Naucz się ekonomii w przyjemny i przystępny sposób!
7 847 odsłony

Prawda o wolności

Pod naszymi filmami pojawiają się często komentarze określonego typu. Zawierają one podobny argument: „gdyby nie było przymusu w (tu pojawia się to, co jest tematem filmu) to jakaś grupa społeczna (bezrobotni, dzieci, emeryci, matki, biedni itd.) na pewno by sobie nie poradzili w życiu, lub mieliby o wiele gorzej”. Chcę wierzyć, że pytania te powstają w wyniku faktycznej troski o bliźniego, więc potraktuję je poważnie i poświęcę im poniższy artykuł.

Przede wszystkim, na wstępie już zaznaczę, że wolnościowiec nie powinien wnikać w to, co będą robić ludzie, gdy będą mieli pełną wolność do decydowania o swoim życiu i będą ponosić konsekwencje swoich działań. Może jedynie rozmawiać o tym, co ON by zrobił w takiej sytuacji. Oczywiście możemy potraktować rozważania w stylu „Co będzie się wtedy działo?” jako dobre ćwiczenie intelektualne, jednak zawsze będą to tylko domysły. Możemy też spoglądać w przeszłość i próbować zorientować się, jak było dawniej, gdy przymusu było mniej, jednak i to nie daje nam żadnej gwarancji, że tak samo byłoby i teraz. Ludzie są inaczej wychowywani, mają inną wiedzę, żyjemy w innych czasach i mamy inne technologie. Różnic jest zbyt wiele, by można było powiedzieć „będzie tak samo jak w XV lub XIX wieku”.

Powtórzę również to, co napisałem już w jednym z komentarzy. Argumentem zawsze jest to, że „inni ludzie” będą mieli gorzej, gdy nie będzie przymusu. Nigdy nie przeczytałem komentarza w stylu: „Ja sobie nie dam rady bez pomocy państwa. Dobrze, że państwo zabiera moje pieniądze i decyduje za mnie o wielu rzeczach, bo ja sam nie umiałbym tego zrobić”. Nie przeczytałem takiego komentarza, bo nie ma najwidoczniej osób, którzy uważają się za tych „innych”. Nawet twardzi zwolennicy socjalizmu zawsze są przekonani, że to oni będą decydować o życiu innych, a nie, że to o ich życiu będzie się decydować. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie korzystając z własnych doświadczeń w interakcji z takimi ludźmi. To jest sytuacja z reklam proszku do prania. Zawsze „zwykły proszek” pierze gorzej, niż ten aktualnie reklamowany. Problem w tym, że żaden z producentów nie uważa swojego proszku za „zwykły”.

Zatem czy wolny rynek oraz ogólnie pojęta wolność rozwiąże wszystkie problemy z jakimi mierzy się ludzkość? Wszystko zależy od działań ludzi. Jeśli ludzie będą idealni, to świat też będzie idealny. Jednak wszyscy wiemy, że ludzie idealni nie są i prawdopodobnie nie będą. Czy dalej będą istniały choroby? Oczywiście. Czy dalej niektórzy ludzie będą biedni? Jasne. Jednak na rynku bez barier, łatwiej im będzie poprawić swój status, jeśli będą tego chcieli. I tu jest kluczowe zdanie – jeśli będą tego chcieli. Niektórzy mogą wybrać ubóstwo z pewnych nieznanych nam przyczyn i nic nam do tego. Czy dalej będą istniały nałogi, tragedie rodzinne, przestępstwa, przemoc i wypadki drogowe? Tak, nadal będą się zdarzać złe rzeczy.

Należy sobie jednak coś uświadomić. Te wszystkie rzeczy dzieją się również przy silnym interwencjonizmie państwa. Państwo nie rozwiązało żadnych z tych problemów. Mimo „wojny” z pijanymi kierowcami ludzie dalej jeżdżą pod wpływem alkoholu. Mimo redystrybucji dóbr, ludzie dalej są biedni. Mimo walki z bezrobociem, bezrobocie dalej jest wysokie, a bezrobocie wśród młodych sięga 20%. Mimo „darmowej” służby zdrowia, co chwilę słyszymy w telewizji o zbiórce pieniędzy na operację dla osoby chorej.

