Naucz się ekonomii w przyjemny i przystępny sposób!
9 594 odsłony

„Wyzysk” na wolnym rynku – czy kapitalista krzywdzi biednych?

Bardzo często spotkać się można z oskarżeniem, skierowanym w stronę osób popierających kapitalizm i wolny rynek, że są one poplecznikami bogaczy oraz wielkich firm, i że mają małe baczenie na zwykłe osoby, które nie mają kapitału. Padają zarzuty, że popieramy wyzysk osób biednych. Podawany jest przykład rozwarstwienia społecznego, przy którym bogaci stają się jeszcze bogatsi, a biedni biednieją. Chciałbym wyrazić swój sprzeciw wobec takich oskarżeń, gdyż są one oparte na nieprawdziwych założeniach. Postaram się przedstawić w niniejszym filmie, że na leseferystycznym wolnym rynku bogaty nie zdobywa swojego bogactwa kosztem innych ludzi, oraz że w istocie popierając kapitalizm troszczymy się o osobę uboższą nie mniej, a nawet bardziej, niż zagorzały socjalista.

Aby zrozumieć mechanizmy rządzące wolnym rynkiem, posłużymy się prostym przykładem prymitywnej gospodarki.

Jest wioska, w której wszyscy ludzie uprawiają ziemię tylko na własne potrzeby. Nie mają narzędzi, więc ich produktywność jest bardzo niska. Wszyscy maja równą ilość ziemi. Ich plony ledwo starczają na przeżycie. Ciężka praca od rana do wieczora. Brak nadziei na urlop oraz na rozwijanie swoich zainteresowań. Jeden z rolników uznał, że nie chce tak żyć i zaczął intensywnie myśleć o tym jak poprawić swój los. Wymyślił, że gdyby miał narzędzia, pług i łopatę, to byłby w stanie wyprodukować więcej żywności. Przynajmniej taką miał nadzieję. Przez kilka tygodni codziennie oszczędzał malutką porcję swoich plonów niedojadając, aby móc zrealizować swój pomysł. Gdy uzbierał ilość jedzenia, która starczyła mu przeżycie tygodnia, zrezygnował na tydzień z pracy na roli i postanowił zrealizować swój pomysł. Skonstruował prymitywny pług oraz drewnianą łopatę, jednym słowem – stworzył pierwszy kapitał. W następnym roku, dzięki narzędziom, jego plony były trzy razy bardziej obfite.

Po pierwszym fragmencie historii możemy zauważyć kilka rzeczy:
– rolnik stworzył bogactwo, które wcześniej nie istniało.
– z projektem wiązało się ryzyko niepowodzenia, gdyż rolnik nie miał uprzedniej pewności, że jego pług zadziała, a łopata będzie dobrze spełniać swoją funkcję.
– poprawa jego losu nie odbyła się niczyim kosztem. Inni mieszkańcy nie stracili na jego działalności ani trochę.
– obserwator nie znający sytuacji mógłby powiedzieć, że społeczeństwo jest rozwarstwione, gdyż jeden bogacz ma dużo więcej dóbr, niż każdy inny mieszkaniec wioski.

Na tym jednak historia się nie kończy.

Inni mieszkańcy wioski zainteresowali się wynalazkami sąsiada. I zapragnęli również poprawić swój los. Jeden z nich poszedł do niego i powiedział:

„Drogi sąsiedzie, zauważyłem, że używasz swoich narzędzi tylko przez pół dnia. Pożycz mi je na drugą część, a ja oddam Ci 10% nadwyżki swoich plonów, które dzięki nim wyhoduję”

Drugi z kolei podszedł do tematu z innej strony i złożył mu ofertę:

„Jako, że masz teraz nadwyżki żywności, pożycz mi tygodniowe zapasy jedzenia, żebym mógł sam zbudować taki pług i łopatę. Ja nie mogę oszczędzić bo mam rodzinę. W przyszłym roku oddam Ci 2-tygodniowe plony, czyli o 100% więcej niż pożyczyłem”.

Nasz rolnik, zachęcony zyskami, zgodził się na obie propozycje.

