Naucz się ekonomii w przyjemny i przystępny sposób!
2 854 odsłony

Przywileje monopolistyczne

John jest producentem butów. Swoją znaczącą pozycję na rynku osiągnął uczciwie, to znaczy oferował klientom pożądane przez nich produkty, wprowadzał innowacje, dbał o to, by być na bieżąco z obowiązującymi trendami. Przez wiele lat udawało mu się trafiać w gusta klientów, dzięki czemu osiągnął spory sukces i osiągał zadowalające zyski. Po latach jednak John nieco się rozleniwił. Coraz mniejszą część zysku reinwestował w działalność, opierał się na swoich starych, sprawdzonych produktach. Nie rozwijał swojego biznesu tak jak wcześniej, raczej starał się utrzymać status quo. Konkurencja jednak nie podzielała tego podejścia. Gdy John stał w miejscu, ona intensywnie się rozwijała. Zarówno krajowa jak i zagraniczna konkurencja powiększała swoje udziały w rynku, nęciła klientów coraz lepszą jakością w coraz niższych cenach. John z zaniepokojeniem patrzył na malejącą sprzedaż swoich butów. Wciąż miał jeszcze silną pozycję, lecz wiedział, że aby utrzymać się na rynku, musi coś zrobić. John mógł albo zwiększyć swoją efektywność, szukać raz jeszcze innowacji, ciąć koszty, zainwestować w lepsze maszyny albo mógł lobbować w celu ograniczenia konkurencji, która podbiera mu klientów. John wybrał opcję numer dwa. Dlaczego? Po pierwsze: bo mógł. Po drugie: bo było to łatwiejsze niż opcja numer jeden.

Gdy już tak postanowił, musiał zastanowić się co należy zrobić, by jego lobbing był skuteczny. Narzędzi do wyboru miał wiele. Mógł na przykład lobbować za tym, aby władza przyznała mu wyłączność na sprzedaż butów na terenie kraju lub w ogóle nakazać ludziom kupować od niego przynajmniej jedną parę rocznie. Od razu wiedział jednak, że to nie przejdzie. Nie z butami. Wiedział, że musi być bardziej subtelny w swych żądaniach. Najlepiej przedstawić je w taki sposób, aby w ogóle nie wyglądało to na jego troskę o własny zysk, lecz bardziej na troskę o dobro ogółu, o pracowników i o klientów. Wiedział również od razu, że nie uda mu się osiągnąć pozycji monopolisty, więc obrał następującą strategię: połączyć siły z istniejącą już krajową konkurencją w celu maksymalnego ograniczenia, najlepiej eliminacji, zagranicznej konkurencji oraz w celu wprowadzenia maksymalnych utrudnień w powstawaniu nowej konkurencji krajowej.

W tym celu rozpoczął rozmowy ze swoimi konkurentami i przedstawił im potencjalne korzyści. Po przekonaniu ich, założyli wspólnie Krajowe Stowarzyszenie Producentów Butów a John został wybrany jego prezesem. Stowarzyszenie rozpoczęło prace nad projektami ustaw. W pierwszej kolejności sporządzono projekt ustawy nakładającej wysokie cła na buty z zagranicy. Argumentowano to oczywiście tym, że konkurencja ta jest nieuczciwa, że stosuje dumping cenowy. Argumentowano również, że cła ochronią krajowe miejsca pracy, które są zagrożone przez zagraniczną konkurencję. John i inni członkowie stowarzyszenia udzielali wielu wywiadów w telewizji przedstawiając argumentację za przyjęciem ustawy, pisali oświadczenia, artykuły oraz przekonywali polityków do jej uchwalenia. Sami klienci byli bardzo przeciwni takiemu ograniczaniu ich wyboru. Wielu z nich kupowało zagraniczne buty a po wejściu ustawy zostaliby pozbawieni tej możliwości. Ich głos jednak nie został usłyszany. Nie byli zrzeszeni w żadnym stowarzyszeniu, które miałoby siłę przebicia. W wyniku nacisków Stowarzyszenia Krajowych Producentów Butów ustawa została przyjęta. Od tego momentu klienci chcąc kupić buty, musieli udać się do krajowych producentów. Producenci wiedzieli jednak, że wyższe zyski przyciągną nowe krajowe firmy, które będą chciały mieć udział w tych zyskach. John pomyślał o tym już wcześniej. Blokowanie powstawania nowych krajowych firm było nieco trudniejszym zadaniem niż blokowanie firm zagranicznych. W przypadku zagranicznych firm można było odwoływać się do ochrony krajowych miejsc pracy, lub do niższego opodatkowania w innych krajach, przedstawianego przez producentów butów jako nieuczciwej przewagi konkurencyjnej. Te argumenty jednak nie mogły odnosić się do krajowych producentów.

