Naucz się ekonomii w przyjemny i przystępny sposób!
3 948 odsłony

Rodzaje interwencji i skutki prohibicji | Interwencjonizm część 2

W drugim odcinku naszej serii o interwencjonizmie omówimy rodzaje interwencji, a także na przykładzie omówimy skutki jednego z jej rodzajów.

Naszym celem nie jest określenie czy interwencjonizm jest „dobry” czy „zły”. Naszym celem będzie przyjrzenie się nieuchronnym skutkom, jakie wywołują poszczególne rodzaje interwencji. Być może część osób uzna te skutki za dobre, a część za złe. Pytaniem, które warto zadawać jest to, czy dana interwencja przynosi takie skutki, jakie są spodziewane przez tych, którzy ją stosują lub próbują ją zastosować. Czy jest odpowiednim środkiem do osiągnięcia celu, postawionego sobie przez jej pomysłodawców. Nie będziemy się tu znów zajmować tym, czy cel jest dobry czy zły, lecz czy narzędzia wybrane do jego osiągnięcia są właściwe i umożliwią jego osiągnięcie. Jest to również, jak się wydaje, bardzo istotną kwestią dla tych, którzy chcieliby taką interwencję zastosować. Czy gdyby okazało się, że przyniesie ona odwrotne skutki, niż te, które sobie założyli, to czy nie zrezygnowaliby z niej? Gdyby przeanalizować gospodarcze cele zawarte w programach różnych, często skłóconych ze sobą partii, to w większości pokrywają się ze sobą: wzrost dobrobytu, poprawa sytuacji materialnej dla obywateli czy lepsze płace. Nikt nie obiecuje głodu i nędzy dla wszystkich. Różnią się one natomiast środkami, którymi chcą te cele osiągnąć. W związku z tym to środki, a nie cele są przedmiotem naszego zainteresowania. Szczególną wagę takiej analizy podkreślił Mises pisząc:

„Nie powinien mówić o Interwencjonizmie ten, kto nie przeanalizował jego gospodarczych konsekwencji. Powinno wreszcie położyć się kres powszechnej praktyce dyskutowania o problemach w oparciu o dominujące błędy, wypaczone pojęcia i uprzedzenia. Co prawda przyjemniejszym byłoby unikanie spraw istotnych i używanie jedynie popularnych frazesów i opartych na emocjach sloganów. Jednak polityka to sprawa poważna. Ci, którzy nie chcą wnikliwie zająć się jej podstawami, powinni trzymać się od niej z daleka.”[1]

Rodzaje interwencji

Wyróżnić można trzy szerokie kategorie interwencji.

1) Interwencja autystyczna – dotyczy ona bezpośrednio wyłącznie podmiotu, wobec którego dokonuje się interwencji. Interweniujący ogranicza swobodę danego podmiotu do dysponowania swą osobą lub własnością, ale nie zachodzi między nimi wymiana. Prościej mówiąc, interweniujący zmusza osobę do czegoś, lub zabrania jej czegoś, co dotyczy tylko tej osoby lub jej własności.[2] Sam podmiot interweniujący nie otrzymuje w zamian żadnego dobra lub usługi.[3] Przykładami interwencji autystycznej jest zakaz posiadania jakiegoś dobra, zakaz wyrażania opinii lub zakaz wykonywania praktyk religijnych. Podmiotem interweniującym w tym znaczeniu nie musi być wyłącznie państwo. Interwencją autystyczną nazwalibyśmy również na przykład pobicie lub akt wandalizmu dokonany na cudzej własności.[4]

2) Interwencja binarna – występuje, gdy podmiot interweniujący wymusza wymianę między nim a podmiotem, wobec którego dokonuje interwencji lub żąda od tego podmiotu „podarunku”.[5] Przykładami interwencji binarnej są: opodatkowanie, przymusowy pobór do wojska lub niewolnictwo. Tu również podmiotem interweniującym nie musi być państwo. Napad rabunkowy również będzie interwencją binarną.[6]

3) Interwencja triangularna (trójstronna) – występuje gdy poprzez interwencję wymusza się wymianę między dwoma podmiotami, lub zakazuje się takiej wymiany.[7] Podmiot interweniujący nie uczestniczy w wymianie, lecz nakazuje stronom wymiany ją przeprowadzić, lub zabrania im jej przeprowadzenia. Przykładami interwencji trójstronnej są: kontrole cen lub przymusowe ubezpieczenie samochodu.[8]