Po dalszej części historii pojawiają się kolejne spostrzeżenia:

– rolnik pożyczając swój sprzęt i żywność podjął ryzyko. Pierwszy sąsiad mógł zniszczyć jego narzędzia podczas użytkowania, a drugiemu mogło się nie udać stworzenie narzędzi. W obu przypadkach nasz rolnik by stracił, więc gdyby nie zaproponowano mu zysku z tytułu podjęcia ryzyka, pewnie nie zgodziłby się na udzielenie pożyczki.
– dzięki swojemu kapitałowi rolnik faktycznie staje się coraz bogatszy, mimo że pracy mu nie przybyło.
– dzięki kapitałowi rolnika wciąż inni mieszkańcy nie stają się biedniejsi. Jest dokładnie odwrotnie. Poziom życia dwóch sąsiadów znacząco się poprawi.
– Niezorientowany obserwator mógłby powiedzieć, że nasz rolnik jest leniwym rentierem, zarabiającym nie na swojej pracy, lecz czerpiącym zyski z posiadanego kapitału.

Przejdźmy do ostatniej części naszej historii.

Nasz rolnik, który, jak pamiętamy, dzięki swoim narzędziom miał trzykrotnie wyższe plony niż początkowo. Uznał, że do całkiem wygodnego życia wystarczy mu tylko dwie trzecie jego produkcji. Postanowił więc poszukać pracownika, dzięki któremu nie będzie musiał tyrać w polu, a zajmie się w tym czasie realizacją kolejnego pomysłu, lub po prostu będzie miał więcej czasu wolnego. Zgłosił się do niego syn sąsiada, który powiedział: „Chętnie podejmę taką pracę. Pochodzę z wielodzietnej rodziny. Nie mamy narzędzi, a praca mojego ojca starcza jedynie na minimum egzystencji.” Rolnik zaproponował mu 1/3 plonów jako zapłatę za jego pracę, czyli tyle, ile mieszkańcy wioski uzyskiwali ze swej ziemi bez użycia pługu i łopaty.

Nasuwają się nam kolejne wnioski:

– Z punktu widzenia pracownika, jego rodzina ma teraz plony z dwa razy większego obszaru, więc pracownik podwoi uzyskiwane dochody dla swoich bliskich, co jest oczywistą korzyścią.
– Rolnik odnosi korzyść, gdyż czas wolny ceni sobie wyżej, niż 1/3 swych plonów.
– Niezorientowany obserwator pewnie spadł już z krzesła widząc tę jawną niesprawiedliwość. Nasz rolnik nie dość, że zarabia dzięki posiadaniu kapitału, to teraz jeszcze zarabia na „wyzysku” innego człowieka, zabierając aż 2/3 owoców jego pracy, a sam nic nie robi.

Nie bez powodu mówimy tu o niezorientowanym obserwatorze, gdyż takich niezorientowanych obserwatorów jest mnóstwo. Patrzą oni na sytuację nie zastanawiając się, ani nie próbując sprawdzić, jak do niej doszło i czy przypadkiem obie strony nie są z niej zadowolone. Próbują oceniać daną sytuację przez pryzmat własnych potrzeb i własnej sytuacji życiowej, nie zauważając, że dla innej osoby to samo położenie może być błogosławieństwem w porównaniu do tego, w jakiej sytuacji znajdowała się wcześniej. Nie zauważają, że dzięki pomysłowości kapitalisty, standard życia w całej wiosce wzrósł, a rzekomy wyzysk w istocie korzystny jest dla wszystkich. W żadnym momencie historii pomysłowy rolnik nie dorabiał się kosztem pogorszenia się sytuacji innych mieszkańców. W każdym przypadku, zarabiając dzięki kapitałowi, dostarczył wartość dodaną dla swoich sąsiadów.

Gdyby nasz rolnik okradał swoich sąsiadów i przymusem odbierał im plony, wtedy można byłoby stwierdzić, że bogaci się ich kosztem. To jednak spowodowałoby albo śmierć głodową sąsiadów, którzy i tak ledwo wiązali koniec z końcem, albo ich emigrację do innej wioski, lub też zorganizowanie się w celu eliminacji tyrana ze swej społeczności. Na dłuższą metę nieuczciwy rolnik nie zyskałby na żadnej z tych opcji.

