Dzisiejszy odcinek nazwaliśmy specjalnym, gdyż temat społeczeństwa wymaga według nas wyjścia poza ramy ekonomii i spojrzenia również na możliwe zasady sprawiedliwej organizacji społeczeństwa. Poza nielicznymi, skrajnymi przypadkami człowiek żyje i działa wśród innych ludzi. Jest częścią społeczeństwa. Czemu tak jest? Czy jest to dla człowieka dobre? Czy to mu się opłaca? Skąd się biorą społeczne więzi? Na te i inne pytania postaramy się znaleźć odpowiedź w tym filmie. Przyjrzymy się temu zagadnieniu z kilku różnych perspektyw.

Ekonomia

Według Misesa społeczeństwo jest wynikiem zgodnego współdziałania, czyli współpracy. Jest wynikiem świadomego i celowego działania ludzi próbujących osiągnąć swoje indywidualne cele. Taka współpraca jest korzystna dla ludzi. Podział pracy zwiększa wydajność. Człowiek może rozwijać swój talent, specjalizować się i zwiększać produktywność w swojej dziedzinie, a potem wymienić owoce swojej pracy na dobra, których potrzebuje. Te dobra stworzone są przez innego  specjalistę, więc człowiekowi bardziej opłaca się wymienić, niż wytwarzać pożądane dobro samemu. Oszczędzony w ten sposób czas może poświęcić w całości temu, co robi najlepiej. Na dobrowolnej wymianie dóbr korzystają obie strony. Każda ze stron dokonuje wymiany, ponieważ spodziewa się odnieść subiektywną korzyść. Jeśli dwie strony wymieniają się przedmiotami, to obie cenią wyżej przedmiot, który otrzymują, niż ten, który oddają. W handlu zysk jednej strony nie oznacza straty drugiej. Gdyby tak było, gdyby jedna ze stron miała ponieść stratę, to do takiej dobrowolnej wymiany by nie doszło. Jednocześnie, człowiek w społeczeństwie, nawet, gdy działa wyłącznie we własnym interesie, może przynosić temu społeczeństwu korzyści. Osiągnie on swoje cele łatwiej uczestnicząc w podziale pracy i angażując się w wymianę. Opłaca mu się pokojowo współpracować z innymi ludźmi. Istnieją też pewne cele, które wprost niemożliwe jest osiągnąć samemu. Czasem jakieś zadanie może przerastać możliwości pojedynczego człowieka. Wtedy również do osiągnięcia celu konieczna jest współpraca. Nawet wyprodukowanie czegoś tak prozaicznego jak ołówek z gumką, który kupujemy w sklepie, nie byłoby możliwe dla jednej osoby. Do tego potrzeba tysięcy osób. Ciężko w to uwierzyć? Zachęcam do obejrzenia jednego z naszych poprzednich filmów, w którym prezentujemy opowiadanie Leonarda Reada „Ja, ołówek”. Dowiesz się tam, że ludzie współpracują nawet wtedy, gdy nie wiedzą o swoim istnieniu, a swoją pracą przyczyniają się do powstania rzeczy, których mogą nie znać i nie używać. Z milionów działań ludzi, którzy dążą do zaspokojenia własnych potrzeb wyłania się, jak nazywa to Hayek, spontaniczny porządek – rynek, który powstaje w wyniku działań ludzkich, ale nie jest przez człowieka zaprojektowany. Jest to właśnie wynik współpracy jednostek, wzajemnie korzystających z owoców swej pracy. Ekonomista Lawrence Reed opisuje spontaniczny porządek w taki sposób:

„Spontaniczny porządek tworzy się, gdy zostawisz ludzi w spokoju – gdy przedsiębiorcy dostrzegają potrzeby ludzkie i zaspokajają je. Odpowiadają na sygnały rynku, na ceny. Ceny mówią im co jest potrzebne, jak pilnie i gdzie. To jest zdecydowanie lepsze i bardziej produktywne niż poleganie na garstce odległych biurokratycznych elit.”

