Słyszymy zewsząd mrożące krew w żyłach opowieści o zmianach klimatu: Już za kilkanaście lat ludzkość wymrze, lasy spłoną bądź uschną, a topnienie lodowców sprawi, że utoniemy pod podniesioną gwałtownie powierzchnią oceanów. Media przekonują, że trzeba reagować już, bo może być za późno: musimy natychmiast przejść na energię odnawialną, a także zakazać energii węglowej, palenia drewnem, plastikowych jednorazówek, jedzenia mięsa czy lotów samolotami. Politycy i ekolodzy mówią, że należy zmienić swój styl życia i dostosować się do wielkich zmian, bo jeśli tego nie zrobimy, to skażemy nie tylko siebie, ale i przyszłe pokolenia na śmierć lub życie na skażonej pustyni.

To wszystko brzmi bardzo groźnie, ale działanie pod wpływem emocji nie zawsze jest najlepsze. Dlatego wyjaśnimy i uporządkujemy ten temat, dając możliwość wypracowania wyważonej i rozsądnej oceny tej sprawy.

Czym są zmiany klimatu?

Zmiana pogody to jeszcze nie zmiana klimatu. Pogoda zmienia się na krótko, tymczasem zmiana klimatu to zmiany przeciętnego stanu pogody w ciągu wielu – nawet milionów – lat. Składający się z atmosfery, hydrosfery, kriosfery (czyli lodowców i wiecznej zmarzliny), biosfery i litosfery (zewnętrznej powłoki planety), system klimatyczny otrzymuje większość energii ze słońca, część z niej oddając w przestrzeń kosmiczną. Można więc powiedzieć o budżecie energetycznym naszej planety: Jeśli system klimatyczny zatrzyma więcej energii niż odda, to klimat się ociepli. W odwrotnym przypadku będzie chłodniej.

Według tzw. konsensusu naukowców1 – kojarzonych głównie z raportami IPCC2 – przechodzimy obecnie przez okres globalnego ocieplenia. Choć swoją cegiełkę dokładają do niego wahania aktywności słońca, wulkanów, przebiegu prądów oceanicznych i inne czynniki, to IPCC kładzie nacisk na rozkwit ludzkiej gospodarki. Ludzkość emituje gazy cieplarniane na wielką skalę od czasów rewolucji przemysłowej. I tak, temperatura mierzona w obecnej dekadzie wzrosła średnio o około 0,93 stopnia Celsjusza w porównaniu z zaraniem rewolucji przemysłowej w latach 1850–1900. Każde z ostatnich trzech dziesięcioleci było coraz cieplejsze – czyli system klimatyczny zatrzymywał więcej energii niż jej oddawał.

Wyższa temperatura to zmiany także w pozostałych sferach systemu klimatycznego. Według raportu IPCC mamy do czynienia z ocieplaniem się oceanów (o 0,11 stopni Celsjusza na dekadę w latach 1971–2010) i wzrostem ich zakwaszenia, zmianami w ich zasoleniu (a to oddziałuje na parowanie wód kształtujące chmury i na obieg prądów oceanicznych), większą wahliwością zjawisk pogodowych w atmosferze i wreszcie z topnieniem lodowców i związanym z tym podnoszeniem się globalnego poziomu wód (o 19 cm w latach 1901–2010). Częściej mają wylewać rzeki i inne akweny, co zniszczy linie brzegowe, pojawić się też może więcej susz i pożarów lasów. Dotknięte zostaną biologiczne ekosystemy leśne i wodne, w tym uprawy rolne. Te ubytki dla nas mogą okazać się bezpośrednio najważniejsze jako uderzające w dobrobyt gospodarczy, nie powinniśmy jednak zapominać o innych konsekwencjach, zwłaszcza dla zdrowia.

Dlaczego to interesujące?

Problem wywołanych przez człowieka (inaczej antropogenicznych) zmian klimatu jest wart uwagi z dwóch powodów. Po pierwsze: skoro to my go wywołaliśmy, to być może nam uda się go rozwiązać. Po drugie: dotyczy nas i naszych potomków.