[the_ad id=”1715″]

Niechęć do kapitalistów wynika zapewne z niewłaściwego patrzenia na rynek. Niektórzy patrzą na niego jak na pizzę i wysnuwają wniosek, że gdy jedna osoba weźmie większy kawałek tej pizzy, to inne muszą nieuchronnie otrzymać jej mniej. Rynek jednak nie jest grą o sumie zerowej. Bogactwo może być tworzone, przez co pizza się powiększa. Pomysłowy kapitalista może powiększyć swój procentowy udział w niej, ale nie będzie to taka sama pizza. Będzie o wiele większa niż była wcześniej. Biedniejsi ludzie mogą otrzymać procentowo mniejszy kawałek niż wcześniej, ale lepiej dostać 3% z dużej pizzy, niż 5% z małej.

Zobaczmy co bogaty może zrobić ze swoimi pieniędzmi na wolnym rynku i czy komuś to szkodzi:

Może je na przykład zakopać w ogródku i o nich zapomnieć – to nie krzywdzi pozostałych osób. Wręcz może pośrednio poprawić ich sytuację, gdyż bogaty musiał wprowadzić na rynek dodatkowe dobra żeby zarobić, a trwale ściągnął z rynku pieniądze, przez co spowodował wzrost siły nabywczej pozostałych pieniędzy.

Bogacz może też swoje pieniądze zaoszczędzić i wpłacić do banku – to jest bardzo korzystne dla innych ludzi, którzy mają pomysł, ale nie mają kapitału. Dzięki temu, że bogaty oszczędził, człowiek, który ma pomysł na biznes może uniknąć konieczności długoletniego gromadzenia kapitału i zrealizować swój pomysł już teraz.

Bogaty może też wszystkie swoje pieniądze wydać na konsumpcję – to z kolei spowoduje, że będzie się systematycznie pozbywał swoich nadwyżek na rzecz producentów dóbr i usług, którzy będą mu je sprzedawać. Poprzez systematyczne wydawanie wszystkich zarobionych pieniędzy, nie będzie miał on środków na odtworzenie kapitału, więc z czasem sam pozbawi się swojej uprzywilejowanej pozycji.

Kolejną możliwością jest systematyczne reinwestowanie nadwyżek w swoją działalność i tu najlepszym przykładem jest Henry Ford, który dzięki takiemu postępowaniu, systematycznie poprawiał swoją produktywność i w związku z tym dostarczył całym masom ludzi samochody w przystępnej cenie, podczas gdy wcześniej były one dobrem luksusowym.

Oczywiście kapitalista może też robić wszystkie powyższe rzeczy naraz, jednak żadna nikomu nie przynosi szkód.

Na zakończenie pragnę dodać, że w obecnym systemie istnieją czynniki, które umożliwiają bogacenie się jednych kosztem drugich, przez co prawdziwe może być twierdzenie, że bogaci się bogacą kosztem biednych. Jednak tu podkreślę jedną ważną rzecz: to nie mechanizmy wolnorynkowe są za to odpowiedzialne i omówimy to w osobnym filmie. Wolny rynek opiera się na dobrowolnej wymianie handlowej, a zatem w leseferystycznym kapitalizmie człowiek, aby się bogacić, musi dostarczyć społeczeństwu korzyści, a zatem w żadnym przypadku nie bogaci się on kosztem innych ludzi.

Należy podkreślić, że wolny rynek, nie oznacza braku prawa. Wręcz przeciwnie, wolny rynek musi opierać się na dobrym prawie, które chroni wolność i własność jego uczestników. Nie ma w nim zatem zgody na nieuczciwe działanie, ani na inicjowanie agresji wobec drugiego człowieka. Nie opiera się na prawie dżungli jak sugerują przeciwnicy. Dodatkowo nikt bardziej stanowczo nie popiera idei równości wobec prawa, niż zwolennicy wolnego rynku. Nie ma w nim miejsca na faworyzowanie jednej jednostki kosztem drugiej. Wolność umożliwia jednak ludziom dobrowolne wykorzystywanie swoich zasobów i umiejętności. Gdy jakaś jednostka umie swoje zasoby wykorzystać lepiej niż inni, nie można jej za to karać. Szczególnie, że robiąc to, przynosi korzyść wszystkim innym.