Społeczeństwo czy jednostka?

Ludzie rozumieją, że współpraca ułatwia osiąganie celów. Wiedzą, że podział pracy jest dla nich korzystny. Gdyby tak nie było, to istnienie społeczeństwa byłoby niemożliwe. Mises pisze, że w tej sytuacji: „ludzie pozostaliby na zawsze śmiertelnymi wrogami swoich bliźnich, nieprzejednanymi rywalami w walce o zapewnienie sobie dostępu do rzadkich zasobów przyrody umożliwiających przetrwanie. Człowiek musiałby traktować innych jak wrogów; dążąc do zaspokojenia własnych potrzeb, nieuchronnie popadałby w konflikt ze wszystkimi sąsiadami. (…) W takim świecie nie istniałoby uczucie życzliwości, nie byłoby miejsca na dobrą wolę.”

Na szczęście tak nie jest. Człowiek jako istota rozumna wie, że współpraca jest korzystna i nikt nie musi go do niej namawiać lub zmuszać. Sam chętnie ją podejmuje, gdyż widzi korzyści z niej wynikające. Zatem społeczeństwo jest wynikiem ludzkich celowych działań i istnieje tylko w działaniu ludzi. Ludzie chcą tworzyć społeczeństwo, bo leży to w ich interesie. Oczywiście w wyniku pokojowej współpracy ludzie mogą się polubić i zaprzyjaźnić. Pojawia się również poczucie wspólnoty. Wszystko to jest bardzo pozytywnym zjawiskiem. Te pozytywne emocje są jednak wynikiem współpracy, a nie jej przyczyną.

Społeczeństwa nie można rozważać jako osobnego tworu, które żyje własnym życiem i ma własne cele, inne, niż cele jednostek, które je tworzą. Jeśli nadać społeczeństwu cechy niezależnego od jednostek podmiotu, doprowadzi to do twierdzenia, że jednostki muszą zrezygnować ze swoich celów i poświęcić się dla dobra społeczeństwa, lub, co gorsza, że powinno się je do tego zmusić. Przecież jeśli cel jednostki i społeczeństwa jest odmienny, a według niektórych dobro społeczeństwa, ogółu czy kolektywu jest nadrzędne wobec dobra jednostki, należy poświęcić jednostkę dla osiągnięcia celu społeczeństwa. Ale jak to możliwe, żeby poświęcenie jednostki na rzecz ogółu, było dobre dla ogółu, skoro ta jednostka jest jego częścią? Takie błędne postrzeganie społeczeństwa prowadzi do niesprawiedliwości. Na ciekawy przykład, który to obrazuje, możemy natrafić w opowiadaniu zatytułowanym „The Ones Who Walk Away From Omelas”.

Sprawiedliwość

Wyobraź sobie miasto zwane Omelas. Miasto gdzie nie ma królów czy innych władców, gdzie panuje niesamowite szczęście i bogactwo wśród mieszkańców. Każdy mieszka w pięknym, pełnym przepychu domu, a każdy dom ozdabia ręcznie kute ogrodzenie. Wszyscy mieszkańcy z okien widzą wspaniałe ogrody i rzeźbione fontanny. Ludzie są pomocni i życzliwi. W Omelas ludzie żyją na tak wysokim poziomie, że nie ma kradzieży lub oszustw. Nigdy nie słyszano tam również o morderstwie. Możesz uznać, że miasto to, jest zbyt piękne, aby było prawdziwe. Faktycznie, jest jeszcze jedna rzecz, którą powinieneś o nim wiedzieć. W jednym z największych i najpiękniejszych domów jest piwnica. W piwnicy znajduje się mały pokoik bez okien, w którym znajdują się różne środki czystości. Pośród nich siedzi małe dziecko, które jest w tym pokoju od lat więzione. Ciężko po wyglądzie stwierdzić, czy jest to chłopiec czy dziewczynka, ponieważ jest brudne, obdarte, zaniedbane i niedożywione. Wszyscy mieszkańcy Omelas wiedzą o istnieniu tego dziecka. Niektórzy przychodzą nawet je zobaczyć. Jednak, z jakichś nieznanych nam przyczyn, wiedzą oni, ze gdyby ktokolwiek z nich pomógł temu dziecku, uwolnił je, przytulił, pocieszył i nakarmił, całe ich szczęście i bogactwo w jednej chwili by się skończyło.

