Naucz się ekonomii w przyjemny i przystępny sposób!
1 753 odsłony

Preferencja czasowa a proces cywilizacyjny

Mariusz przyjmuje zlecenie na pomalowanie domu. Jego pracodawca obiecuje mu 1000 zł za skończoną robotę. Gdy Mariusz, po wykonaniu pracy zgłasza się do pracodawcy, ten mówi mu: „Oczywiście Panie Mariuszu. Otrzyma Pan pieniądze za 2 lata. Nie mówiłem, że dam je Panu od razu”.

Możemy się spodziewać, że Mariusz nie będzie zadowolony z takiej odpowiedzi. Nawet mając pewność, że za dwa lata otrzyma pieniądze (przy założeniu, że będą miały one tę samą siłę nabywczą) Mariusz będzie wolał otrzymać je natychmiast.

Ludziom nie jest obojętne to, kiedy mogą zaspokoić swoje potrzeby. Wolą je zaspokoić wcześniej niż później. Jak pisze Mises: „Nie ma człowieka, dla którego różnica między „wcześniej” a „później” nie miałaby znaczenia.”[1] To, że człowiek woli tę samą satysfakcję osiągnąć wcześniej niż później, nazywamy preferencją czasową. Preferencja czasowa jest zawsze dodatnia – tzn. człowiek zawsze woli tę samą satysfakcję osiągnąć wcześniej niż później. Co by się działo, gdyby preferencja czasowa była ujemna? Człowiek każdą konsumpcję odwlekałby w czasie w nieskończoność. Gdyby odłożył konsumpcję na rok, po roku odkładałby ją na kolejny rok. Taka sytuacja jest niemożliwa, gdyż człowiek musi konsumować, aby żyć. Przy ujemnej preferencji nieustannie akumulowałby, a nigdy nie konsumował.[2] Stąd wiemy, że preferencja czasowa musi być dodatnia.

To, że człowiek jest ograniczony preferencją czasową, wpływa na jego wybory dotyczące produkcji. Skorzystajmy z przykładu przytoczonego przez Hansa-Hermanna Hoppego. Wyobraźmy sobie Robinsona Crusoe na bezludnej wyspie. Musi on zapewnić sobie pożywienie. Postanawia łowić ryby. Gdyby jedynym, co ma dla niego znaczenie, byłaby jak największa ilość ryb, niezależnie od czasu w którym te ryby złowi, od razu zabrałby się za budowę statku rybackiego. Zajęłoby mu to lata, ale z pewnością trawler jest bardziej efektywnym narzędziem do łowienia ryb niż goła ręka, siatka czy włócznia. Oczywiste jest jednak, że Robinson nie przeżyłby okresu produkcji – umarłby z głodu w tym czasie. To, że jest ograniczony preferencją czasową skłoni go do używania rąk lub wykonania prymitywnego narzędzia, bo choć będzie one mniej efektywne, pozwoli mu na zaspokojenie potrzeby szybciej.[3]

Preferencja czasowa jest dodatnia, ale może być ona wysoka, lub niska. Aby lepiej zrozumieć pojęcia wysokiej i niskiej preferencji czasowej, wyobraźmy sobie społeczeństwo o nieskończenie wysokiej preferencji czasowej. W takim społeczeństwie wszystkie dobra konsumpcyjne konsumowane byłyby natychmiast. Nie byłoby żadnych oszczędności. Nie byłoby w związku z tym żadnych inwestycji w lepsze, bardziej efektywne, metody produkcji. Takie społeczeństwo egzystowałoby na poziomie zwierzęcym.[4]

Możemy sobie wyobrazić również współczesne społeczeństwo, np. amerykańskie, gdzie dóbr kapitałowych jest bardzo wiele, w którym wszystkim ludziom z dnia na dzień preferencja czasowa zmieniłaby się na nieskończenie wysoką. Takie społeczeństwo z początku nie żyłoby na poziomie zwierzęcym, gdyż miałoby do dyspozycji uprzednio zakumulowany kapitał. Jednak z czasem, przy natychmiastowej konsumpcji wszystkich wyprodukowanych dóbr konsumpcyjnych, oraz przy braku jakichkolwiek oszczędności pozwalających chociażby odtworzyć zużywające się dobra kapitałowe, takie społeczeństwo zaczęłoby cofać się w rozwoju i z czasem dotarłoby do egzystencji na poziomie zwierzęcym.