Bardzo dziękujemy za wszelką pomoc udzielaną naszemu kanałowi. Jeśli chcesz nas wesprzeć, kliknij w link podany w opisie filmu, w którym opisane jest, jak możesz to zrobić. Aby rozwinąć wiedzę w dzisiejszym temacie, odwiedź naszą stronę prostaekonomia.pl, pod filmem znajdziesz polecane lektury.

POLECANE LEKTURY:
„Gospodarka, rozwój, krach. Na czym to polega?” Peter Schiff, Andrew Schiff
„Ekonomia zdrowego rozsądku” John Tamny – rozdziały: 5,6,7,8
„Wealth Must Be Created Before We Can Give It To the Poor” – Steve Patterson
https://mises.org/library/wealth-must-be-created-we-can-give-it-poor

2016-11-27T01:03:44+00:00
  • nie uwierzysz ale kapitalista

    Mam jedną uwagę do historii o rolniku-kapitaliście. Na początku wywodu wspomniane jest, że każda rodzina w wiosce jest zarobiona, pracuje od rana do wieczora, a ledwo im starcza plonów na przeżycie. Tymczasem później pojawia się twierdzenie, że gdy syn sąsiada zgadza się zająć polem rolnika, podwaja się majątek jego rodziny. Trzeba jednak przy tym zauważyć, że oferując swą pracę kapitaliście, rezygnuje z poświęcania czasu na pracę na polu własnej rodziny. Zmniejsza się zatem zysk z uprawy danego pola. Kapitał ludzki też nie jest nieograniczony. Ciężko nam teraz szacować, ile wyniósłby rzeczywisty przychód rodziny, ważne jednak, że kosztem pracy dla naszego kapitalisty, zmniejsza się przychód z sąsiedniego pola. Innymi słowy: Pracy jest dwa razy więcej, a zysku nie. Nie ma prostej matematyki, że za taką samą pracę otrzymuje się taką samą płacę. Dopiero po zniwelowaniu strat z pierwszego pola możemy mówić o zarobku z drugiego. Według proponowanej wyżej umowy sąsiedzi mieliby prawo mieć poczucie niesprawiedliwości, gdyż wysiłek ich syna wg ekonomii życia codziennego byłby wart mniej niż wynosi wartość oferowanej przez niego pracy.

    • Telemaniak

      Jeśli to wielodzietna rodzina to przykład jest prawdopodobny!.Przecież nie powiedział że nasza praca tylko praca ojca! on mógł nie pracować!,ile osób może pracować na polu równocześnie?,czy zwiększanie ich liczby zawsze poprawi efekt?Jeśli mój ogródek da radę pielęgnować żona to może dorobić się jeszcze dzieci bo wtedy one pomogą mamie i plony wzrosną?

    • Byvy

      Po pierwsze, praca się tym bardziej nie podwaja, bo sam napisałeś, że ten syn i tak by pracował na rodzinnym polu.

      Całkowity zarobek rodziny i tak się na pewno zwiększy. Nawet, jak przyjmiemy, że reszta rodziny nie da przez to rady u siebie tyle zebrać co wcześniej, to na pewno część plonów pozostanie (a resztę ziemi, której już nie da rady obrobić może np. oddać w dzierżawę, ba, może wszystko oddać w dzierżawę i znaleźć sobie inne zajęcie, dzięki któremu dojdzie nowe źródło zarobku), a do tego dojdzie zarobek syna, który już sam w sobie wyrównuje wcześniejsze zarobki całej rodziny. A jak się ta rodzina dzięki temu wzbogaci, to będzie mogła np. sama w coś zainwestować i się dzięki temu wzbogacić jeszcze bardziej.