Nie wiemy, czy taka była intencja autorki opowiadania, jednak przykład więzionego dziecka dobrze obrazuje sytuację uciskanej jednostki bądź mniejszości, która zostaje poświęcona na rzecz ogółu. Dziecko nie jest niczemu winne, po prostu z pewnych przyczyn, nie wiemy jakich, jego uwięzienie i nieszczęście sprawia, że całe miasto żyje w przepychu i szczęściu. Czy to jest sprawiedliwe?

Jak pisze Michael Sandel, profesor Uniwersytetu Harvarda i autor książki „Sprawiedliwość” w której użył przykładu Omelas, są trzy sposoby myślenia o sprawiedliwości. Pierwszym z nich jest utylitaryzm, według którego sprawiedliwość jest wtedy, gdy suma szczęścia będzie wyższa niż suma nieszczęścia, lub inaczej, postępowanie uznaje się za słuszne, gdy prowadzi do maksymalizacji szczęścia, jednocześnie minimalizując nieszczęście. Drugim jest wolność, w której na pierwszym miejscu stawia indywidualne prawa jednostki i stosuje zasadę nieinicjowania agresji. Sprawiedliwe jest to co wynika z respektowania wolności wyboru. Trzecim jest cnota, czyli twierdzenie, że cnota i moralność ma pierwszeństwo, gdyż tylko to co moralne może być sprawiedliwe, a celem prawa, jest kształtowanie i kultywowanie odpowiednich postaw moralnych i obywatelskich.

Wróćmy do przykładu dziecka więzionego w Omelas. Z punktu widzenia utylitaryzmu, suma szczęścia mieszkańców może przewyższać sumę nieszczęścia dziecka. Ostatecznie korzysta na tym wielu, a traci tylko jedna osoba. Oczywiście bardziej wyrafinowany utylitarysta mógłby powiedzieć, że z powodu posiadania przez człowieka uczuć wyższych, nie może on być w pełni szczęśliwy, gdy wie, że jego szczęście trwa tylko dzięki czyjemuś nieszczęściu, jednak odpowiednia doza propagandy, na przykład przedstawiająca dziecko jako śmiertelnego wroga jego szczęścia, może nakłonić go do pogodzenia się z tym faktem. Możemy odczuć jednak, że dziecko powinno być uwolnione nie tylko ze względu na zwykły rachunek krzywd i szczęścia, ale ze względu na nie same. Z tej przyczyny utylitaryzm nie wydaje się dobrym sposobem patrzenia na sprawiedliwość. Patrząc z pozycji wolności, dziecko należałoby uwolnić bez względu na szczęście miasta, ponieważ narusza się jego prawa jednostki, w szczególności prawo do wolności. Z perspektywy cnoty prawdopodobnie argument byłby podobny: należy uwolnić dziecko, gdyż więzienie go jest niemoralne.