Choć media lubią straszyć zniszczeniem Ziemi i całego życia, musimy Cię uspokoić. Ludzkość nie jest tak potężna. Nawet gdyby najgroźniejsze istoty na planecie – politycy z kodami atomowymi – zdetonowali wszystkie 15 tysięcy głowic jądrowych, nie przebiliby nawet wierzchniej warstwy planety: płaszcza ziemskiego. A co z życiem? Nasze ataki przetrwałyby najodporniejsze gatunki: szczury, karaluchy, niesporczaki czy organizmy żyjące na dnie oceanów i w gorących źródłach aktywnych wulkanów. Fakt, że karaluchy przetrwają może ukoić nasze obawy o zniszczenie życia na Ziemi, ale i tak nie zaśniemy spokojnie. Nas interesuje: co dalej z naszym gatunkiem?

Choć przedstawiciele IPCC zwracają uwagę na inne zagrożenia, to przede wszystkim zajmują się oceną gospodarczych i społecznych konsekwencji zmian klimatu. Spadek produktywności łowisk, upraw zbóż, ryżu, kukurydzy może więc przynieść braki żywności, a rosnąca wilgotność i temperatura, brak wody pitnej czy zanieczyszczenia zaszkodzą zdrowiu ludzi. Do tego powodzie zmieniające kształt linii brzegowych, fale gorąca, pożary, wzrost liczebności szkodników, wybuchy ognisk chorób, nagłe uderzenia burz czy wysoka wilgotność, uderzą też w aktywa, gospodarki i ekosystemy. Tereny wiejskie czekają niedobory wody, jedzenia, szkody infrastrukturalne i finansowe. Sumaryczne szkody dla gospodarki są zdaniem autorów raportu trudne do oszacowania, ale spodziewają się oni spowolnienia wzrostu gospodarczego i wysokich szkód dla uboższych narodów, którym trudniej będzie przenieść się z miejsc szczególnie zagrożonych. Zwiększyć ma się też częstość konfliktów wywołanych przez biedę i szoki ekonomiczne.

Przy okazji: Dlaczego wybrano głównie ekonomiczne kryteria oceny? Otóż ekonomia dostarcza nam jedynych względnie łatwo mierzalnych wartości pozwalających na ocenę wagi takich problemów. Zmiany kosztów życia, potencjału do zarobku czy wartości majątkowych przekładają się na dobrobyt. Utratę zdrowia można wycenić dzięki ubezpieczeniom i kosztom leczenia. Nawet koszty zniszczenia lasów lub ubytku zwierzyny da się w pewnym stopniu przełożyć na pieniądz dzięki wyliczeniom strat w przemyśle drzewnym, rolnym bądź hodowlanym.

Trochę ekonomii

Amerykański ekonomista Robert P. Murphy zwraca uwagę3, że skutki zmian klimatycznych wyliczone za pomocą modeli IPCC są łagodniejsze niż wskazują media czy nawet streszczenia raportów tej organizacji. Przykładowo według raportu mimo zmian klimatycznych poczynając od 2000 roku w krajach rozwijających się całkowita liczba niedożywionych dzieci w ciągu pięćdziesięciu lat i tak spadnie o 9,4 miliona. Według WHO skutki zdrowotne chorób do 2030 roku mają się zmniejszyć o 30% względem 2004 roku. Nawet jeśli ziszczą się jedne z najgorszych scenariuszy IPCC, nasi potomkowie w ciągu stulecia będą od nas bogatsi „jedynie” 8,5 raza zamiast 9,5 raza gdyby szkodliwe zmiany klimatu nie wystąpiły4. Będą więc zdrowsi od nas, a rozwój technologiczny i akumulacja majątku sprawi, że łatwiej im będzie radzić sobie ze zmianami klimatu.

Według obliczeń Murphy’ego we wskazanym przez IPCC5 najgorszym scenariuszu, wzrost temperatury o 2,5 stopnia Celsjusza do 2050 roku w kategoriach wpływu na PKB (ujmującym m.in. skutki zdrowotne i stopę umieralności) ma kosztować co najwyżej około 2,5%. Jednocześnie według raportu IPCC koszt programów ograniczających emisję gazów cieplarnianych tak, aby temperatura wzrosła w tym okresie maksymalnie o 2 stopnie Celsjusza wynosi około 3,4% PKB.