    • szamani

      rodzina wielodzietna – powiedzmy, że jest to około 12 dzieci, z czego połowa to będą chłopcy (tak jak kiedyś było, na mojej małej wsi jeszcze w XIX – XX wieku średnia dzietność wynosiła 8.3 dziecka na rodzinę). Do tego trzeba dodać dwójkę rodziców, więc mamy 14 osób na 1 plon. Jeden chłopiec, który powiedzmy, że robi dwa razy więcej niż przeciętna kobieta w gospodarstwie (co nie jest prawdą – obniżyłem rolę kobiety, więc w praktyce będzie to wyglądało jeszcze bardziej korzystnie). Więc siła robocza tej rodziny, to 21 kobiet (profesjonalna jednostka pracy). Po odejściu jednego chłopca z tego gospodarstwa, siła robocza zmniejsza się do 19 kobiet, więc ta rodzina ze swojego pola otrzyma 19/21 plonu. Chłopiec o sile dwóch kobiet będzie uprawiał pole za 1 plon, więc zysk rodziny z 1 plonu zwiększy się do 40/21 plonu.

  • Ktos

    Taa rolnik oddal 1/3 swoich plonow pracownikowi. Prawdziwy kapitalista oddalby 1/10 wykorzystujac fakt, ze biedny nie ma wyboru. Biedny jesli nie pojdziedo pracy to umrze z glodu, wiec musi isc do pracy JAKIEJKOLWIEK, a to wykorzystuje kapitalista, daje biednemu za jego ciezkie 12 godz. pracy tylko tyle kasy aby ten przymieral glodem, a nie umarl z glodu. Wtedy taki biedny jest uzalezniony od jednego kapitalisty bo dzieki niemu zyje (gloduje, ale jeszcze nie umiera z glodu), nie pojdzie do innego kapitalisty bo inny kapitalista da mu taka sama stawke, a jesli straci prace/wyzysk u pierwszego kapitalisty to pierwszy kapitalista na jego miejsce ma na dzien dobry 10 kandydatow do pracy/wyzysku ktorzy umra z glodu jesli tej pracy nie podejma (brak socjalizmu, czyli jak ktos nie pracuje to panstwo mu nic nie daje wiec jmiera z glodu. – kapitalista wykorzystuje ten brak wyboru dajac najnizsze mozliwe stawki ktore umozliwia ludziom przerzycie. Kazdy woli glodowac niz umrzec z glodu).
    Macie pojecie co by sie stalo jak by w Polsce zniesiono place minimalna jak to usilnie tego chca pracodawcy?
    Dzisiaj rzad mowi ze peaca za 5 zl na godzine to wyzysk i ponizej tej kwoty NIKT do pracy by nie przyszedl. No to ja sie kurwa pytam, a co by mial zrobic ten ktos? Moj tata kiedys pracowal na jednym objekcie jako ochroniaz za 4,20 na godzine. To byl ciezki objekt bo nie przespal w nocy ani minuty i ochroniarze sie malo nie pozabijali, zeby miec jak najwiecej slozb w miesiacu i ten jeden grosz wiecej do domu przyniesc dziecku i zonie. Osobiscie znalem ludzi, ktorzy pracowali jako ochroniaz na umowie o dzielo za 2 zl na godz!!!! Dlaczego pracowali? Bo inaczej umarli by z glodu! Tak wlasnie wyglada ten Wasz ukochany kapitalizm pierdolony – ludzie nie majacy kwalifikacji sa wyzyskiwani ze swojej pracy i to podwojnie, bo musza zarobic i na siebie i na chore dziecko, przez co podwojnie nie maja wyboru. A jeszcze gorzej jak ktos jest chory i nie jest w stanie pracowac, a za brak pracy kapitalista nie da zlotowki nawet i taki czlowiek chory umiera z glodu, nie dlatego ze jest leniwy, tylko dlatego ze jest poszkodowany orzez los i nie jest w stanie pracowac. A ludzie pracujacy sie zapracowuja na smierc bo nie sa w stanie wyzywic z glodowej pensji bliskich. Moj tata nie zyje, serce mu nie wytrzymalo… Taka dostal zaplate za swoja ciezka prace. I Tak wyglada kapitalizm!!! I niech mi tylko kurwa ktos powie ze w Polsve nie ma kapitalizmu. Socjalizmu tez nie ma bo panstwo daje 500+ na ktorym korzysta czesc biednych uczciwie pracujacych za glodowe pieniadze ludzi, ale najwiecej korzysta glownie patologia i lenie, a te same panstwo skapi na renty dla ludzi chorych! W czystym pierwotnym kapitalizmie rent i emerytur nie bylo by w ogole. Chorzy ludzie to wszyscy by poumierali z glodu i z braku leczenia. Selekcja naturalna. Ale nikt zdrowy tego nie zrozumie do czasu dokad sam jest zdrowy… no wlasnie, do czasu…