Innym wyobrażeniem niech będzie gospodarka, w której nie zachodzą żadne zmiany. Mises nazywa taką konstrukcję myślową – gospodarką jednostajnie funkcjonującą.[5] Jest to gospodarka, w której, według jej uczestników, alokacja kapitału jest optymalna. Nie zachodzą żadne zmiany w ludzkich preferencjach. Preferencja czasowa ludzi pozwala jedynie na odtworzenie kapitału, jednak nikt nie oszczędza nic ponad to, bo nikt nie wyobraża sobie, że nowa inwestycja mogłaby przyczynić się do poprawy ich bytu. Gdy preferencja czasowa pozwala jedynie na odtworzenie kapitału, gospodarka się nie rozwija. Nie ma żadnego wzrostu gospodarczego – i w konstrukcji myślowej gospodarki jednostajnie funkcjonującej – nie jest on potrzebny, gdyż wszystkie potrzeby są zaspokajane. W realnym świecie jednak ludzie mają wciąż niezaspokojone potrzeby i ich preferencje się zmieniają. Zerowy wzrost nie jest dla nas pożądaną sytuacją, dlatego przynajmniej część osób ma na tyle niską preferencję czasową, aby oszczędzać i inwestować w poprawę produktywności.

Jeśli człowiek zawsze woli tę samą satysfakcję osiągnąć wcześniej niż później, co może skłonić go do odsunięcia konsumpcji w czasie? Perspektywa większej satysfakcji w przyszłości. Człowiek charakteryzujący się niską preferencją czasową, będzie oszczędzał i inwestował, aby w przyszłości cieszyć się wyższymi profitami. Jak pisał Mises: „Warunkiem sine qua non wydłużenia procesu produkcji są oszczędności, to znaczy nadwyżka bieżącej produkcji nad bieżącą konsumpcją. Oszczędzanie to pierwszy krok do zapewnienia dobrobytu i jego zwiększania.”[6]

Na czym polega to wydłużanie procesu produkcji i związany z nim wzrost dobrobytu? Na produkcji dóbr kapitałowych, czyli pośrednich, które pozwalają na uzyskanie większej ilości dóbr konsumpcyjnych w przyszłości. „Dobra kapitałowe są pośrednimi etapami na drodze wiodącej od samego początku produkcji do jej ostatecznego celu, jakim są dobra konsumpcyjne”[7] Jak zwykle, najłatwiej wyjaśnić to na przykładzie, który tym razem płynie spod pióra Paula Samuelsona:

„(…) inwestowanie w dobra kapitałowe oznacza produkcję pośrednią, tj. okrężną, a więc wytwarzanie czegoś co służy do produkcji innych dóbr. Zamiast łowić ryby rękami, lepiej najpierw upleść sieci i zbudować łódź, by potem dzięki nim zapewnić sobie obfite połowy.

Innymi słowy, chodzi o to, że często poświęca się bieżącą konsumpcję na rzecz przyszłej. Rezygnując z części połowu dziś, odciąża się niektórych rybaków; mogą oni zająć się wyplataniem sieci, by jutro złowić więcej ryb. Inwestowanie jest więc rezygnacją z bieżącej konsumpcji w oczekiwaniu na późniejsze efekty, tzn. przychody z inwestycji. W sensie najbardziej ogólnym, efekt ten – w postaci zwiększonej konsumpcji w przyszłości kosztem konsumpcji bieżącej – jest właśnie przychodem z kapitału.

Prześledźmy to, wyobrażając sobie dwie jednakowe wyspy. Mają one identyczną liczbę ludności i obszar, a więc dysponują dokładnie taką samą ilością pracy i ziemi. Mieszkańcy wyspy A używają dostępnych im pierwotnych czynników produkcji do bezpośredniego wytwarzania dóbr konsumpcyjnych, na przykład żywności i ubrań, nie produkując dóbr kapitałowych.

Mieszkańcy wyspy B z początku powstrzymują się od bieżącej konsumpcji, angażując część zasobów pracy i ziemi do produkcji dóbr kapitałowych, takich jak łopaty, pługi czy krosna. Po pewnym czasie, kiedy to rezygnowano z przyjemności płynących z bieżącej konsumpcji, by dokonywać inwestycji, wyspiarze z B dysponują sporym zasobem różnorodnych dóbr kapitałowych.

