Problem gapowicza pojawia się wtedy, gdy ktoś może korzystać z dobra albo usługi bez ponoszenia kosztu jej finansowania.

Na pierwszy rzut oka brzmi to jak zwykłe cwaniactwo. W ekonomii chodzi jednak o coś szerszego: o sytuacje, w których system zachęca do czekania, aż zapłaci ktoś inny.

Jeżeli dobro jest dostępne dla wszystkich, a trudno wykluczyć z niego osoby niepłacące, każdy może mieć pokusę, żeby powiedzieć: „niech inni dorzucą, ja też skorzystam”.

Najprościej: problem gapowicza oznacza, że ludzie mogą korzystać ze wspólnej korzyści bez proporcjonalnego wkładu w jej finansowanie.

Latarnia, która świeci wszystkim

Klasyczna intuicja jest prosta. Wyobraź sobie latarnię morską. Jeżeli świeci, pomaga wszystkim statkom w okolicy, także tym, które nie zapłaciły za jej budowę.

Nie da się łatwo skierować światła tylko do statków, które zapłaciły. Nie da się też sprawić, że jeden statek wykorzysta całe światło i zabraknie go dla innych.

Właśnie dlatego takie dobro ma cechy dobra publicznego: trudno wykluczyć niepłacących i korzystanie jednej osoby nie zmniejsza możliwości korzystania przez inne osoby.

Problem pojawia się przy finansowaniu. Każdy statek chciałby, żeby latarnia działała. Ale każdy może też liczyć, że zapłacą inni.

Dobra publiczne: dwie cechy

Problem gapowicza najczęściej wiąże się z dobrami publicznymi.

Pierwsza cecha to niewykluczalność. Oznacza, że trudno albo bardzo kosztownie wykluczyć kogoś z korzystania z dobra, nawet jeśli nie zapłacił.

Druga cecha to nierywalizacja. Oznacza, że korzystanie przez jedną osobę nie ogranicza znacząco korzystania przez innych.

Przykłady mogą obejmować latarnię morską, obronę narodową, część informacji publicznych, czyste powietrze albo system ostrzegania przed zagrożeniami.

Nie każde dobro finansowane przez państwo jest dobrem publicznym. Jeżeli coś jest dostarczane przez sektor publiczny, nie oznacza automatycznie, że jest dobrem publicznym w sensie ekonomicznym.

Dlaczego rynek może dostarczyć za mało?

Rynek działa dobrze tam, gdzie można pobrać opłatę od użytkownika i wykluczyć osoby niepłacące.

Przy dobrach publicznych jest trudniej. Jeżeli prywatna firma miałaby zbudować dobro, z którego korzystają wszyscy, ale nie da się skutecznie pobrać opłaty od każdego korzystającego, może nie mieć motywacji do inwestycji.

W efekcie dobro może być niedostarczone albo dostarczone w zbyt małej skali.

Nie dlatego, że nikt go nie potrzebuje. Wręcz przeciwnie: wszyscy mogą go potrzebować. Problem polega na tym, że każdy woli, żeby koszt poniósł ktoś inny.

Przykład z osiedlem

Załóżmy, że mieszkańcy osiedla chcą poprawić bezpieczeństwo na wspólnym terenie: lepsze oświetlenie, monitoring, utrzymanie zieleni i sprzątanie.

Każdy korzysta z efektu. Nawet osoba, która nie dorzuciła się do kosztów, chodzi po oświetlonym chodniku i korzysta z czystej przestrzeni.

Jeżeli finansowanie jest dobrowolne, część osób może uznać, że nie zapłaci, bo i tak skorzysta. Jeżeli takich osób będzie dużo, projekt może nie powstać albo będzie gorszy.

To nie musi wynikać ze złej woli. Może wynikać z kalkulacji: skoro moja wpłata jest mała wobec całego kosztu, a korzyść dostanę także bez niej, to po co płacić?

Problem jednostki i problem grupy

Z punktu widzenia jednej osoby gapowicz może działać „racjonalnie”. Oszczędza pieniądze i nadal korzysta.