    • Byvy

      1. Tylko, że jak czyjaś praca jest warta mniej niż płaca minimalna to po prostu nie będzie mógł znaleźć pracy. Poza tym jeśli gdzieś zatrudnia się ochroniarza za taką stawkę, to znaczy, że obeszło by się bez niego.
      2. Jakby ten kapitalista z historyjki tak mało dawał, to ktoś by mógł zrobić dokładnie tak samo, jak on. W realnym życiu podobnie – możesz się np. dokształcić i nie będziesz musiał pracować nawet za pensję minimalną. Swoją drogą to ona także to trochę zniekształca – przykładowo ktoś mógłby dać początkującemu mniej, a doświadczonemu więcej, a tak starczy tylko na to, żeby obu dać minimalną stawkę.
      3. Kiedyś nie było państwowych rent (państwowe – słowo klucz) i ludzie sobie radzili, i to nie tylko dzięki bezinteresownej pomocy. Stowarzyszenia braterskie, ubezpieczenia, praktyka lożowa ( tańsza niż NFZ :D). Pewnie nie było idealnie, ale teraz ten problem wcale nie jest rozwiązany, a raczej (uwzględniając postęp w medycynie) jest dużo gorzej – musisz drugi raz płać za to, co masz „zapewnione”, jeśli nie chcesz umrzeć czekając na operację, a bardziej kosztownych chorób wymagających ciągłego leczenia i tak się nie refunduje (a przynajmniej niewystarczająco), płacisz w składkach kupę forsy, a jakość niewspółmiernie mała. „Państwo skąpi” – jedzie „po czubku” krzywej Laffera (albo i trochę dalej) i to z debetem. Rozumiem, że dużo kasy marnuje, ale nie da się nic nie zmarnować, poza tym to musi być wliczone w koszty, jeśli rozmawiamy na poważnie. Gdyby ktoś ograniczył marnotrawstwo państwa do 50% to byłby wielki sukces.
      4. Nikt jakoś nawet nie pomyśli, że jakby on sam był bogaty, to by płacił innym jak najmniej się da, ale jak się mówi o innych, to wszyscy dookoła skąpi… nawet w społeczeństwie „postfeudalnym” , choć na początku rzeczywiście magnaci płacili niewiele, po niedługim czasie ten problem zniknął.

      • Konquer

        „Tylko, że jak czyjaś praca jest warta mniej niż płaca minimalna to po prostu nie będzie mógł znaleźć pracy.”

        Nieprawda – jeżeli czyjaś praca jest potrzebna to po prostu trzeba tyle zapłacić i koniec. Kapitalista nigdy nie zatrudnia jeżeli nie potrzebuje człowieka aby utrzymać jakość usługi. Jeżeli żabka zatrudnia nowego pracownika to dlatego, że bez niego spadnie jakość usług a przez to dochody.

        Podobnie jest jeżeli potrzebuję np. samochodu do dojazdów do pracy lub wożenia dziecka do przedszkola – idę na giełdę i patrzę co jest. Faktycznie – są same kiepskie modele a cena nie schodzi poniżej np. 5 tys. zł. Tańszych nie ma. Faktycznie – to dla mnie sporo, ale ja potrzebuję tego auta więc wydam te 5 tys.

        „W realnym życiu podobnie – możesz się np. dokształcić i nie będziesz musiał pracować nawet za pensję minimalną.”