Bezpośrednie skutki interwencji

Wolny rynek można opisać jako sytuację, gdy nikt nie dokonuje aktów agresji przeciwko osobom lub ich mieniu.[9] Wszelkie działanie jest w tej sytuacji dobrowolne. Żeby człowiek podjął działanie, musi, po pierwsze, odczuwać jakiś rodzaj dyskomfortu, po drugie, musi mieć wyobrażenie o stanie bardziej satysfakcjonującym od obecnego, po trzecie musi wierzyć, że jego celowe działanie może doprowadzić do zmniejszenia owego dyskomfortu.[10] Swoim działaniem próbuje osiągnąć zawsze bardziej pożądany stan od obecnego i maksymalizować swoją satysfakcję. Jak pisał Rothbard:

„Wszelkie działania, wszelkie wymiany odbywające się na wolnym rynku lub, szerzej, w ramach wolnego społeczeństwa dochodzą do skutku, ponieważ każda z zainteresowanych stron spodziewa się z tego tytułu korzyści”.

Każdy człowiek podejmując działanie uważa więc, że to co robi jest najlepszą możliwą opcją prowadzącą do maksymalizacji jego satysfakcji. Oczywiście ludzkie cele są bardzo różne i każdemu satysfakcję może przynosić co innego. Nie zajmujemy się jednak oceną tych celów. Mówimy jedynie, że ludzie stawiają sobie cele i wybierają najwłaściwsze, w ich ocenie, sposoby, aby te cele osiągnąć.

Człowiek podejmując działanie jest przekonany ex ante (czyli z góry, przed wydarzeniem się czegoś)[11], że to właśnie przyniesie mu najwyższą korzyść. Każda interwencja, która przymusza człowieka do podjęcia innej decyzji, niż ta, którą podjąłby, gdyby pozwolono mu swobodnie działać, musi prowadzić do zmniejszenia satysfakcji. Wyjątkiem może, choć nie musi, być interwencja trójstronna, gdzie jeden podmiot interwencji traci na rzecz drugiego. Rothbard pisze:

„W przypadku interwencji autystycznej i binarnej każda jednostka ponosi stratę; w przypadku interwencji triangularnej traci przynajmniej jedna ze stron potencjalnej wymiany, a czasem obie.”

Jako, że działanie jest nastawione na niepewną przyszłość, wiąże się ono z ryzykiem niepowodzenia. Mówiliśmy o tym, że człowiekowi podejmującemu działanie wydaje się, że osiągnie z niego największą korzyść. Jednak jako, że nikt nie zna przyszłości, człowiek może nie mieć racji w tym przekonaniu. Może się okazać ex post (czyli po fakcie)[12], że popełnił błąd. Rothbard wyjaśnia, że rynek ma pewne sposoby, aby maksymalizować nie tylko spodziewaną satysfakcję, ale też sprzyja maksymalizacji satysfakcji po fakcie, gdyż „zawiera mechanizm szybkiego przekształcania oczekiwań w ich spełnienie”[13]:

„Na drodze od ante do post zawsze mogą pojawić się błędy, lecz wolny rynek jest tak skonstruowany, że redukuje je do minimum.  Po pierwsze, istnieje szybko działający, łatwy do zrozumienia test, wskazujący przedsiębiorcy, jak też osobie uzyskującej dochód, czy odnosi sukces, czy ponosi klęskę, próbując zaspokoić pragnienia konsumentów. Dla przedsiębiorcy, na któ­rym spoczywa główny ciężar dostosowania się do niepewnych zachcianek konsumentów, testem tym są zyski i straty. Duże zyski są sygnałem, że jest na właściwej ścieżce; straty – że na niewłaściwej. Zyski i straty prowadzą do szybkiego dostosowania działań przedsiębiorców do zapotrzebowania ze strony konsumentów; jednocześnie pełnią one funkcję polegającą na przesuwaniu środków pieniężnych z rąk przedsiębiorców złych do rąk dobrych. Fakt, że dobrzy przedsiębiorcy prosperują i powiększają swój kapitał, a kiepscy wypadają z interesu, zwiększa zdolność rynku do dostosowywania się do zmian. Podobnie, choć w mniejszym zakresie, czynniki ziemi i pracy dostosowują się do sytuacji, trafiając do zastosowań o najwyższej produktywności w wymiarze wartościowym, co wynika z pragnień ich właścicieli, by osiągać możliwie najwyższy dochód, który jest nagrodą za produktywność posiadanych przez nich czynników produkcji.