Krótko mówiąc znaczy to, że gdyby politycy nie robili kompletnie nic i pozwolili, aby do 2050 roku temperatura wzrosła o 2,5 stopnia Celsjusza straty z tego tytułu byłyby mniejsze (równe co najwyżej 2,5% PKB) niż straty wynikające tylko z wdrożenia programów ograniczenia wzrostu temperatury do 2 stopni (równe co najmniej 3,4% PKB).

Podobnie ma się rzecz z perspektywą do roku 2100: Wzrost temperatury o 4,9 stopni Celsjusza w najgorszym scenariuszu IPCC przyniósłby szkody wynoszące około 4,6% PKB. Tymczasem koszt wdrożenia ograniczeń emisji byłby równy w przybliżeniu 4,8% PKB w 2100 roku. Zatem nawet gdyby udało się całkowicie uniknąć wszelkich skutków zmian klimatu, to zarówno w 2050 jak i w 2100 roku koszt i tak byłby wyższy od korzyści6.

Na marginesie: warto zastanowić się, czy nawet zupełna eliminacja emisji oznaczałaby zerowy wzrost temperatury, a może jej powrót do poziomu sprzed XIX wieku?

Dodatkowe zagrożenia

Według niektórych, modele użyte przez IPCC nie biorą pod uwagę ryzyka wystąpienia nieprzewidzianych katastrofalnych skutków zmian klimatu7, albo nazbyt rozdmuchują koszty i są zbyt powściągliwe jeśli chodzi o możliwy zakres redukcji emisji8. Warto przyjrzeć się tym dwóm argumentom bliżej.

Orędownikiem pierwszej tezy był nieżyjący matematyk, fizyk i ekonomista Martin Weitzman. Twierdził, że obecne modele kosztów i korzyści nie biorą pod uwagę mało prawdopodobnych zmian prowadzących do gwałtownych katastrof. Załóżmy, że następny wyemitowany przez ludzi gram CO2 w jednym spośród miliarda przypadków doprowadzi do zniszczenia ludzkości. Według Weitzmana powinniśmy uznać, że to dla nas nieskończenie wielki koszt. A skoro tak, to wartość oczekiwana takiej sytuacji mimo małej szansy to… zgadliście: nieskończenie wielka strata (małe prawdopodobieństwo 0,000001 razy nieskończony koszt to wciąż nieskończony koszt)! Jeśli tak, to matematycznie nie mamy wyjścia: każde działanie mogące zapobiec tej drobnej możliwości jest opłacalne, o ile jego koszt jest mniejszy niż nieskończoność – nawet natychmiastowy powrót do jaskiń i zniszczenie całej gospodarki wytwarzającej CO2.

Choć to rozumowanie może wydawać się interesujące jako turpistyczna gra matematyczna, to powinniśmy podchodzić do tak daleko idących tez ostrożnie. Ekonomia nie jest nauką eksperymentalną. Eksperyment myślowy Weitzmana wydaje się sztuczny, naciągany, bo modeluje świat zamknięty zamiast otwartego – dopuszcza tylko dwie zastane możliwości zamiast szansy na innowacyjne pokonanie problemu.

Ekonomista powinien się też zastanowić nad wartością oczekiwaną, którą wylicza Weitzman. Czy bierze on pod uwagę preferencję czasową9 i subiektywizm ludzkich wartościowań10? Może fakt, że zazwyczaj nie przejmujemy się mikroskopijnie mało prawdopodobnymi zagrożeniami nie jest dowodem irracjonalności gospodarującego człowieka, ale właśnie jego zdrowego rozsądku? Może nasze wyliczenia opłacalności nie biorą pod uwagę tych wartości, gdyż wiemy, że kierując się nimi musielibyśmy na starcie poddać się zamiast odkrywać nowe rozwiązania dzisiejszych problemów?