Złe rzeczy czasem przydarzają się ludziom. Tak było, jest i będzie. Ludzka natura również jest, jaka jest. Walka z nią jest i będzie jałowa. Niektórzy dokonują dobrych wyborów, a inni złych. Ktoś mógłby teraz pomyśleć: „No to skoro będzie tak samo, to po co się starać o wolny rynek?” Otóż nie będzie tak samo. To, że wolny rynek nie eliminuje wszystkich problemów ludzkości, nie oznacza, że nie warto o niego zabiegać.

Na wolnym rynku odmienne są zachęty, które mogą wpłynąć na ludzkie działanie. Nie wynikają one z przymusu, lecz z działania zgodnie z własnym interesem. Możemy się chyba zgodzić, że dobra motywacja do działania odnosi lepsze efekty niż to, gdy ktoś każe nam coś zrobić?

Omówmy przykład często podawany pod ostatnim naszym filmem o edukacji, który brzmi mniej więcej tak:

„Są rodziny patologiczne, które gdy nie będą ZMUSZONE posłać dzieci do szkoły, to na pewno nie poślą, bo rodzice będą woleli wydać te pieniądze na alkohol”.

Przede wszystkim taki argument jest niekompletny, bo skoro tak jest, to przecież ci rodzice mogą też nie kupić dziecku jedzenia ani ubrań, bo mogą również chcieć mieć więcej pieniędzy na alkohol. Czy to znaczy, że państwo powinno kupować wszystkim dzieciom w Polsce jedzenie i ubrania na wszelki wypadek, gdyby zdarzyło się, że rodzice nie chcieli tego zrobić z powodu swojego nałogu?

Pomijając jednak tę nieścisłość, zobaczmy jak wyglądałyby zachęty na wolnym rynku, aby jednak posłać dziecko do szkoły. Rodzice mają świadomość, że nie dostaną od państwa emerytury (gdy nie ma przymusu, nie ma również przymusowych składek ZUS). W tej sytuacji muszą sami odkładać na swą emeryturę lub liczyć na to, że ich dzieci będą się nimi zajmować na starość. Przy nadużyciu alkoholu mogą również podejrzewać, że ich stan zdrowia w podeszłym wieku będzie kiepski, więc tym bardziej jest większa szansa, że będą potrzebowali opieki bardziej niż osoba, która dba o swoje zdrowie. Z tych przyczyn, tacy rodzice, mimo swojego nałogu, mają zachętę, by dobrze wykształcić swoje dzieci, aby dzieci stać było w przyszłości na pomoc swoim rodzicom. Mówimy tu jedynie o twardych interesach. Warto oczywiście pamiętać oprócz tego o uczuciach rodzica do dziecka oraz o tym, że nie każdy człowiek, który popadł w nałóg jest „zły” i nie kocha swoich dzieci. Jeśli jednak i to nie pomoże, ponieważ rodzica nie będzie w ogóle obchodzić jego przyszłość, ani przyszłość jego dziecka, to jeszcze nie koniec świata. Nie żyjemy w próżni. Wokół są jeszcze inni ludzie, z których pierwsi z nich to inni członkowie rodziny. Oni z pewnością nie patrzyliby bezczynnie na taki rozwój sytuacji. W dalszej kolejności są sąsiedzi, prywatne fundacje i cała masa dobrych ludzi, gotowych pomóc. Między nimi ci, którzy pokazali swoją troskę pisząc na naszym kanale komentarze opisane powyżej. Tacy ludzie mogą dobrowolnie zadecydować, że chcą pomóc takiemu dziecku w zdobyciu edukacji.

Warto dodać również, że sytuacja, w której rodzica kompletnie nie obchodzi los jego samego oraz jego dziecka jest marginalna. Większość osób dba o swoje dzieci i chce dla nich jak najlepiej.  Większość rodziców chciałoby zapewne jak najlepszej edukacji dla swoich dzieci. Incydenty nie mogą być podstawą do odbierania wolności całemu społeczeństwu.