Zastanówmy się teraz, jaka będzie (biorąc pod uwagę długi horyzont czasowy) wielkość produkcji dóbr konsumpcyjnych – a więc i sama konsumpcja – na wyspie B, której mieszkańcy wykorzystują pracę, ziemię i dobra kapitałowe. Będzie ona większa niż na wyspie A, właśnie dzięki zastosowaniu pośrednich metod wytwarzania. Innymi słowy, na B wyprodukuje się więcej niż, powiedzmy, owe 100 jednostek dóbr konsumpcyjnych, z których zrezygnowano w początkowym okresie.

Powyższe rozważania prowadzą do bardzo istotnego wniosku, który można sformułować następująco. Inwestuje się dlatego, że dzięki zaangażowaniu środków w pośrednie (lub inaczej okrężne) metody wytwarzania, można uzyskać – poświęcając konsumpcję bieżącą – wyższy poziom konsumpcji w przyszłości.”[8]

Ten sam opisany przez Samuelsona proces – choć nieco bardziej skomplikowany – odbywa się, gdy nowoczesna firma inwestuje część wypracowanego zysku w nowe dobra kapitałowe – maszyny. Jej oszczędności pozwalają na opłacenie pracowników obmyślających i konstruujących maszynę, zanim jeszcze ta zacznie przynosić zyski. Bez oszczędności (czy to samej firmy, czy też innych oszczędnych osób, dzięki którym firma może pożyczyć pieniądze) nie byłoby to możliwe. Stąd wypowiedź Misesa o tym, że oszczędności są warunkiem koniecznym wydłużania procesu produkcji, a tym samym, zwiększania efektywności produkcji i wzrostu dobrobytu.

Możemy już teraz przedstawić dwa warunki konieczne do zaistnienia inwestycji.

Pierwszy zostaje spełniony, gdy „uzna się, że – przy tych samych nakładach – pośrednie (bardziej okrężne, dłuższe) procesy produkcji przynoszą większy lub lepszy produkt niż procesy bezpośrednie i krótkie.[9] Wracając do przykładu Samuelsona: Gdyby mieszkańcy wyspy B nie wierzyli, lub nie wiedzieli, że produkcja narzędzi umożliwi uzyskanie większej ilości dóbr konsumpcyjnych w przyszłości, pozostali by przy wykonywaniu pracy gołymi rękoma.

Drugi warunek zostaje spełniony, gdy ludzie zgromadzą – oszczędzając – „taką ilość dóbr konsumpcyjnych, jaka umożliwi w okresie oczekiwania zaspokojenie wszystkich potrzeb uważanych za pilniejsze niż zwiększanie dobrobytu, którego spodziewają się po zastosowaniu owych procesów wymagających dłuższego czasu”.[10] Znów na przykładzie: Nawet gdy przyjmiemy, że Robinson Crusoe  ma materiały i umiejętności do budowy statku rybackiego oraz świadomość, że ów statek bardzo podniósłby jego produktywność, to nie podejmie się on budowy statku, ponieważ nie ma zgromadzonych zasobów, które pozwoliłyby mu na, chociażby, przeżycie do momentu skończenia projektu.

Gdy oba te warunki zostaną spełnione „dochodzi do tworzenia i akumulacji kapitału”[11]

Możemy powiedzieć, nie przesadzając, że niska preferencja czasowa jest jednym z głównych czynników, umożliwiających rozwój cywilizacji. Wszystkie inwestycje, które podniosły nasz poziom życia na obecny, bezprecedensowo wysoki, możliwe były dzięki wystarczająco niskiej preferencji czasowej naszych przodków. Świetnie oddał to Mises pisząc:

„My, dzieci wieku elektryczności , nadal czerpiemy korzyści z pierwotnych oszczędności prymitywnych rybaków, którzy jako wytwórcy pierwszych sieci i łodzi, poświęcali swój czas pracy zabezpieczeniu odleglejszej przyszłości. Gdyby synowie tych pradawnych plemion rybaków zużyli owe produkty pośrednie – sieci i łodzie – i nie zastąpili ich nowymi, skonsumowaliby kapitał; proces oszczędzania i akumulacji musiałby rozpocząć się od nowa. Jesteśmy bogatsi od poprzednich pokoleń, ponieważ dysponujemy zgromadzonymi przez nie dobrami kapitałowymi”[12]