Inne pytanie: które z zagrożeń wybrać? Czy powinniśmy machnąć ręką na zmiany klimatyczne i rozwijać czym prędzej technologie kosmiczne pozwalające uniknąć katastrofy spowodowanej możliwym uderzeniem asteroidy? A może powinniśmy przestawić całą gospodarkę na budowę orbitalnej tarczy chroniącej nas przed katastrofalną burzą słoneczną? A co z możliwością nadejścia wojowniczo nastawionych ufoludków? A może walczyć trzeba z groźbą wprowadzenia w życie programów zalecanych przez Weitzmana, bo jest mała szansa, że zniszczą ludzkość? Czy opłaca się brnąć w każdy absurdalny scenariusz? Zachęcamy do dalszego przemyślenia tych kwestii.

Wróćmy do problemu dotychczasowych modeli, które rozdmuchują koszty i umniejszają możliwości redukcji emisji, o czym w piśmie Nature pisze Alexander Barron, który zajmował się tymi kwestiami w amerykańskim kongresie, a później w Agencji Ochrony Środowiska11. To argument szczególnie cenny, gdyż wskazuje na nową okoliczność: otóż modele zgodne z konsensusem naukowym często nie biorą pod uwagę innowacji technologicznych i dostosowywania się rynku (autor wymienia przemysł węglowy) do potrzeb polityki klimatycznej, a także nie dostrzegają wielu możliwości redukcji emisji o niskim koszcie.

Problem planowania gospodarczego

To naprowadza nas na trop kłopotu, przed którym stają wszyscy ekonomiści, którzy w najszczytniejszych nawet celach starają się zaprojektować przyszły kształt gospodarki. Otóż precyzyjne planowanie gospodarcze opierające się o najlepsze nawet modele ekonomiczne jest równie zawodne jak próba planowania wielomiesięcznego pobytu za granicą w oparciu o najlepsze nawet modele pogody. Jak wskazywali tacy ekonomiści jak Ludwig von Mises12 czy Friedrich Hayek13, a co pokazywaliśmy w serii filmów „Dlaczego nie socjalizm?”14, próba odgórnego planowania gospodarczego – zwłaszcza jeśli prognozujemy na dziesiątki i setki lat naprzód – jest wyzwaniem karkołomnym.

Oczywiście wnet spostrzeżesz, że politycy i ekonomiści wysuwający propozycje programów politycznych nie mówią o wprowadzeniu socjalizmu. Nie chodzi im o dyktowanie wszystkich cen i wymian. Ich ambicje są – słusznie! – skromniejsze.

Wielu uważa za najlepsze rozwiązanie tzw. podatek pigowiański, czyli zniechęcający do zachowań niepożądanych – jak emisja gazów cieplarnianych. Jego wysokość narzucona jest odgórnie w oparciu o wybrany cel emisji. Kłopot polega na tym, że aby go dokładnie wyznaczyć, trzeba określić wartość o jaką dyskontuje się użyteczność przyszłych wpływów, które mamy uzyskać dzięki programom łagodzenia skutków zmian klimatu, i porównać je z obecnymi kosztami tych programów (ekonomiści mówią, że należy wyznaczyć wartość bieżącą netto15 takiego przedsięwzięcia). Galimatias bierze się stąd, że zależnie od tego jak wysoko cenimy przyszłe wpływy (czyli zależnie od wybranej stopy dyskonta), ich bieżąca wartość może się dowolnie wahać. Jeśli politycy uznają, że cenią los przyszłych pokoleń bardzo wysoko, to dzisiejszy podatnik będzie musiał ponieść ogromny ciężar podatkowy. Ale jeśli biurokraci ocenią, że te przyszłe wpływy są mało wartościowe, to nawet niewielkie koszty ochrony klimatu i tak będą zbyt wysokie. Jak widać, wysokość podatku zależy od preferencji urzędników.