Z kolei w przypadku przymusowej edukacji oraz rządowej, przymusowej emerytury zachęty opisane powyżej znikają. Z „patologicznego” rodzica zdejmowane są konsekwencje złego wychowania swojego dziecka, gdyż to rząd zajmie się jego edukacją. To rząd zajmie się emeryturą rodzica, a „darmowa” służba zdrowia zajmie się jego przyszłymi medycznymi problemami.

Wolność eliminuje bariery w możliwości poprawy swojego losu poprzez nasze własne decyzje. Z drugiej strony ponosimy konsekwencję złych działań i decyzji. Gdy mamy wolność do odniesienia sukcesu, mamy jednocześnie wolność do poniesienia porażki. Nie każdy skorzysta z możliwości poprawy swojego losu, ale kogo wtedy będzie można winić? Każdy, kto utożsamia wolność z utopią, w której wszyscy wiodą beztroski żywot, jest w błędzie. Z całą pewnością ludzie, którzy żyją teraz na koszt innych, będą mieli gorzej. Jednocześnie będą mieli pełnię wolności, aby poprawić swój standard życia i zacząć żyć na własny koszt. Można to osiągnąć tylko w jeden sposób – zacząć być przydatnym dla innych ludzi. Nie ma innej możliwości, aby uczciwie zarobić pieniądze. Wolność jest dobrym rozwiązaniem zarówno z moralnego punktu widzenia, jak i z perspektywy „dobra ogółu”.

Natomiast człowieka, który dokonuje w życiu dobrych decyzji, które służą innym, nie można obciążać nieustanie błędami innych ludzi. Należy zaakceptować fakt, że ludzie są różni. Jeden jest pracowity, inny leniwy. Jeden wynajduje lekarstwo na raka, podczas gdy inny grzebie w pępku siedząc przed telewizorem. W jakim świecie sprawiedliwe jest to, aby te dwie osoby miały wszystkiego „po równo”? Dla wynalazcy lekarstwa na raka większy stan posiadania jest słuszną i sprawiedliwą nagrodą za jego pracę. On przysłużył się wszystkim, włącznie z gościem na kanapie. Jednocześnie jego zysk jest motywacją dla „pępkowicza”, żeby ruszył się z kanapy i zaczął być przydatny dla innych, aby zwiększyć swój stan posiadania. To jest motywacja.

Gdyby rozważać odwrotną sytuację, czyli zabranie wynalazcy lekarstwa jego owoce pracy i przyznanie ich za nic facetowi na kanapie –  to jest anty-motywacja. Takie postępowanie nagradza lenistwo i zniechęca do pracowitości. Zatem patrzmy na wolność nie jako na utopię, lecz jako na system motywacyjny, który wynagradza działanie służące wszystkim i zachęca do większej pracowitości, efektywności i poprawy standardu życia wszystkim ludziom.

Ostatnią rzeczą, o której należy wspomnieć, są osoby, które z przyczyn niezależnych od nich, nie mają możliwości działać tak, jak by chciały. Mowa tu o osobach chorych, którym ich stan fizyczny bądź psychiczny uniemożliwia jakąkolwiek pracę i są całkowicie zdani na innych. Tu, moi drodzy, waży się nasze człowieczeństwo. Żaden system nie spowoduje, że będziemy dobrymi ludźmi. Jeśli ktoś może pomóc osobie w potrzebie, a tego nie robi, to jest to kwestia jego sumienia. Nie można ludziom kazać być dobrym. Natomiast praktyka pokazuje, że ludzi, którzy chętnie pomagają innym w potrzebie jest wielu. Ci dobrzy ludzie z pewnością pomagaliby bardziej, gdyby mogli. Te osoby zakładają również prywatne fundacje, które pośredniczą między osobami chcącymi pomóc, a osobami potrzebującymi tej pomocy. Twierdzenie, że ludzie ciężko chorzy, pozbawieni byliby wszelkiej pomocy, jest absurdalne. Osoby, które tak twierdzą muszą uważać innych ludzi za socjopatów bez serca, co niezbyt dobrze świadczy o nich samych.