Profesor Sandel skłania się właśnie ku opcji patrzenia na sprawiedliwość z perspektywy cnoty, która, jak zaraz się przekonamy, rożni się od perspektywy wolności.  Sugeruje on, że takie spojrzenie na sprawiedliwość jest konieczne, gdyż w wielu sprawach nie da się uniknąć oceny moralnej. Mówi o tym, że sprawiedliwe społeczeństwo wymaga wspólnej dyskusji na temat dobrego życia. Profesor uważa, że pozostałe dwa spojrzenia, z perspektywy sumy szczęścia i wolności, uniemożliwiają taką dyskusję. Pierwsza, ponieważ moralność nie jest istotna, lecz liczy się przewaga zadowolenia nad nieszczęściem, a druga ponieważ prawa jednostki i wolny wybór mają pierwszeństwo nad moralnością. Powodem dla którego profesor ceni trzecią opcję, jest jego twierdzenie, że istotne jest utrzymanie solidarności demokratycznego społeczeństwa i w związku z tym należy wzmacniać w ludziach troskę o ogół i kultywować w nich oddanie dla dobra wspólnego. Następnie mówi o tym, że rosnące nierówności majątkowe zaburzają ten stan solidarności społeczeństwa, gdyż biedni i bogaci zaczynają żyć „dalej od siebie”. Stawiając na piedestale cel solidarności społeczeństwa optuje on za tym, aby obecne pokolenie, podążając tropem poprzednich, które sfinansowały na przykład budowę autostrad, poświęciły teraz środki na odbudowę społecznych relacji poprzez takie projekty jak dobre szkoły publiczne, z których będą korzystać nie tylko dzieci biedniejszej części społeczeństwa, ale też bogatszej. Innymi pomysłami profesora Sandela są: dobry transport publiczny, parki, kliniki, place zabaw, biblioteki i muzea, mające spełniać podobną funkcję – zebranie ludzi z różnych środowisk, aby przebywali wspólnie, co pomoże przywrócić poczucie wspólnoty. Profesor wysuwa ze swojego toku myślenia wniosek, że zamiast zwykłej redystrybucji dochodu, należy przymusić ludzi to tego, aby finansowali projekty, które przysłużą zbliżeniu różnych klas społecznych, czyli czegoś, co uznał za słuszne i potrzebne, nawet wtedy, gdy wola ludzi będzie odmienna. W tym momencie możemy dostrzec pewien problem. Zdanie profesora co jest słuszne a co nie, nie musi się pokrywać z naszym. Czy byłoby lepiej, gdyby wszyscy ludzie wyznawali takie same zasady moralne jak my? Zapewne tak, ale tak nie jest, nie tak wygląda rzeczywistość. Rzeczywistość jest taka, że ludzie różnią się w ocenach moralnych. Jeśli zgodzimy się, że wolno nam narzucić swoje zasady moralne innym osobom, to nie będziemy mieli już żadnego argumentu, gdy przy zmianie władzy, ktoś będzie chciał narzucić swoje zasady moralne nam. Czy są jednak zasady, o których możemy powiedzieć, że wszyscy powinni je bezwzględnie przestrzegać? Być może odpowiedzi na pytanie o sprawiedliwe zasady organizacji społeczeństwa podsunie nam następujący eksperyment myślowy:

Amerykański filozof polityczny, John Rawls, zasugerował, że najlepszym sposobem na ustalenie sprawiedliwych zasad w społeczeństwie jest tzw. „zasłona niewiedzy”. Wyobraź sobie, że budzisz się i nie masz najmniejszego pojęcia kim jesteś. Nieznana jest Ci Twoja płeć. Nie wiesz, czy jesteś biedny czy bogaty. Możesz równie dobrze być żebrakiem jak i milionerem. Nie masz pojęcia jaki jest Twój kolor skóry. Nie wiesz czy jesteś katolikiem, protestantem, muzułmaninem, żydem, buddystą czy też ateistą. Może masz rodzinę i dzieci, a może jesteś samotny. Nie znasz swojej orientacji seksualnej. Być może jesteś okazem zdrowia, ale może też jesteś niepełnosprawny i zdany na łaskę innych osób. Pytanie brzmi: jak za tą zasłoną niewiedzy określisz co jest sprawiedliwe i co ma być prawem?

