Naucz się ekonomii w przyjemny i przystępny sposób!
3 602 odsłony

System cen – wolny rynek vs. ingerencja rządową

Jaką rolę pełnią ceny na rynku? Co się dzieje, gdy państwo ingeruje w rynek i ustala ceny maksymalne lub minimalne na poziomie innym, niż ustaliłby je wolny rynek? Czemu tak ważne jest, żeby zostawić ceny w spokoju?

Jednym z ważniejszych faktów na temat gospodarki rynkowej jest to, że ludzie angażują się w wymianę dóbr, aby poprawić swój dobrobyt. Taka wymiana przynosi korzyści obu stronom. Bardzo ważną kwestią jest zatem, żeby była ona jak najbardziej efektywna. Ceny produktów określane są właśnie poprzez tę wymianę. Thomas Taylor pisał o cenach: „Ceny określone przez rynek nie są niewytłumaczalne. Są rezultatem subiektywnych ocen wartości dokonywanych przez jednostki, które je sprzedają, kupują lub powstrzymują się od obu tych akcji.” Krzywe podaży i popytu dla danego dobra, składają się z mnóstwa indywidualnych preferencji konsumentów i producentów. Każdy z nas jako konsument ma swoją własną krzywą popytu na każde dobro. Każdy z nas, zgodnie z prawem malejącej użyteczności krańcowej, o której mówiliśmy w filmie „Wartość rzeczy”, określa ile jednostek dobra może kupić przy określonej cenie. Gdy jabłka będą po 1 zł, to kupię ich pięć, gdy będą po 3 zł to zakupię dwa, a gdy po 5 zł to nie kupię żadnego. U ciebie może to wyglądać inaczej.

Na rynku ustalana jest cena równowagi dla każdego poszczególnego dobra. Zbyt wysoka cena spowoduje nadwyżkę, czyli sytuację, w której producenci nie sprzedadzą swoich zapasów,  a zbyt niska cena spowoduje niedobór, gdyż towar zostanie sprzedany, zanim popyt konsumentów zostanie w pełni zaspokojony. Przy bardzo niskiej cenie producenci mogą w ogóle nie zgodzić się na sprzedaż i magazynować towar w oczekiwaniu na wyższą cenę w przyszłości.

Jak rynek sobie z tym radzi? Producenci widząc zalegające zapasy przy zbyt wysokiej cenie obniżą ją, żeby sprzedać towar w całości. Konsumenci z kolei, szybko wykupując niedowartościowane dobro, podnoszą jego cenę i tym samym zachęcają kolejnych producentów do wejścia na rynek i zaspokojenia popytu w całości.

Ważne jest, aby podkreślić, że cena równowagi nie jest jedną, ustaloną na zawsze, ceną. Każda zmiana w podaży, lub w ludzkich preferencjach spowoduje przesunięcie krzywej podaży lub popytu, a wtedy rynek od nowa zajmie się dążeniem do ceny równowagi.

Ten proces może się wydawać skomplikowany lub trudny, jednak wszystko to dzieje się na rynku w naturalny sposób. Rynek sam się reguluje i nie potrzebuje żadnych zewnętrznych interwencji, żeby dobrze działać. Wręcz przeciwnie, każda ingerencja powoduje, że rynek jest mniej efektywny w zaspokajaniu ludzkich potrzeb. Zobaczmy czemu.

Załóżmy, że w jakimś regionie nastała wielka susza. Zabrakło wody w kranach. Niewielkie zapasy butelkowanej wody w sklepach szybko topniały. Ludzie prawie bili się między sobą, chcąc kupić butelkę wody. Stała się ona na tyle cenna, że sklepikarze podnosili ceny z 2 do 10 zł, a ludzie wciąż chcieli ją kupić. Sytuacja trwała 3 dni, po czym do miasta przyjechał przedstawiciel rządu i powiedział: „Obywatele! Nie może być tak, że człowiek musi płacić 10 zł za butelkę wody, która każdemu jest niezbędna do życia. Sejm przyjął dziś ustawę, w której ustalono maksymalną cenę butelki wody na 2 zł.”