2017-08-05T20:41:53+00:00 Kwiecień 1st, 2016|Artykuły, Blog|
  • Byvy

    Bardzo dobry artykuł, z resztą jak zawsze, ale ja i tak się przyczepię. Napisałeś „…na wstępie już zaznaczę, że wolnościowiec…” – ta strona ma charakter edukacyjny, więc chyba lepiej zawsze byłoby wychodzić przy analizowaniu każdej sprawy bez takich wstępnych założeń. Nie każdy czytający czy komentujący musi być wolnościowcem.

    • devpad

      No nie wiem, każde zdanie zaczynające się od „obiektywnie patrząc…” jest fałszywe. Nie jest możliwe osiągnięcie obiektywizmu, można co najwyżej, przedstawiając swoje opinie i informacje które uważamy za fakty, być gotowymi na wysłuchanie kontrargumentów…

      • Byvy

        Chyba nie do końca mnie zrozumiałeś. Nie chcę, aby udawano, że nie ma się poglądów. Chodzi mi o to, aby przekonywać do nich innych ludzi zaczynając „od początku”. Nie mówić, że „każdy wolnościowiec…”, kiedy nie wiadomo, czy ten, kto czyta artykuł jest wolnościowcem, czy nie.

        Inaczej. Do każdego zagadnienia powinno się podchodzić osobno. Fajnie, że ty już jesteś przekonany, że wolność w każdej dziedzinie wyjdzie na dobre. Ale osoba pisząca tamten komentarz miała konkretny problem do rozwiązania i niepotrzebne było rozszerzanie tego do innych idei wolnościowych, z którymi nie musi się zgadzać.

        Z resztą później i tak było już dobrze, właśnie tak jak pisałem, o konkretach. Po prostu na drugi raz wg. mnie lepiej skupić się tylko na tej części. I to tyczy się każdej dziedziny, nie tylko tego artykułu. Po prostu to wg. mnie lepsze podejście, kiedy chce się kogoś do czegoś przekonać, czy nawet po prostu wymienić z nim swoje zdanie.

      • KKWS

        A Twoje stwierdzenie było subiektywne, czy obiektywne?
        To trochę jak z tą prawdą. Jedni mówią że prawda istnieje (nawet jeśli w jakiś sposób ograniczona), a drudzy uważają że prawdy nie ma. Tylko że Ci drudzy jeszcze nie wiedzą jak udowodnić swoją teorię, aby była prawdziwa.

    • Zinsky93

      Ale Autor nim jest, przedstawia tu swój subiektywny punkt widzenia i zaznaczając to podkreśla, że nie jest to obiektywna prawda. Edukacja polega tu na przedstawieniu pewnego punktu widzenia. Moim zdaniem ta informacja jest bardzo ważna

    • Ten artykuł był pisany nawet bardziej dla „niewolnościowców” i dlatego napisałem tak, by widzieli jak myślą wolnościowcy. Żeby wiedzieli, że nie będę wchodził w dyskusję na temat tego co ludzie mają robić, gdy będzie wolność i nie będę nikomu mówił jak ma żyć.

      • Til

        Witam, przypuszczam, że do napisania tego artykułu skłonił Cię min również i mój komentarz na temat darmowej edukacji. Sam uważam siebie za wolnościowca i rozumiem o czym piszesz, jednak co do edukacji mam właśnie mieszane uczucia. Powód jest prosty: gdyby edukacja nie była darmowa i przymusowa, to obawiam się, że dziś nie pisałbym tego komentarza, ponieważ nie miałbym pojęcia o tym, o czym jest tu mowa. Moi rodzice niestety należą do biednych ludzi i gdyby nie edukacja jaką dostałem w szkole nia miałbym szans (głównie, ale nie jedynie, z powodów finansowych) na rozwój do czasu, aż stałbym się dość samodzielny i decydowałbym o sobie sam. Prawdopodobnie pracowałbym na roli, również ledwo wiążąc koniec z końcem.

        Co do takich rzeczy jak np przymus emerytalny, wszelkie państwowe programy socjalne czy podatek od dochodu to rozumiem jak najbardziej, że redystrybucja dóbr przez państwo przynosi głównie szkody dla wszystkich, których często na pierwszy rzut oka niestety nie widać. Nieco inaczej jest właśnie z edukacją czy prawem do posiadania broni. Tu także bym wolał, by były państwowe restrykcje w tej kwestii, ale to już raczej nie temat związany z gospodarką, więc przepraszam za ten mały offtop. Pozdrawiam

        • Pytanie, czy gdyby nie komunizm, potem post-komuna to czy Twoi rodzice nie należeliby do bogatych, lub przynajmniej klasy średniej, którą z pewnością stać na edukację. Zawsze gdy spojrzymy na jeden wycinek to się wydaje, że było by źle, jednak pamiętaj, że Twoi rodzice miesiąc w miesiąc płacą ogromne podatki na te rzeczy.