Tymczasem na rynku widać jak wysoko społeczeństwo ceni przyszłe wpływy – pokazują je faktyczne stopy zwrotu z inwestycji. Jeśli uczestnicy rynku oceniają, że przyszłość jest dla nich bardzo ważna, inwestują swoje środki uznając subiektywnie że wartość bieżąca netto przyszłych wpływów jest wysoka. Gdy dla całej naszej społeczności liczy się los przyszłych pokoleń, możemy po prostu potraktować jako inwestycje łagodzenie skutków zmian klimatu lub w dostosowywanie się do nich. W takim przypadku wybór zostaje w rękach społeczeństwa, a nie polityków.

Istnienie rynku ubezpieczeniowego, a także możliwość – przy właściwej konstrukcji prawa – zbiorowego pozywania trucicieli (co swego czasu stało się udziałem przemysłu tytoniowego) wskazuje, że już teraz mamy do dyspozycji zdecentralizowane, oddolne formy oceny wagi skutków zmian klimatu. Zwłaszcza teraz, gdy dysponujemy argumentami podnoszonymi przez instytucje państwowe takie jak IPCC – jeśli mogą przekonać polityków, to dlaczego nie miałyby przekonać sędziów rozstrzygających w sprawach trucicieli?

Ostatnim problemem jest nieporadność wielkich projektów politycznych. Nie łudźmy się: skuteczność biurokracji w jakiejkolwiek sferze pozostawia wiele do życzenia. W praktyce wystarczy przecież, że niektóre z państw zaczną obniżając limity emisji konkurować ze sobą o przedsiębiorców i przewagę gospodarczą (czyli wpływy podatkowe). Taka praktyka nazywana „wyciekiem regulacyjnym” będzie się szerzyć i szybko sprawi, że jakikolwiek polityczny konsensus niewiele będzie znaczyć. Już dziś możemy się o tym przekonać patrząc na zachowania państw takich jak Chiny czy Stany Zjednoczone. Wkrótce może się okazać, że rozwiązania ograniczające innowacyjność gospodarek i kosztujące krocie nie przyniosą żadnych pozytywnych skutków poza uderzeniem w innowacje, które w innych okolicznościach mogłyby się okazać prawdziwą deską ratunku wobec zmian klimatu.

Pozostaje mieć nadzieję, że uda się uniknąć katastrofy, jaką grozi odgórne planowanie, a zamiast tego konsekwentne stosowanie prawa własności pozwoli choćby dzięki pozwom osób rzeczywiście poszkodowanych (lub zagrożonych szkodami) na właściwe, rynkowe oszacowanie powstałych i potencjalnych strat i dostosowanie się dzięki innowacjom do tych kosztów działalności gospodarki i społeczeństwa.

Autorem scenariusza jest Jan Lewiński, Uniwersytet Wrocławski.

1 Nie wszyscy zgadzają się z tym konsensusem. Patrz na przykład: Robert P. Murphy, The Bogus „Consensus” Argument on Climate Change, https://mises.org/wire/bogus-consensus-argument-climate-change.

2 Intergovernmental Panel on Climate Change, czyli będący organem ONZ Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu.

3 Robert P. Murphy, Ignore the Fear Mongering, Here’s What Climate Change Models Actually Say, https://mises.org/wire/ignore-fear-mongering-heres-what-climate-change-models-actually-say.

4 Robert P. Murphy, The Economics of Climate Change, https://www.econlib.org/library/Columns/y2009/Murphyclimate.html.

5 Robert P. Murphy, Using IPCC to Defeat UN Climate Agenda, https://www.instituteforenergyresearch.org/climate-change/using-ipcc-defeat-un-climate-agenda/.

6 Ibid.

7 Martin Weitzman, On Modeling and Interpreting the Economics of Catastrophic Climate Change, https://dash.harvard.edu/bitstream/handle/1/3693423/Weitzman_OnModeling.pdf.

8 Alexander R. Barron, Time to refine key climate policy models, https://www.nature.com/

11 Environmental Protection Agency (EPA).

12 Ludwig von Mises, Kalkulacja ekonomiczna w socjalizmie.

13 Friedrich Hayek, Pozory wiedzy, https://mises.pl/blog/2011/07/11/hayek-pozory-wiedzy/; Idem, Wykorzystanie wiedzy w społeczeństwie, http://coin.wne.uw.edu.pl/lhardt/HayekWykorzystanie.pdf.