Oczywiście w społeczeństwie nie wszyscy mają taką samą preferencję czasową. Są osoby o wyższej i niższej preferencji. Poziom indywidualnej preferencji czasowej zależy od kilku czynników (również zewnętrznych, na które człowiek nie ma wpływu) i może się zmieniać w czasie. Niewątpliwie jednak dużą rolę odrywają tu indywidualne czynniki natury psychologicznej. Jak pisze Hans-Hermann Hoppe: „Jedni żyją tylko chwilą bieżącą i najbliższą przyszłością. Interesuje ich – tak jak dzieci – wyłącznie natychmiastowa albo prawie natychmiastowa gratyfikacja. Osoby o takiej wysokiej preferencji czasowej będą miały skłonność do tego, by zostać włóczęgami, próżniakami, pijakami, ćpunami, marzycielami lub po prostu osobnikami niefrasobliwymi, starającymi się jak najmniej pracować, a jak najwięcej rozkoszować się każdym dniem. Inni z kolei troszczą się tylko o przyszłość własną i swoich dzieci i, gromadząc oszczędności, chcą stale powiększać zasoby kapitału i trwałych dóbr konsumpcyjnych w celu zapewnienia coraz większej ilości dóbr przyszłych i coraz dłuższego zabezpieczenia materialnego. Jeszcze inni czują, że stopa ich preferencji czasowej znajduje się gdzieś pośrodku między tymi skrajnościami. Mogą też odczuwać różną preferencję w różnych momentach życia i w związku z tym wybrać jeszcze inny sposób na życie.”[13]

Niemniej, osoby o niskiej preferencji czasowej przyczyniają się nie tylko do dalszego spadku swojej własnej preferencji czasowej, lecz także jej spadku u osób, które dotąd nie oszczędzały – czyli miały wysoką preferencję. Swoją własną preferencję obniżają ponieważ dzięki oszczędnościom i inwestycjom uzyskują wyższy dochód w przyszłości, co powoduje jeszcze większy spadek użyteczności krańcowej dóbr teraźniejszych w porównaniu z krańcową użytecznością dóbr przyszłych. Prościej mówiąc, jeśli masz więcej pieniędzy, jeszcze łatwiej Ci oszczędzać. Preferencję czasową innych osób obniżają, ponieważ poczynione dzięki ich oszczędnościom inwestycje, powodują zwiększenie się popytu na pracę, co przy pozostałych warunkach niezmienionych powoduje wzrost płac i tym samym zwiększenie ilości dóbr teraźniejszych dla wcześniej nieoszczędzających, a to z kolei prowadzi do spadku ich preferencji czasowej.[14]

W taki sposób osoba o niskiej preferencji czasowej, oszczędzająca i inwestująca, staje się, jak nazwał to Hoppe, inicjatorem „procesu cywilizacyjnego”, który wydobywa siebie i inne osoby z barbarzyństwa w stronę cywilizacji.[15]

[1] L. von Mises, Ludzkie Działanie, Instytut Ludwiga von Misesa, Warszawa 2011, s. 420
[2] Ibid., s. 412
[3] H.H. Hoppe, Demokracja: bóg, który zawiódł, Fijorr Publishing, Warszawa 2006, s. 33
[4] Ibid., s. 34
[5] L. von Mises, Ludzkie Działanie, Instytut Ludwiga von Misesa, Warszawa 2011, s. 211
[6] Ibid., s. 417
[7] Ibid., s. 419
[8] P. A. Samuelson, W. D. Nordhaus, Ekonomia 2, PWN, Warszawa 2008, s 149-150
[9] H.H. Hoppe, Demokracja: bóg, który zawiódł, Fijorr Publishing, Warszawa 2006, s. 34
[10] L. von Mises, Ludzkie Działanie, Instytut Ludwiga von Misesa, Warszawa 2011, s. 417-418
[11] H.H. Hoppe, Demokracja: bóg, który zawiódł, Fijorr Publishing, Warszawa 2006, s. 34
[12] L. von Mises, Ludzkie Działanie, Instytut Ludwiga von Misesa, Warszawa 2011, s. 419
[13] H.H. Hoppe, Demokracja: bóg, który zawiódł, Fijorr Publishing, Warszawa 2006, s. 38
[14] Ibid., s. 39-40
[15] Ibid., s. 40-41

2017-10-01T18:50:03+00:00 Październik 1st, 2017|Blog|