          • Til

            Zgadzam się, cały tamten system był szkodliwy, a i dziś w podatkach na edukację płacimy. Mówię tylko o tym, że gdyby dziś uczynić edukację płątną, to w podobnej sytuacji mogłoby się znaleźć sporo osób. Aczkolwiek gdyby podatki były dużo niższe, to łatwiej by było „związać koniec z końcem” osobom mniej zamożnym. I wtedy zapewne na edukację środki by się znalazły. Pytanie tylko, ile czasu musiałoby upłynąć, zanim ludzie by zrozumieli, że pieniądze na ten cel są bardzo mądrą inwestycją w przyszłość swoich dzieci i pośrednio także swoją. Gdyby gwałtownie obniżyć podatki i kazać ludziom samym zająć się swoją edukacją i emeryturą, to prędzej czy później doszłoby do protestów ludzi, któzy się przyzwyczaili do faktu, że to państwo dba o takie rzeczy. Ale na dłuższą metę byłoby to dobre. Jednak myślę, że rządom z takimi pomysłami trudno byłoby się u władzy utrzymać. Mentalności ludzi nie jest tak łatwo zmienić

          • marcin009988

            No właśnie zniesienie przymusu edukacji jest tylko jednym z elementów idei wolnego rynku, który (jak każdy inny) samodzielnie działał nie będzie i przy realnej analizie jego skutków trzeba brać pod uwagę wprowadzenie w życie pozostałych elementów, inaczej taka analiza nie ma sensu/mija się z celem.

            Kolega DUQ opisał jak wygląda to w „zacofanym” (pewno zdaniem większości naszych „elit”) Wietnamie, więc raczej dalibyśmy radę tak jak oni. Z doświadczeń własnych i historii wynika, że „terapia szokowa” działa najlepiej, bo jak chcesz rzeczywiście przeżyć i żyć(a nie tylko żreć i spać :p ) to musisz się dostosować i zacząć na siebie i rodzinę pracować

          • Sylwa

            Pewna kwestia została pominięta zarówno w artykule jak i w komentarzach mianowicie jakość edukacji w obecnym systemie. Pamiętacie swoją edukacje? Regułki, przepisywanie, odklepywanie przez nauczyciela lub profesora wykładu? Właśnie wolność a dokładnie wolny rynek edukacyjny pozwoliłby zweryfikować skuteczność poszczególnych ośrodków, teraz mamy fabryke inżynierów, którzy czują się „oszukani” przez system i nie wiedzą co z dyplomem zrobić. Apropo patologii- czy w waszej klasie też był „cwaniak”? Osoba, która za nic miała możliwość edukacji utrudniając współuczniom lekcje i życie na przerwach, kwestia tego typu osób również w obecnym systemie nie może być rozwiązana- najwyżej przeniosą go do innej klasy lub placówki ale obowiązek obowiązkiem…

          • W obecnych czasach, gdzie każdy ma przy sobie całą wiedzę świata (smartfon z dostępem do internetu) uczenie się regułek jest absurdalne. A co do cwaniaka w klasie, to w każdej jest ktoś taki. Często nawet może to nie wynikać z faktu, że nie interesuje go edukacja jako taka, ale że sposób edukacji jest dla niego wybitnie nudny i nieskuteczny. Może gdyby uczył się przez praktykę, to zachowywałby się zupełnie inaczej. A może po prostu by się nie nadawał do nauki i poszedłby szybciej do pracy fizycznej, lub sam stworzyłby coś, co pasuje do jego charakteru. To też rynek by zweryfikował.