Oto jak patrzą na sprawę zwolennicy podejścia do sprawiedliwości z perspektywy wolności. Zasadą, na której powinno opierać się życie społeczne jest zasada nieinicjowania agresji. Osoba budząca się bez samoświadomości, może powiedzieć bez szkody dla siebie, kimkolwiek jest: „Nie chcę, aby inicjowano wobec mnie agresję. Chcę mieć podstawowe prawa jednostki: prawo do życia, wolności i własności. Chcę mieć wolność słowa, myśli, wyznania i sumienia. Nie chcę aby okazało się, że jestem mniejszością religijną czy etniczną, która będzie prześladowana. Nie chcę być niewolnikiem, ani obywatelem totalitarnego państwa, któremu moje poglądy mogą nie pasować. Nie chcę również żyć feudalnym państwie, w którym mój dobrobyt będzie z góry ustalony i zależeć będzie od urodzenia w uprzywilejowanej klasie społecznej. Chcę aby traktowano mnie jako podmiot, a nie przedmiot do realizacji celów innych osób”. Rozwińmy to. Powiedzmy, że jesteś osobą bezrobotną i chciałbyś, aby osobie bogatej odebrano pod przymusem pieniądze i oddano je Tobie w imię społecznej sprawiedliwości. Jednak może się okazać, że wcale nie jesteś bezrobotną osobą, tylko ciężko pracującym przedstawicielem klasy średniej i będziesz przez to obciążany coraz to nowymi podatkami, mimo, że sam masz pięcioro dzieci, które musisz wyżywić. Wówczas takie rozwiązanie nie będzie dla Ciebie sprawiedliwe. Możesz się poczuć skrzywdzony, że musisz oddawać swoje ciężko zarobione pieniądze osobie, która na nie nie zapracowała. Rozważmy teraz przypadek otrzymywania zasiłku 500 zł na drugie i kolejne dziecko. Być może okaże się, że masz siedmioro dzieci, i będziesz dostawać 3000 zł. Może się też okazać, że z różnych względów nie możesz lub nie chcesz ich mieć. Dzięki ekonomii wiemy, że zasiłek ten zostanie w ostateczności sfinansowany również przez ciebie, mimo, że nie będziesz jego beneficjentem. Wtedy nie będziesz już zwolennikiem tego pomysłu. Ogólnie rzecz biorąc, nie mając pewności, kim jesteś, jaka jest twoja sytuacja materialna i pozycja społeczna, będziesz optował za równością wobec prawa, poszanowaniem jednostkowych praw i za tym, aby nie inicjować wobec ciebie agresji niezależnie od tego kim jesteś.

Moralność, a prawo z perspektywy wolności

Libertarianie wychodzą, od zasady nieinicjowania agresji, a ta z kolei wywodzi od fundamentalnych praw jednostki, czyli prawa do życia, wolności i własności, które opisywaliśmy już w naszym filmie „Prawo”. Libertarianie są zdania, że powyższa zasada stanowi fundament pokojowego współistnienia ludzi w społeczeństwie. Mówi ona o tym, że jednostka może żyć zgodnie ze swoimi przekonaniami i ma wolność w dokonywaniu wyborów do momentu, gdy nie zacznie nastawać na życie, wolność i własność innej jednostki. Należy jednak pamiętać, że libertarianizm nie jest systemem filozoficznym, lecz filozofią polityczną. Określa jedynie sposób organizacji społeczeństwa. Jest propozycją na to aby pogodzić ze sobą interesy ludzi o różnych cechach, poglądach, celach oraz wierzeniach. Nie wyznacza jednak, co jest dobre, a co jest złe w prywatnym życiu jednostki. Nie wszystko co jest legalne, jest jednocześnie moralne. Profesor Sandel ma częściowo rację, że przy spojrzeniu na sprawiedliwość z perspektywy wolności, prawa jednostki mają pierwszeństwo przed moralnością chociaż przyznaje, że sama ochrona życia, wolności i własności wynika z argumentów moralnych. Myli się on jednak w kwestii tego, że oprócz zasady nieinicjowania agresji moralność zostaje wyłączona z dyskusji. To nieprawda, zostaje wyłączona jedynie z legislacji. Żeby zobrazować jak może to działać, posłużmy się pewnym przykładem: Załóżmy, że jesteś chrześcijaninem i zgodnie ze swoją wiarą i wartościami uważasz, że zdrada małżeńska jest niemoralna. Nie łamiąc zasady nieinicjowania agresji możesz głosić swoje poglądy, korzystając ze swej wolności słowa. Możesz otwarcie krytykować osobę, która zdradza swojego małżonka. Możesz przekonywać do swoich wartości innych ludzi w pokojowy sposób, przez dowolnie wybrane środki przekazu, poświęcając na to swoje zasoby. Możesz również swobodnie wyznawać i praktykować swoją wiarę i żyć zgodnie ze swoimi wartościami. Co więcej, jeśli chcesz, możesz odmówić wykonania usługi, która byłaby niezgodna z twoją moralnością oraz nie wchodzić w żadne relacje z niemoralnymi, w twojej opinii, osobami, czyli stosować tak zwany ostracyzm. Przykładem może być sytuacja, gdy jesteś właścicielem hotelu i nie wynajmiesz pokoju osobie, o której wiesz, że jest w związku małżeńskim, a chce spędzić noc z kochanką lub prostytutką. Odebranie właścicielowi prawa do niewynajęcia pokoju, narusza jego prawo do dysponowania swoją własnością. Jednak, tak jak tobie nikt przemocą nie może narzucić tego, w co masz wierzyć i co uważać za moralne, tak i ty nie może tego robić wobec innych. Nie możesz wykorzystać siły prawa do narzucenia innym swoich poglądów. Nie możesz nawracać ateistów, czy osób o innym wyznaniu, wykorzystując przymus. Musisz ograniczyć się do pokojowego głoszenia swoich przekonań, co jest zresztą zgodne z poszanowaniem, jakże ważnej w chrześcijaństwie, wolnej woli człowieka.