John wpadł na pomysł, żeby przedstawić inną argumentację: Otóż dobre buty nie wpływają negatywnie na zdrowie, a źle zrobione buty mogą być przyczyną różnych schorzeń. W związku z tym, należy wprowadzić odpowiednie licencje dla producentów butów oraz odpowiednie certyfikaty na same buty, aby upewnić się, że stopy klientów będą chronione przed złymi producentami, chcącymi  produkować złe buty. Licencja oczywiście nie byłby darmowa. Wręcz przeciwnie, byłaby bardzo kosztowna, a jej uzyskanie wiązałoby się ze spełnieniem określonych warunków wyznaczonych przez Stowarzyszenie Krajowych Producentów Butów. Certyfikat wydawany byłby przez komisję w skład której wchodziliby członkowie Stowarzyszenia Krajowych Producentów Butów. Nowy producent, chcąc uzyskać certyfikat na swój produkt, musiałby trzymać się szczegółowych instrukcji przy produkcji. Sprzedaż bez certyfikatu byłaby zabroniona prawnie w trosce, rzecz jasna, o zdrowie klientów. Stowarzyszenie stworzyło projekt ustawy i ustawa szybko weszła w życie.

Johna i innych krajowych producentów było stać na wykupienie kosztownej licencji, a większości nowo startujących biznesów na taką licencję nie stać. To skutecznie ograniczało potencjalną konkurencję. Szczęśliwie również, John i inni producenci spełniali już wszystkie warunki produkcji, które sami wyznaczyli, więc ich buty od razu mogły być certyfikowane. Już wcześniej, bez żadnych certyfikatów, produkowali dobre buty, bo wiedzieli, że klienci nie będą kupowali butów, które powodują schorzenia. Wiedzieli także, że nowa konkurencja również nie produkowałaby złych butów z tego samego powodu. Certyfikaty powodowały jednak, że każdy potencjalny konkurent będzie musiał spełnić rygorystyczne normy, pod groźbą nieotrzymania certyfikatu, a tym samym zakazu sprzedaży. John sam zaczynał swoją działalność w garażu i miał do dyspozycji niewiele sprzętu, długo zajęło mu dojście do momentu, gdy zaczął spełniać wszystkie normy, które teraz chciał wymóc na każdym nowym konkurencie. Oczywiście John nigdy publicznie nie przyznałby, że chodzi mu o ograniczenie konkurencji. Oficjalnie zawsze mówił o dobru konsumenta i o jego zdrowych stopach.

W taki sposób John i inni producenci zapewnili sobie quasi-monopol, lub oligopol na terenie swojego kraju. Od tego momentu wejście na rynek produkcji butów wymagało wielkiej determinacji i o wiele większych nakładów finansowych. Bariery wejścia na rynek znacząco się zwiększyły. Kto zyskał, a kto stracił?