        • Byvy

          Przecież twoi rodzice (i ludzie, którzy nawet nie mają dzieci, a co, niech mają za karę) płacą na twoją edukację +-200 złotych miesięcznie tylko w podatkach (a łatwo policzyć, że aby dużo lepiej zarabiać niż teraz nauczyciele mogliby pobierać mniejsze stawki nawet przy mniejszych klasach), a podatki na inne „dobrodziejstwa” zabierają im ponad połowę dochodów. Trzeba do tego dodać podręczniki, które są dużo droższe niż powinny (nie masz wyboru, musisz je kupić), a nauczyciele przez nie, zamiast porządnie nauczać, jadą po kolei po setkach ćwiczeń.
          Zauważ także, że w naszych czasach np. jeśli chodzi o naukę angielskiego, to wystarczy, żeby rodzice przypilnowali, żebyś na duolingo.com codziennie wbił np. 50 punktów i przeszedł 2 nowe lekcje (wybaczcie za reklamę, ale to dobry przykład, bo na tej stronie bardzo łatwo monitorować postępy) i musieliby już płacić tylko za prąd za dużo lepsze lekcje angielskiego niż w szkole. To tylko jeden przykład, jak ktoś chce, to znajdzie niejeden podobny.

        • Stanisław

          Moim zdaniem, jakby w tym momencie zarzucić obowiązkową edukację mogłoby tak być właśnie, że biedniejsze rodziny zrezygnowałyby z tego przywileju, lecz gdyby w szkołach od teraz nauczać dzieci o wolności i tych wszystkich konsekwencjach swoich wyborów, także np. że nie posłanie dzieci do szkoły grozi po prostu gorszym standardem życia dla nich i dla dzieci, gdyż nie ma państwowych emerytur. Po prostu problem rozwiązałby się sam za pomocą nowej edukacji nowego pokolenia, które również patrząc na doświadczenia innych w życiu dorosłym przekazywałyby to swoim dzieciom.

  • DUQ

    Tak odnośnie argumentu, że „Są rodziny patologiczne, które gdy nie będą ZMUSZONE posłać dzieci do szkoły, to na pewno nie poślą, bo rodzice będą woleli wydać te pieniądze na alkohol”.
    Pochodzę z Vietnamu, czyli tam, gdzie edukacja nie jest obowiązkowa, a wręcz trzeba ciężkie pieniądze za nią zapłacić. Nie znam tam żadnego człowieka, który by przepijał pieniądze przeznaczone na edukację dla dzieci. Słyszałem natomiast o przypadkach, kiedy samotna matka będąca sprzątaczką ulic (czy też wykonuje inny, równie niskopłatny i pogardzany przez niektórych ludzi zawód) wychowuje w ciężkiej trudności dziecka które na koniec dostało się do najlepszej uczelni w kraju.
    Wszyscy moi znajomi kładą bardzo duży nacisk na kształcenie swoich dzieci, niektórzy wręcz sprzedają domy/ mieszkania/ działki, aby zainwestować w edukację przyszłego pokolenia (z różnym skutkiem). TO wszystko bez żadnego przymusu, a wręcz nawet przy ekonomicznym zniechęcaniu. Kiedy sam byłem uczniem, nigdy do głowy nie przyszedł mi pomysł żeby pójść na wagary, bo przecież każdy dzień nauki to są pieniądze, moi rodzice słono za to zapłacili. Dlatego kiedy przyjechałem do Polski trochę się zdziwiłem, że w szkołach Polsce są sprawdzane codziennie listy obecności, i że na koniec roku dostałem nagrodę za 100% frekwencję.
    Bardzo zdziwiłem się też kiedy się dowiedziałem że w Polsce osoby poniżej 18 roku życia nie mogą kupić alkohol i papierosy (posłał mnie raz wujek po paczkę fajek). To dziwne, ale u nas nie ma takiego zakazu i żadnemu z moich rówieśników nawet do głowy nie przyszedł pomysł spróbowania alkoholu czy papierosów. W Polsce zakaz działa odwrotnie niż powinien. Czasami widuję dzieciaki z gimnazjum z piwem w jednym ręku, fajką w drugim i plujące na chodnik.