        Aby dokształcać się potrzeba czasu oraz pieniędzy. Przeciętnego pracownika na to nie dość że nie stać (czasowo i pieniężnie), to jeszcze wymusza na nim podjęcie ogromnego ryzyka. Pomyślmy tak – pani Marysia jest sprzątaczką w centrum handlowym. Chciałby rozwinąć swoje kompetencje dlatego odkłada kasę na kursy – ale SKĄD ona ma wiedzieć jakie umiejętności są obecnie pożądane na rynku pracy skoro obraca się tylko w środowisku innych sprzątaczek i kasjerek? Uważasz, że człowiek żyjący na minimum podejmie jeszcze ryzyko utraty środków na uczenie się rzeczy, które mogą w niczym mu nie pomóc?

        Inna sprawa – okazuje się, że Maria mieszka w Indiach. Jedynym zawodem, który zapewnia godziwe zarobki w okolicy jest programista. Ona jednak nie ma zielonego pojęcia o programowaniu ani o nowoczesnych technologiach. Czy z racji tego, że urodziła się dawniej niż inni oraz w niewykształconej rodzinie powinno skazywać ją na życie na łasce kapitalisty? W normalnym, nowoczesnym społeczeństwie rozwinięte są różne gałęzie gospodarki. W patologicznych, neoliberalnych – tylko garstka zapewnia godziwy byt, a reszta co najwyżej przeżycie.

        „Kiedyś nie było państwowych rent (państwowe – słowo klucz) i ludzie sobie radzili, i to nie tylko dzięki bezinteresownej pomocy. Stowarzyszenia braterskie, ubezpieczenia, praktyka lożowa ( tańsza niż NFZ :D). ”

        Niestety wszelkie fakty mówią, że jest znacznie lepiej niż kiedyś. Publiczna służba zdrowia nie leczy wszystkich, nie działa idealnie – ale pozwala jednak na powrót do zdrowia nawet jak ktoś żyje za minimum. Kiedyś było tak, że ktoś, kto zachorował albo uległ wypadkowi po prostu kończył jako żebrak, żył na łasce rodziny albo po prostu zdychał.

        „Nikt jakoś nawet nie pomyśli, że jakby on sam był bogaty, to by płacił innym jak najmniej się da, ale jak się mówi o innych, to wszyscy dookoła skąpi”

        To nie jest nawet skąpstwo tylko maksymalizacja zysku za wszelką cenę – cecha charakterystyczna kapitalizmu. Tą „wszelką ceną” jest własnie wyzysk ludzi. Jeden z moich pierwszych pracodawców powiedział mi kiedyś, że dostanę 5 tys. jak on będzie zarabiał 50. Ok, jego prawo – tylko widać,że w wielu przypadkach pieniądze na wyższą pensję SĄ. To była nieduża firemka – co dopiero musi się dziać w molochach z wielką marżą i preferencyjnymi cenami u dostawców.

        • Byvy

          Dzięki za odpowiedź.

          „Nieprawda – jeżeli czyjaś praca jest potrzebna to po prostu trzeba tyle zapłacić i koniec. ” – jak jest zbyt droga, to można ją zastąpić czymś innym. W przypadku ochrony – zabezpieczeniami, monitoringiem. Oczywiście nie wszędzie to wystarczy, tam, gdzie to nie wystarcza (ochrona drogocennych rzeczy, duże imprezy), wynagrodzenie też jest większe.

          „jeżeli potrzebuję np. samochodu…” – masz różne alternatywy – rower, motor, metro, pociąg, konieczność znalezienia pracy bliżej lub przeprowadzki z powodu zbyt wysokich kosztów dojazdu itd.

          „Aby dokształcać się potrzeba czasu oraz pieniędzy.” Zdaję sobie sprawę, że jakakolwiek zmiana choćby psychicznego punktu widzenia dla takiego człowieka może być trudna. Mógłbym dać takiej osobie wiele porad (które by pokazały, że można jednak znaleźć czas :D), ale to byłby słaby argument, bo normalnie by ich tak łatwo nie uzyskała. Jeśli jednak ktoś na prawdę chce coś ze sobą zrobić, to jestem przekonany, że gdyby codziennie poświęcił trochę czasu na to, żeby np. przemyśleć co konkretnie zrobić, to dałby radę. Czasem wystarczy tylko przyłożyć się bardziej do pracy (na budowach dobrze to widać :p).