Konsumenci również podejmują ryzyko przedsiębiorcze. (…) Konsumenci nie są wszechwiedzący, ale dysponują bezpośrednimi sposobami uzyskania wiedzy. Kupują pewien produkt żywnościowy na śniadanie, lecz im nie smakuje, więc go więcej nie kupią. Kupują samochód pewnej marki, lecz nie jeździ nim się wystarczająco dobrze, więc kupią inny. W obu przypadkach dzielą się ze znajomymi swoją nowo nabytą wiedzą. Inni konsumenci wspierają finansowo organizacje konsumenckie, które im mogą doradzać lub ich ostrzegać. Lecz we wszystkich przypadkach konsumenci mogą skorzystać z bezpośredniego testu jakości produktów w postaci wyników ich użytkowania. Firma, która zaspokaja potrzeby konsumentów, rozwija się i prosperuje, a firma, która temu zadaniu nie może sprostać, wypada z interesu.”[14]

Warto zauważyć, że w czasach, gdy Rothbard pisał te słowa nie było jeszcze tak znakomitych metod oceny produktów przed kupnem, które mamy dziś. Dziś prawie o każdym produkcie lub firmie możemy znaleźć w Internecie opinie, oceny i recenzje na ich temat, które pomagają nam podjąć lepsze decyzje.

W świetle tych informacji, wzięcie pod uwagę możliwości popełnienia błędu, nie zmienia wniosków o tym, że interwencja zmniejsza osiąganą satysfakcję. Szczególnie, gdy uświadomimy sobie, że podmiot interweniujący ma jeszcze mniejszą, niż jednostka, wiedzę, wymaganą do podjęcia jak najlepszej dla tej jednostki decyzji.

Interwencja autystyczna

Przejdźmy do omówienia możliwych skutków interwencji autystycznej. Posłużymy się tu przykładem który przytoczył dr Jakub Bożydar Wiśniewski w swoim wykładzie o interwencjonizmie.[15] Powiedzmy, że rząd zakazuje obywatelom posiadania, lub wytwarzania, nawet na własny użytek, określonej substancji, na przykład alkoholu. Zakładamy tu, że urzędnicy mają jak najlepsze intencje. Faktycznie zależy im na tym, aby obywatele nie niszczyli sobie zdrowia poprzez przyjmowanie tej używki i wierzą, że osiągną ten cel poprzez taką interwencję. Celem rządu będzie eliminacja spożycia alkoholu. Bezpośrednio interwencja ta dotknie jedynie osoby, które chciałyby alkohol spożywać, a nie będzie miała ona wpływu na osoby, które i tak nie chciały go spożywać. Zmniejszy więc satysfakcję tych, którzy chcą, a jak pamiętamy, nie zajmujemy się określaniem, czy ich cel jest dobry czy zły. Jeśli alkohol wcześniej był w pełni legalny to zakaz jego posiadania, oznacza również zakaz produkcji i zakaz sprzedaży. Jest to pełna prohibicja. Nie można produkować i sprzedawać czegoś, czego nie można posiadać, co czyni z tej interwencji nie tylko interwencję autystyczną, ale także trójstronną. Tym samym zmniejszy się popyt na czynniki produkcji, potrzebne do wytworzenia alkoholu, które same w sobie mogą być w pełni legalne. Właściciele tych czynników produkcji stracą. Tak by się oczywiście działo w przypadku, gdy przepis byłby skuteczny. Jego egzekwowanie mogłoby jednak być bardzo trudne i kosztowne. Policja musiałaby sprawdzać każdy przypadek, w którym istniałoby podejrzenie, że ktoś posiada lub wytwarza alkohol, nawet gdy produkuje go jedynie dla siebie na swoim terenie i nie ma intencji sprzedawania go dalej. To wiązałoby się z kosztami dla całego społeczeństwa w postaci zwiększonych wydatków budżetowych na ten cel. Jak uczy doświadczenie, taki rodzaj interwencji nie jest skuteczny i nie eliminuje spożycia danej substancji pomimo ponoszenia ogromnych nakładów finansowych na walkę z nią. Tworzy się nielegalny, czarny rynek na tę substancję.[16] Im skuteczniejsze będzie egzekwowanie zakazu, tym produktu na czarnym rynku będzie mniej, jego cena będzie wyższa, a konsumpcja niższa. To z kolei jednak oznacza, że poniesione wydatki z budżetu na ten cel będą również odpowiednio wyższe. Mamy więc wybór: albo nie poświęcać wiele środków na egzekwowanie zakazu, zaakceptować jego nieskuteczność i rozwój czarnego rynku, albo dążyć tego, aby był skuteczny, lecz to będzie wymagało przeznaczenia dużo większej ilości środków na ten cel. Podatnicy stracą tak czy inaczej. W pierwszym przypadku mniej, w drugim więcej. Zupełna eliminacja konsumpcji byłaby praktycznie niemożliwa.