Pomoc potrzebującym

Rozważmy jednak inną sytuację. Przyjmijmy, że jesteś osobą niepełnosprawną w takim stopniu, że twoje życie zależy od finansowego wsparcia innych osób. Czy libertarianie chcą, aby takie osoby pozostawały bez środków do życia? Czy omija się je zza zasłony niewiedzy? Spójrzmy na to w ten sposób. Wyobraźmy sobie takie dwie sytuacje. W pierwszej podchodzi do ciebie człowiek, który znajduje się w faktycznej potrzebie i prosi cię o pieniądze. Oczywiście w tej sytuacji masz wybór – pomóc mu, lub nie, jednak uważasz, że należy pomóc człowiekowi w trudnej sytuacji i dajesz mu pieniądze. A teraz przypuśćmy, że w tej samej sytuacji również zostajesz poproszony o pomoc, jednak pojawia się inny człowiek, który zachodzi cię od tyłu, przystawia ci lufę do skroni i rozkazuje ci dać pieniądze potrzebującemu. W niektórych aspektach ta sytuacja jest podobna. Jest potrzebujący, który potrzebuje pomocy i w obu sytuacjach ją otrzymuje. Jednak moralna strona tej sytuacji jest zupełnie inna. W drugiej sytuacji nie można wręcz mówić o pomocy, bo jaką cnotą jest pomoc pod przymusem? Gdybyśmy zobaczyli tę sytuację na ulicy, uznalibyśmy, że osoba, której przystawiono lufę do głowy została obrabowana, a nie, że pomogła bliźniemu. Czy jako osoba potrzebująca pomocy, chcesz, aby pomoc ta odbywała się w taki sposób? Czy nie interesuje Cię w jaki sposób pieniądze są zdobywane? Czy zdobycie ich za wszelką cenę jest uzasadnione? Filozofia polityczna, jaką jest libertarianizm, nie określa czy pomoc potrzebującym jest dobra czy zła, lecz określa, że używanie przymusu, by ją uzyskać, jest niemoralne. Tę różnicę między dobrowolną a przymusową pomocą bardzo zwięźle oddał Bastiat pisząc:

bastiat

Dobrowolna pomoc nie jest jakąś abstrakcyjną konstrukcją myślową. Jej przykłady z życia wzięte można mnożyć: prywatne fundacje, zbiórki na cele dobroczynne, sąsiedzka pomoc ofiarom pożaru czy innego nieszczęścia, wolontariat, charytatywne wydarzenia sportowe i koncerty. Wiele bardzo bogatych osób, czy wielkich firm, przekazuje duże sumy pieniędzy na pomoc potrzebującym.