Przy niższej cenie zapasy wody zostały wykupione w 2 godziny. Ludzie, którzy przy cenie 10 zł ograniczali się do kupna 1 butelki dziennie, teraz kupowali po 5, więc dla dużej części mieszkańców wody nie wystarczyło. Rząd sztucznie obniżając cenę spowodował natychmiastowy niedobór. Co w takim razie trzeba było zrobić, żeby zażegnać kryzys? Odpowiedź brzmi – nic. Wyższa cena zachęciłaby producentów wody butelkowanej z sąsiednich regionów, w których wody jest pod dostatkiem, i wkrótce zaczęliby ją dostarczać. Wody zrobiłoby się więcej i cena zaczęłaby wracać do normy. Wyższa cena służyła lepszej dystrybucji rzadkiego dobra w sytuacji kryzysowej i ograniczeniu jego konsumpcji. Sztuczna obniżka wywołała natychmiastowy niedobór dla wielu, oraz zmniejszyła szanse na szybkie wyjście z kryzysu braku wody, bo producentom z sąsiednich regionów nie opłacałby się transport.

A teraz załóżmy inną sytuację.

W pewnym kraju produkcja pszenicy wynosiła 10 000 worków rocznie. Część rolników zainwestowała w swoją działalność. Kupili oni kombajny, traktory, systemy nawadniania i znacząco poprawili wydajność produkcji. Pozostała część nie inwestowała i konsumowała swoje zarobki na bieżąco. Dzięki innowacyjności pierwszej części rolników, podaż pszenicy zwiększyła się do 15 000 worków. Zwiększona podaż spowodowała, że cena pszenicy spadła. Mniej innowacyjna część rolników zaczęła mieć problemy. Ich koszty nie zmalały, bo nie inwestowali. Przy niższej cenie zaczynali tracić. Rozpoczęły się więc protesty pod sejmem. Pojawiały się okrzyki, że rząd musi coś z tym zrobić. Rząd zaniepokojony utratą poparcia dużej części wyborców, postanowił zainterweniować. Z początku ustalił minimalną cenę skupu pszenicy na poziomie ceny przed obniżką. To jednak szybko wywołało nadwyżki produkcyjne. Konsumenci wciąż byli gotowi kupić tylko 10 000 worków w starej cenie. Doszło do kolejnych protestów, że teraz pszenica leży bezczynnie w magazynach. Rząd wtedy nałożył ograniczenia na produkcję z hektara, tak aby dopasować ją do poziomu produkcji najmniej wydajnych rolników. Taka decyzja nie była jednak zadowalająca dla bardziej efektywnych rolników, którzy inwestowali po to, żeby zwiększyć zarobek, a nie produkować dalej tak samo mało jak wcześniej. W końcu rząd postanowił zdjąć ograniczenia i skupować całe nadwyżki od rolników. W efekcie wszyscy podatnicy, musieli kupować zboże po starej cenie i dodatkowo dopłacać za nadwyżkę produkcji w formie podatków. W kolejnych latach nadwyżki zaczęły być problemem, rząd nie mógł ich rzucić na rynek przy ustalonej przez siebie cenie, bo nie byłoby na nie popytu. Jedyne co mógł zrobić nie załamując ceny rynkowej, to po prostu zniszczyć wszystkie zapasy lub eksportować je po zaniżonej cenie, przez co wspomagałby zagraniczne rynki kosztem krajowego.

Co powinien zrobić rząd? Po raz kolejny – nic. Powinien pozwolić cenom spaść, bo jest to korzystne dla wszystkich konsumentów. Mniej wydajni rolnicy musieliby szybko zainwestować lub upaść i ustąpić miejsca bardziej efektywnym. Każdy konsument pszenicy, który kupiłby ją po niższej cenie, miałby w kieszeni dodatkowe pieniądze, które mógłby wydać na coś innego. Na przykład na produkty, które będą produkować nowo przekwalifikowani rolnicy. Bogactwo społeczeństwa wzrośnie.

Każda ingerencja w ceny jest szkodliwa. Ten sam mechanizm tyczy się płacy. Gdy rząd ustala płacę minimalną, tworzy nadwyżkę chętnych do pracy w stosunku do miejsc pracy. Gdy bank centralny zaniży stopy procentowe, spowoduje niedobór realnych zasobów, niezależnie od tego ile nowego pieniądza dodrukuje. Ceny należy zostawić w spokoju.

2017-08-05T21:31:20+00:00 Styczeń 29th, 2016|Blog, Filmy, Prezentacje|
  • Zbyszek

    „Rząd sztucznie obniżając cenę spowodował natychmiastowy niedobór” – dokładnie taka sytuacja występuje w opiece zdrowotnej czyli sztuczne zaniżanie wartości usług zdrowotnych poprzez rządową agendę NFZ powoduje nieograniczony popyt na darmowe usługi tych którzy aż tak bardzo ich nie potrzebują a nie mając żadnego hamulca korzystają do woli co wtórnie doprowadza do niedoboru tam gdzie jest to bardziej potrzebne. Gigantyczne kolejki do lekarzy nie znikną póki nie dojdzie do urynkowienia cen tych usług.