          Ja pisałem o tych czasach, kiedy był kapitalizm, bo chyba o nim mowa, a ten okres to był czas, kiedy zaczęła gwałtownie spadać liczba żebraków, a długość życia się zwiększała. Poza tym zauważ fragment „uwzględniając postęp w medycynie”.

          Co do ostatniego akapitu, to nie znam szczegółów, ale chciałbym zwrócić uwagę, że pracodawca ma zyski skumulowane z pracy wielu osób, a jedna osoba wcale może mu wielkich dochodów nie przynosić. A im większa firma, tym jej działania bardziej „globalne” (np. miejsca pracy dla setek ludzi, podobnie jak ze stroną internetową, jak ustawisz reklamy, to pomimo tego, że z jednej zysk jest nikły, w sumie może się trochę pieniędzy skumulować), więc i generują więcej zysku, to naturalne.
          Choć jak mowa o zarabianiu 50 tysięcy, to chyba firma nie była taka znowu malutka 🙂 Gdyby rynek był „wolniejszy”, to i konkurencja by była większa i sam miałbyś łatwiej zacząć pracować „na swoim”.

  • Konquer

    Bzdura tego przykładu polega na tym, że w rzeczywistej gospodarce większość społeczeństwa pracuje za niskie pensje – płaci się tyle aby ktoś po prostu przetrwał do następnego miesiąca i pracował dalej. Niestety takie są fakty – większość społeczeństwa zarabia raczej kiepską kasę.

    Początek przykładu mówi, że każda rodzina była biedna i pracowała na własny użytek, plonów starczało ledwo na przeżycie. I w kapitalizmie jest TAK SAMO – ludzie też pracują i ledwo im starcza, muszą prawie całe życie liczyć każdy grosz. Czyli de facto z punktu widzenia przeciętnego pracownika nie ma znaczenia czy pracuje w tej prymitywnej wiosce czy u kapitalisty – i tak efekty jego pracy są „spiżowe” – służą przetrwaniu a nie rozwojowi.

    ALE

    Przecież z pracy tego przeciętnego pracownika żyje właśnie kapitalista – dla niego nowy system jak najbardziej jest korzystny bo za użyczenie narzędzi pracy pracownikowi musi zapłacić mu tylko minimum, natomiast nadwyżka należy do niego. Innymi słowy akumulacja kapitału nieszczególnie poprawia los pracownika, który żyje na podobnym poziomie czy pracuje dla siebie czy dla kapitalisty. Życie kapitalisty ulega jednak znacznemu polepszeniu ponieważ zyskuje on coraz więcej kapitału, który może inwestować w kolejne przedsięwzięcia i koło się zamyka.

    Nie neguję kapitalizmu – musi on być jednak demokratycznie uregulowany aby wymusić na pracodawcach zwiększenie pensji. Nieważne jak niska będzie płaca – na pracę za takie stawki znajdą się ZAWSZE jacyś ludzie. Mój kolega, Grek, mówił mi, że w jego ojczyźnie były czasy gdy zatrudniano ludzi na farmach za JEDEN EURO na godzinę. I ludzie się znajdowali. I to było przed kryzysem. Tracą na tym prawie wszyscy, zyskują ci, którzy użyczają kapitał.

    • Byvy

      „Niestety takie są fakty – większość społeczeństwa zarabia raczej kiepską kasę.” – tylko, że dzisiejszy system jest bardzo daleki od wolnego rynku, więc to nie jest argument przeciw wolnemu rynkowi.
      „dla niego nowy system jak najbardziej jest korzystny bo za użyczenie narzędzi pracy pracownikowi musi zapłacić mu tylko minimum, natomiast nadwyżka należy do niego.” – nie… „widełki płacowe” ustalane są zarówno na podstawie tego, ile skłonny jest zapłacić pracodawca, jak i tego, za ile zgodzi się pracować pracownik. Jak praca pracownika jest warta więcej niż minimum, to nie ma sensu, żeby się zgadzał na tyle, bo wie, że ktoś inny zatrudni go za więcej i tak notując zyski.