Nie można ustawą narzucić ludziom bycia dobrym. Państwo nie powinno brać na siebie odpowiedzialności za moralność ludzką. Robiąc to traktuje dorosłych ludzi jak dzieci. Gdy dobry uczynek jest wymuszony, traci swą moralną wartość. Wolny człowiek obdarzony sumieniem i uczuciami wyższymi, sam ma dbać o swoją moralność lub szukać przewodnictwa w tej kwestii tam, gdzie uzna to za słuszne. Czy wszyscy będą pomagać innym? Z pewnością nie, ale jest wiele osób obdarzonych empatią, współczujących innym osobom i czujących moralny obowiązek pomocy drugiemu w potrzebie. Jest też bardziej praktyczny powód pomagania. Żaden z nas nie wie, czy któregoś dnia sam nie znajdzie się w potrzebie. Ludzie pomagają również dlatego, że kiedyś sami mogą takiej pomocy potrzebować.

Na koniec poruszymy zagadnienie równości. Co oznacza bycie równym? Czy ludzie są równi lub czy powinni być równi?

Egalitaryzm

Posługując się słowami Rothbarda, spróbujmy zdefiniować równość. Pisze on: „Istnieje (…) jeden i tylko jeden sposób pozwalający powiedzieć, że dwie osoby mogą być „równe” w najpełniejszym tego słowa znaczeniu: Muszą być one identyczne co do wszystkich posiadanych przez nie atrybutów”.

Czy ludzie są identyczni? Oczywiście nie. Ludzie różnią się między sobą mnóstwem różnych cech, które zbyt długo by tu wymieniać. Może więc obrońcom równości chodzi o równość szans? Ale co to znaczy równość szans? Jeśli nawet dwie osoby umieścimy w jednakowych warunkach, lecz jedna z nich będzie nieprzeciętnie inteligentna, a inteligencja drugiej będzie o wiele poniżej średniej, czy ich szanse będą równe? Czy rezultat ich nauki będzie jednakowy? Zapewne nie. Może w takim razie należy coś z tym zrobić? Może osobie inteligentnej należy przydzielić możliwie najgorszych nauczycieli, a mało inteligentnej najlepszych, jakich można znaleźć? Czy to wyrówna szanse? A jeśli tak, czy jest to dobre postępowanie? Zarówno Sandel jak i Rothbard, a my wraz z nimi, powołamy się na opowiadanie zatytułowane „Harrison Bergerron”, które ukazuje egalitarystyczny świat. Zaczyna się ono w ten sposób:

„Był rok 2081 i wszyscy wreszcie byli równi. Byli równi nie tylko wobec Boga i prawa. Byli równi we wszystkim. Nikt nie był mądrzejszy od innych. Nikt nie wyglądał lepiej. Nikt nie był silniejszy ani szybszy. Równość ta była zasługą 211, 212 i 213 poprawki do konstytucji, a także niesłabnącej czujności agentów Głównego Amerykańskiego Kontrolera Upośledzeń.”

W dalszej części czytamy, że ludziom obdarzonym nieprzeciętną inteligencją montowano w uchu rządowy nadajnik, który co 20 sekund wysyłał głośny dźwięk uniemożliwiając im tym samym użycie niesprawiedliwej, rzecz jasna, przewagi intelektualnej. Pięknym kobietom nakazywano nosić odrażające maski, aby nikt nie poczuł się przypadkiem gorzej, widząc ich urodę. Osobom sprawnym fizycznie kazano nosić worki z ołowiem, które wyrównywały ich zdolności poruszania się z ludźmi, którzy tej fizycznej sprawności nie posiadali. Nawet w balecie, co lepsze tancerki były bardzo obciążone, aby lekkość ich ruchów nie wprawiała innych w zakłopotanie.