Jako, że na czarnym rynku nie ma prawnej ochrony kontraktów i transakcji, produkcją i dystrybucją alkoholu zajmą się organizacje przestępcze, które będą mogły przez nielegalne użycie przymusu i przemocy, egzekwować kontrakty. Ochrony prawnej nie będą mieli również konsumenci, którzy nie będą mogli zwrócić się do sądu w dociekaniu sprawiedliwości w przypadkach, gdy zapłacą za towar a go nie otrzymają, gdy jakość będzie niezadowalająca lub gdy produkt będzie zwyczajnie szkodliwy. W związku z tym może wzrosnąć ilość zatruć złej jakości alkoholem.

Czarny rynek nie jest również odpowiedni do rozwoju działalności produkcyjnej na wielką skalę, ze względu na ryzyko ścigania z mocy prawa. Stąd znikają lub zmniejszają się korzyści związane z produkcją na masową skalę. Spada wydajność produkcji i tym samym zmniejszy się podaż. Dodatkowo, jako że z działalnością na czarnym rynku wiąże się większe ryzyko, cena będzie musiała rekompensować producentom podwyższone ryzyko, aby w ogóle zachęcić ich do rozpoczęcia produkcji.[17] Zmniejszona podaż spowoduje wzrost cen.

Z drugiej strony, prawdopodobnym skutkiem takiej prohibicji będzie wzrost przestępstw na tle rabunkowym ze strony części konsumentów. Szczególnie mowa tu o osobach uzależnionych od alkoholu, których popyt jest mało elastyczny i nie są skłonni ograniczyć konsumpcji wraz ze wzrostem ceny.[18] Część z nich – nie sposób określić jak duża – będzie gotowa posunąć się do kradzieży, aby zdobyć dodatkowe środki finansowe i zapłacić nową, wyższą cenę. Inną opcją jest to, że będą oni kradli sam alkohol, co może być ryzykowne biorąc pod uwagę to, że produkcją i dystrybucją zarządzać będą organizacje przestępcze.

Warto zwrócić tu uwagę na pewien sensowny argument, który przytaczają zwolennicy takiej interwencji. Brzmi on mniej więcej tak: „W przypadku użycia szkodliwych dla zdrowia substancji, dana osoba nie szkodzi tylko sobie w obecnym systemie. Kosztem jej leczenia zostanie obciążone całe społeczeństwo, ponieważ opieka medyczna jest w Polsce finansowana z publicznych pieniędzy”.

Należy tu jednak zauważyć, że samo finansowanie opieki medycznej z publicznych pieniędzy również jest interwencją. Jak się przekonamy w trakcie tej serii, bardzo często zdarza się, że jedna interwencja jest przyczyną wprowadzania kolejnej. Jeśli problemem, który chcemy rozwiązać jest to, że nie chcemy finansować leczenia osób, które nie przejmują się swoim zdrowiem, to rozwiązaniem, które warto wziąć pod uwagę jest także zaprzestanie wspólnego finansowania leczenia. Wymuszanie zdrowego stylu życia na tych, których leczenie finansujemy, nie jest jedynym rozwiązaniem. Gdy system wymusza działania sprzeczne z ludzką naturą, jest to zazwyczaj nieskuteczne.

