych jest reklamowane jako stuprocentowo naturalne – tak jakby „bycie naturalnym” było wartością samą w sobie. Podstawowym problemem w przypadku odwołania do natury jest to, że z samego faktu występowania jakiegoś zjawiska w naturze nie wynika wprost, że jest to dobre lub złe. W świecie zwierząt mamy liczne przypadki zjawisk takich jak kanibalizm, walki na śmierć i życie w stadzie czy… obrzucanie się fekaliami. Obok zdrowych pokarmów znajdziemy trujące grzyby i rośliny, a prócz pożytecznych i udomowionych zwierząt – szkodliwe pasożyty. Czy z tego powodu można twierdzić, że coś jest „dobre” i powinno być jako takie uznawane także wśród ludzi? Czy powinniśmy uznać słuszność kanibalizmu albo pasożytnictwa w społeczeństwie, ponieważ te zjawiska występują w naturze?3

Problem najdobitniej wyłożył XVIII-wieczny szkocki filozof David Hume w swoim Traktacie o naturze ludzkiej – stąd zagadnienie braku połączenia między zdaniami deskryptywnymi (jest) a normatywnymi (powinno być) znane jest dzisiaj jako ,4:

W każdym systemie moralności, z jakim dotychczas się spotykałem, stwierdzałem zawsze, że autor przez pewien czas idzie zwykłą drogą rozumowania, ustala istnienie Boga albo robi spostrzeżenia dotyczące spraw ludzkich; aż nagle nieoczekiwanie i ze zdziwieniem znajduję, iż zamiast zwykłych spójek, jakie znajduje się w zdaniach, a mianowicie »jest« i »nie jest«, nie spotykam żadnego zdania, które by nie było powiązane słowem »powinien« albo »nie powinien«. Ta zmiana jest niedostrzegalna, lecz niemniej ma wielką doniosłość. Wobec tego bowiem, że to »powinien« albo »nie powinien« jest wyrazem pewnego nowego stosunku czy twierdzenia, przeto jest rzeczą konieczną te zwroty zauważyć i wyjaśnić; a jednocześnie konieczne jest, iżby wskazana została racja tego, co wydaje się całkiem niezrozumiałe, a mianowicie, jak ten nowy stosunek może być wydedukowany z innych stosunków, które są całkiem różne od niego5.

David Hume podważa łatwość, z jaką tak wielu myślicieli, filozofów i moralistów próbowało wywieść swoje zasady morale i swój system etyczny z prostej analizy tego, co jest, to znaczy: przez wyciągnięcie interesujących ich powinności z obserwacji faktów. „Nie – powiedział Hume – z jest nie wynika w logiczny sposób powinno być, a jeśli chcesz uzasadnić powinność lub przedstawić zasadę, to musisz to uargumentować inaczej”.

Co to wszystko ma jednak wspólnego z ekonomią i z naszym kanałem?

Wbrew pozorom – bardzo wiele. Problem „przepaści” między jest a powinno być dotyczy ekonomistów w nie mniejszym stopniu niż filozofów – zwłaszcza jeśli ekonomiści wchodzą w obręb ekonomii politycznej i przedstawiają polityczne rozwiązania gospodarczych problemów.

Zgodnie z metodą samego Davida Hume’a – nauka powinna być uprawiana w sposób wolny od wartościowania. Innymi słowy: w nauce należy oddzielać fakty od ich oceny. W tym duchu uprawiał ekonomię Ludwig von Mises: czym innym był dla niego opis faktycznych procesów zachodzących w gospodarce, a czym innym jego poglądy na temat słusznej polityki gospodarczej6.

Wielu ekonomistów i komentatorów gospodarczych zapomina o tym rozgraniczeniu, co prowadzi do pomieszania pojęć. Spójrzmy na prosty przykład. Jeśli podaż pewnego dobra pozostaje na tym samym poziomie, a popyt na nie gwałtownie wzrasta, to cena owego dobra rośnie [w przeciwnym razie dochodzi do niedoborów tego dobra] – to jest prosty fakt dotyczący pewnego zjawiska w gospodarce. Gdyby jakiś ekonomista lub polityk powołał się na ten ekonomiczny fakt i za jego pomocą próbował uzasadnić propozycję ustalenia ceny maksymalnej na drożejące dobro – to wpadałby właśnie w „przepaść” między jest a powinno być, czyli innymi słowy: ścięłaby go gilotyna Hume’a.

Z samego zjawiska podrożenia produktu nijak nie wynika i nie może wynikać powinność ani słuszność jakiejkolwiek polityki interwencjonistycznej państwa. Jeśli ktoś chciałby taką politykę postulować – musiałby przedstawić inne argumenty, wykraczające poza zwykłe przedstawianie faktów.

Zwolennicy rozwiązań gospodarki wolnorynkowej sprzeciwiający się państwowemu interwencjonizmowi również popełniają niekiedy ten błąd. Niektórzy zakładają z góry, że jeśli udowodnią efektywność rozwiązań wolnorynkowych – to tym samym udowodnią ich słuszność i dowiodą, że należy je zastosować. Problem w tym, że z faktu: „prywatna własność środków produkcji umożliwia prowadzenie kalkulacji ekonomicznej i efektywnej alokacji kapitału” – nie musi jeszcze wynikać, że „prywatna własność środków produkcji jest dobra”, ponieważ ktoś może zasadnie stwierdzić: a co, jeśli dla kogoś prowadzenie kalkulacji ekonomicznej i alokacja kapitału to nie są wartości, a dąży do innych celów? Dlatego należy być bardzo ostrożnym, aby nie utożsamiać pewnych procesów, zjawisk lub praw istniejących w gospodarce albo pewnych metodologii badań, na przykład austriackiej szkoły w ekonomii – z konkretnymi rozwiązaniami, postulatami albo ideami politycznymi, na przykład klasycznym liberalizmem lub libertarianizmem.

Co z tego wynika dla nas? Pamiętajmy: sama obserwacja faktów nie musi prowadzić wprost do słusznych wniosków – potrzeba jest właściwa interpretacja tychże faktów, a także (jeśli ktoś chce przejść ze sfery opisowej do normatywnej) podanie innych argumentów niż: „Jest X, dlatego powinniśmy Y”.

Zawsze, kiedy zostajemy zarzuceni mnóstwem danych, statystyk i faktów, a następnie słuchamy „mądrych głów”, które proponują taką–a–nie–inną politykę uzasadnianą tymi danymi, statystykami i faktami – miejmy z tyłu głowy pytanie: czy nie ścina ich właśnie gilotyna Hume’a?

1 https://plato.stanford.edu/entries/hume-moral/ (sekcja „Is and ought”)

2 https://www.adamsmithworks.org/life_times/hume-s-guillotine

3 Curtis, Gary N. „Fallacy Files — Appeal to Nature”. fallacyfiles.org. Retrieved 13 February 2011.

5 D. Hume : Traktat o naturze ludzkiej. T. 2. Warszawa 1963, s. 259—260.

6 Ludwig von Mises pisał o tym kilkukrotnie w: Ludzkie działanie; Teoria a historia.