Oczywistymi beneficjentami przywilejów monopolistycznych są oczywiście John i inni krajowi producenci butów. Mogą spać spokojnie wiedząc, że większa konkurencja im nie straszna. Uda im się osiągnąć cenę monopolową na buty, „jeśli krzywa popytu na ten produkt jest nieelastyczna, albo wystarczająco mniej elastyczna, powyżej ceny wolnorynkowej”[1]. Tracą na tym zagraniczni konkurenci, których blokują wysokie cła, tracą potencjalni nowi konkurenci krajowi, którzy chcieliby zająć się produkcją butów, gdyż blokują ich wysokie bariery wejścia na rynek. Tracą również konsumenci, którym ograniczono możliwość wyboru i płacą wyższe ceny ze względu na ograniczenie podaży butów.[2]

Frédéric Bastiat w swym eseju „Prawo” tłumaczył, że gdy będzie istniała możliwość wykorzystywania prawa do osiągania osobistych korzyści kosztem innych, ludzie będą je w ten sposób wykorzystywać, bo jest to zwyczajnie łatwiejsze niż produktywna praca. Pisał: „To nieszczęsne pragnienie ma swój początek w samej naturze człowieka – w tym prymitywnym, powszechnym i nie dającym się powstrzymać instynkcie, który pobudza go do zaspokojenia swoich pragnień najmniejszym wysiłkiem.”[3]

Jednak, według Bastiata, prawo, które umożliwia odnoszenie korzyści kosztem innych, czyli żerowanie na kimś, nie jest już prawem a bezprawiem i staje się narzędziem niesprawiedliwości. Samo takie postępowanie nazywał legalną grabieżą. Twierdził, że sprawiedliwe prawo powinno przeciwdziałać tej, jak to nazwał, „fatalnej tendencji ludzkości” i pisał o tym następująco:

„Grabież zatrzyma się kiedy stanie się bardziej trudna [kosztowna] i bardziej niebezpieczna niż praca. Jest oczywiste, zatem, że właściwym celem prawa jest użycie siły jego kolektywnej władzy dla zatrzymania tej nieszczęsnej tendencji do grabieży zamiast pracy. Wszystkie środki postępowania prawa powinny chronić własność i karać grabież.[4]

[1] M. Rothbard, Interwencjonizm czyli władza a rynek, Fijorr Publishing, Warszawa 2009, s. 53

[2] Historia nie przedstawia rzeczywistych wydarzeń historycznych. Ma charakter edukacyjny. Rodzaje przywilejów i opis ich skutków opracowano na postawie:
M. Rothbard, Interwencjonizm czyli władza a rynek, Fijorr Publishing, Warszawa 2009, rozdział 3, podrozdział: „3. Kontrola produktu: Przywileje monopolistyczne”

[3] F. Bastiat, Prawo, Instytut Ludwiga von Misesa 2007, s. 9-10
(http://mises.pl/wp-content/uploads/2007/09/bastiat-prawo.pdf)

[4] F. Bastiat, Prawo, Instytut Ludwiga Von Misesa 2007, s. 10
(http://mises.pl/wp-content/uploads/2007/09/bastiat-prawo.pdf)

Polecane lektury uzupełniające:

Przywileje monopolistyczne:
M. Rothbard, Interwencjonizm czyli władza a rynek, Fijorr Publishing, Warszawa 2009, rozdział 3, podrozdział: „3. Kontrola produktu: Przywileje monopolistyczne

Monopol a wolny rynek:
M. Rothbard, Ekonomia wolnego rynku t. III, Fijorr Publishing, Warszawa 2008, rozdział 10

Omówienie różnych teorii monopolu:
D.T. Armentano, Krytyczny przegląd teorii monopolu
http://mises.pl/blog/2005/06/18/197/

Polemika z teorią monopolu Rothbarda:
K. Śledziński, De(kon)strukcja rothbardowskiej koncepcji monopolu
http://liberalis.pl/2010/04/20/krzysztof-sledzinski-dekonstrukcja-rothbardowskiej-koncepcji-monopolu/

2017-07-30T20:17:27+00:00 Lipiec 1st, 2017|Blog, Filmy, Historyjki|