To, wywołujące uczucie niepokoju, opowiadanie uświadamia tym wyraźniej, że ludzie nie są równi, a dążąc do ideału równości zmienilibyśmy świat w koszmarne miejsce. Co więcej, Mises uświadamia nam ciekawą rzecz. Nie dość, że ludzie nie rodzą się równi, to jeszcze dużą część życia poświęcają na pogłębianie tych nierówności. Człowiek odkrywający w sobie pewien talent, rozwija go, mniejszą wagę przywiązując do innych umiejętności. Ludzie specjalizują się w określonych dziedzinach, aby zwiększyć w nich nierówności między sobą, a innymi ludźmi, a nie zmniejszyć je. Czy w takim razie cel, aby wyrównywać te różnice jest dobry? Czy cel, który jest sprzeczny z ludzką naturą może być ideałem, do którego należy dążyć? Czy może po prostu jest to zupełnie bezcelowe, a wręcz szkodliwe i należy porzucić taki cel?

Jako dość drastyczny przykład tego, do czego może prowadzić wybór celu, który jest sprzeczny z ludzką naturą, możemy podać chiński obyczaj „krępowania stóp”, który praktykowano od około X do początku XX wieku. Jako „ideał” przyjęto małe stopy u kobiet. W tym celu krępowano stopy dziewczynkom bandażami, co powodowało łamanie kości. Nie będziemy opisywać dokładnie tego barbarzyńskiego zwyczaju, jednak skutkami były: ogromne cierpienie i przewlekły ból związany z zabiegiem, a następnie infekcje, zakażenia, problemy z poruszaniem się i śmierć. Szacuje się, że przez ten proceder umierało około 10% dziewcząt. Wszystko przez to, że wybrano „ideał” sprzeczny z naturą ludzką.

To samo, choć być może z mniejszą dozą okrucieństwa, dotyczy „ideału” równości. Ludzie nie są równi i próba zmiany tego faktu będzie działaniem wbrew naturze. Różnice między ludźmi są dobre. Tu znów wskazujemy na wspaniałe zjawisko podziału pracy, dzięki któremu ludzie dokonali wielkich rzeczy. Różnorodność talentów, kultur, charakterów i cech fizycznych, nie zubaża świata, lecz go wzbogaca i nie mówimy tu jedynie o dobrach materialnych. Próba zmiany tego stanu rzeczy wiązałaby się z koniecznością użycia dużej ilości środków przymusu, hamowaniem rozwoju i niesprawiedliwością.

To co można zrobić, to zorganizować społeczeństwo tak, aby ludzie bez przeszkód mogli rozwijać się, realizować swoje plany, i osiągać swój pełen potencjał wykorzystując środki, które mają do swojej dyspozycji. To sprowadza nas do jedynej równości, która ma sens i nie przeczy ludzkiej naturze. Jest nią równość wobec prawa.

Źródła jakimi posługiwaliśmy się w tym filmie znajdziesz pod artykułem na stronie prostaekonomia.pl. Dziękujemy Wam za wsparcie naszego projektu. Jeśli nasz nie wspierasz, a chcesz to zrobić, wejdź na nasz profil na stronie patronite.pl lub na odwiedź na naszej stronie zakładkę wsparcie. Linki znajdziesz w opisie filmu.

Leonard E. Read – „Ja, ołówek”
http://coin.wne.uw.edu.pl/lhardt/ReadJa.pdf

Michael J. Sandel – „Justice”
http://iasbaba.com/wp-content/uploads/2015/05/Michael_Sandel-_Justice-_What_s_the_Right_Thing_to_Do.pdf

Ludwig von Mises – „Ludzkie działanie”

Ursula Le Guin  – „The Ones Who Walk Away From Omelas”
http://engl210-deykute.wikispaces.umb.edu/file/view/omelas.pdf

Murray Rothbard – „Egalitaryzm jako bunt przeciw naturze”

Kurt Vonnegut – „Harrison Bergerron”
http://www.vonnegut.art.pl/english/harrison.html

O krępowaniu stóp:
https://en.wikipedia.org/wiki/Foot_binding