Podsumowanie skutków

Przy omówionej przez nas dziś interwencji tracą zarówno konsumenci, którzy nie mogą kupić danego produktu, lub mogą go kupić nielegalnie po wyższej cenie, w gorszej jakości i podejmując większe ryzyko, jak i producenci, którzy do tej pory legalnie mogli handlować towarem, a teraz muszą przenieść się do innej, mniej opłacalnej gałęzi produkcji. Gdyby inne linie produkcji były bardziej opłacalne, to nie zwlekaliby z przeniesieniem się do nich do momentu wprowadzenia zakazu. Tracą również właściciele specyficznych czynników produkcji (czyli takich, które nie nadają się do innych zastosowań) wykorzystywanych przez branżę alkoholową. Mniej stracą Ci producenci i właściciele specyficznych środków produkcji, którzy przeniosą się na czarny rynek, lecz wtedy interwencja robi z nich przestępców. Rothbard pisze:

„Możemy poczynić interesującą obserwację, że większość „zorganizowanej przestępczości” powstaje nie jako agresja przeciwko osobie lub jej własności, lecz jako próby obejścia rządowych zakazów w celu wydajniejszego zaspokojenia potrzeb konsumentów i producentów.”[19]

Jedynymi wygranymi w tej sytuacji mogą być przestępcy działający na czarnym rynku, którzy poprzez omijanie prawa i korupcję zdobędą pozycję monopolową.[20] Skorumpowana przez takie podmioty władza może ścigać konkurencję jednocześnie „przymykając oko” na ich działalność. Cel władzy, aby zupełnie wyeliminować spożycie alkoholu nie zostanie osiągnięty, a im bardziej władza będzie dążyła do osiągnięcia tego celu, tym wyższe koszty dla społeczeństwa z tym związane.

Kolejnymi rodzajami interwencji zajmiemy się w kolejnych odcinkach.

[1] L. von Mises, Interwencjonizm, Wydawnictwo ARCANA, Kraków 2005, s. 11-12
[2] M. Rothbard, Interwencjonizm czyli władza a rynek, Fijorr Publishing, Warszawa 2009, s. 18
[3] C. M. Sciabarra, Total Freedom: Toward a Dialectical Libertarianism, Penn State University Press, 2000, s. 277
[4] wiki.mises.org/wiki/Intervention
[5] M. Rothbard, Interwencjonizm czyli władza a rynek, Fijorr Publishing, Warszawa 2009, s. 19
[6] Ibid, s. 12-20
[7] M. Rothbard, Interwencjonizm czyli władza a rynek, Fijorr Publishing, Warszawa 2009, s. 19
[8] wiki.mises.org/wiki/Intervention
[9] M. Rothbard, Interwencjonizm czyli władza a rynek, Fijorr Publishing, Warszawa 2009, s. 29
[10] L. von Mises, Ludzkie Działanie, Instytut Ludwiga von Misesa, Warszawa 2011, s. 11
[11] sjp.pwn.pl/sjp/ex-ante;2557307.html
[12] sjp.pwn.pl/sjp/ex-post;2458197.html
[13] M. Rothbard, Interwencjonizm czyli władza a rynek, Fijorr Publishing, Warszawa 2009, s. 36
[14] M. Rothbard, Interwencjonizm czyli władza a rynek, Fijorr Publishing, Warszawa 2009, s. 30-32
[15] J.B. Wiśniewski, Interwencjonizm (wykład) youtube.com/watch?v=1t-6ZE_At5k
[16] M. Rothbard, Interwencjonizm czyli władza a rynek, Fijorr Publishing, Warszawa 2009, s.49
[17] Ibid. s.50
[18] J.B. Wiśniewski, Interwencjonizm (wykład) youtube.com/watch?v=1t-6ZE_At5k
[19] M. Rothbard, Interwencjonizm czyli władza a rynek, Fijorr Publishing, Warszawa 2009, s.50
[20] Ibid.

2017-05-03T18:10:15+00:00 Kwiecień 15th, 2017|Blog, Filmy, Prezentacje|
  • Obywatel

    Jak się kończy interwencjonizm? Dobitnie to nawet w ostatnich latach widać na przykładzie takich krajów jak Wenezuela, Puerto Rico czy Wietnam.
    http://independenttrader.pl/fatalna-kondycja-rynkow-wschodzacych-zwiastunem-polskich-problemow.html
    Jak tak dalej pójdzie, to z podobnymi problemami będziemy borykać się w Polsce. Może nie za rok, za dwa, ale prędzej, czy później trzeba będzie zapłacić cenę za życie ponad stan.

  • Krzysztof

    Świetny artykuł;) po przeczytaniu przykładu z alkoholem, od razu przypomniał mi się serial Zakazane Imperium. Świetnie zostały tam pokazane skutki wprowadzenia prohibicji w USA.

  • Karol

    W zyskach powinniście dopisać „lepsze zdrowie większości konsumentów” (tych, którzy nie sięgną po drogi i niebezpieczny produkt z czarnego rynku). Przecież o to tu głównie chodzi