Z punktu widzenia całej grupy efekt może być zły. Jeśli zbyt wiele osób przyjmie tę samą strategię, dobro nie zostanie sfinansowane.

To jest sedno problemu: zachowanie korzystne dla jednostki może być szkodliwe dla całej grupy, jeśli wszyscy zaczną robić to samo.

Problem gapowicza pokazuje więc konflikt między indywidualną kalkulacją a zbiorowym rezultatem.

Asymetria informacji

Jak systemy ograniczają problem gapowicza?

Pierwsze rozwiązanie to podatki albo obowiązkowe składki. Jeżeli dobro ma charakter publiczny i społeczeństwo chce je finansować, państwo może zebrać środki obowiązkowo.

Drugie rozwiązanie to opłaty i wykluczanie. Jeżeli da się ograniczyć dostęp osobom niepłacącym, dobro może przestać być czysto publiczne i stać się dobrem klubowym.

Trzecie rozwiązanie to reputacja i presja społeczna. W małych grupach ludzie mogą wpłacać nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że brak wkładu byłby widoczny.

Czwarte rozwiązanie to finansowanie mieszane: część kosztów pokrywa państwo, część użytkownicy, część organizacje albo sponsorzy.

Nie ma jednego rozwiązania dla wszystkich przypadków. Wszystko zależy od tego, jak łatwo wykluczyć niepłacących, jak duża jest grupa i jak ważne jest dane dobro.

Czego nie mylić z problemem gapowicza?

Nie każdy, kto nie płaci bezpośrednio, jest gapowiczem w sensie ekonomicznym. Jeżeli ktoś finansuje dobro przez podatki, ale nie płaci opłaty przy każdym użyciu, nie musi być gapowiczem.

Nie myl też problemu gapowicza z oszustwem. Oszustwo oznacza świadome wprowadzenie w błąd. Problem gapowicza może istnieć nawet bez kłamstwa, jeśli system pozwala korzystać bez wkładu.

Nie myl go również z biedą. Osoba, która nie może zapłacić, nie jest tym samym co osoba, która może zapłacić, ale liczy, że koszt pokryją inni.

Najczęstsze błędy

„Jeśli coś jest publiczne, to jest darmowe”

Nie. Dobra publiczne też kosztują. Różnica polega na tym, że koszt często jest finansowany zbiorowo.

„Problem gapowicza dotyczy tylko państwa”

Nie. Może występować w firmach, wspólnotach mieszkaniowych, zespołach, organizacjach i projektach społecznych.

„Wystarczy dobra wola”

Dobra wola pomaga, ale w dużych grupach zwykle potrzebne są zasady finansowania, kontrola albo mechanizm koordynacji.

„Każde dobro publiczne musi dostarczać państwo”

Nie zawsze. Czasem możliwe są rozwiązania prywatne, klubowe, społeczne albo mieszane

Jak wykorzystać tę wiedzę w praktyce?

Gdy widzisz spór o finansowanie wspólnego dobra, zadaj trzy pytania.

Po pierwsze: czy można wykluczyć niepłacących?

Po drugie: czy korzystanie jednej osoby ogranicza korzystanie innych?

Po trzecie: czy dobrowolne finansowanie wystarczy, czy potrzebny jest mechanizm obowiązkowy albo mieszany?

Te pytania pomagają zrozumieć, dlaczego niektóre dobra są trudne do finansowania rynkowego i dlaczego sama potrzeba społeczna nie wystarcza, żeby dobro powstało.

Podsumowanie

Problem gapowicza pokazuje, że wspólna korzyść nie zawsze oznacza wspólne finansowanie.

Jeżeli dobro jest dostępne dla wszystkich, a trudno wykluczyć osoby niepłacące, część ludzi może liczyć, że koszt poniosą inni. Dla jednostki może to wyglądać racjonalnie, ale dla grupy może oznaczać, że dobro nie powstanie albo będzie dostarczone w zbyt małej skali.

Najważniejszy wniosek: przy dobrach publicznych nie wystarczy zapytać, czy ludzie czegoś potrzebują. Trzeba zapytać, kto i jak za to zapłaci.

Oceń