  • Wojciech Nadurski

    Co do „innych” – wiem, że moi rodzice posłaliby mnie do szkoły za wszelką cenę. Ale ja miałem szczęście i widzę, autorze tekstu, że Ty też 😀 Ale są osoby, którym opowiadałem o zaletach wolnej edukacji i stwierdziły, że to byłoby złe, bo ich rodzice na pewno nie wysłaliby ich do szkoły. Więc znam „innych”, którzy już nie mówią „inni”, ale „ja”.

    Jasne, mądry (albo raczej wyrachowany) rodzic widzi w swoich dzieciach inwestycje. Ale może inwestować w dzieci nie tylko posyłając je do szkoły. Można posłać je np. do pracy. Akurat ja miałem także to szczęście, że pracowałem w dzieciństwie dla moich rodziców, w ich firmie. Ale dzieci, które nie otrzymywałyby edukacji, byłyby na straconej pozycji.

    Tak, to jest gdybanie. I nie przekonuje mnie argument, że gdyby była prawdziwa wolność, wszyscy byliby bogatsi, więc i rodzice posyłaliby swoje dzieci do szkoły, bo to nie prawda. Niektórzy byliby bogatsi, a niektórzy biedniejsi i wciąż istniałyby patologiczne rodziny.

    Choć uważam się z wolnościowca, to jak widać, nie do końca. Dlaczego stoję w obronie przymusowej edukacji: czy można rozpatrywać ideologię wolności w kontekście dzieci? Czy dzieci „są wolne”? W obecnym świecie nikt nie jest całkowicie wolny, a dzieci tym bardziej. Oczywiście pomijam tu wolność do przestępstw.

    Bo mam wrażenie, że we wszystkich wolnościowych ideach chodzi o to, żeby człowiek sam za siebie decydował, a nie państwo za niego. Ale czy dzieci mogą za siebie decydować? Z doświadczenia wiem, że poradziłyby sobie bardzo dobrze w samodzielnych decyzjach, ale muszą mieć środowisko, które pozwala im na podejmowanie decyzji. Nierozwinięte jeszcze fizycznie i psychicznie dziecko zawsze będzie zdominowane przez rodzica i to on będzie podejmował za nie decyzje. Nie ma opcji, żeby było inaczej. Nie ma wolności wśród dzieci i nie zmienimy tego, dopóki będzie istniała instytucja rodziny.

    Co do dobrych ludzi – wierzę, że to może zadziałać w przypadku osób, które nie poradziłyby sobie w pewnym momencie ich życia same. Co do dzieci, ciężko mi w to uwierzyć. Dorosły człowiek zwróci się o pomoc, choćby korzystając z darmowego badania lekarskiego od dobrego lekarza. Dziecko w większości wypadków nie zwróci się o pomoc, bo może nawet nie wiedzieć, że pomocy potrzebuje.

    Nie odbierając części dorosłym wolności do nieposłania dziecko do szkoły, odbieramy części dzieci prawo do edukacji.

    • KKWS

      Nie wiem dlaczego wyjmujesz dzieci z pod prawa? Tak bardzo się skupiłeś na mówieniu o tym, że dziecko jest słabą istotą, która potrzebuje rodzicielskiego wsparcia, zapominając o tym, że dziecko jest człowiekiem, które obejmuje prawo ustanowione.
      Gdyby nawet przyjąć, że dziecko jest własnością rodziców, to ci rodzice muszą dbać o tą własność, gdyż jest ona człowiekiem. W razie niemożności opieki, bądź rażącym zaniedbaniom, dziecko powinno być ochronione przez państwo.
      Dodatkowo, to że dzisiaj „osiągamy” pełnoletność w wieku 18 lat, nie oznacza że jest to jedyny słuszny model… Zresztą, dzisiaj dziecko przed ukończeniem pełnoletności, może złożyć wniosek do sądu, z oskarżeniem rodziców, o to że zaniedbują swoje dziecko. Jeśli rodzice w ogóle nie dbali by o swoją pociechę, to równie dobrze mogli by ją oddać, ew. dziecko same mogło by podjąć decyzję o porzuceniu rodzicieli. W tej decyzji mogła by pomóc dalsza rodzina, sąsiedzi, instytucje…
      Możliwości jest całe spektrum.
      Patologia była, jest i BĘDZIE, a naszym zadaniem, jest jej zmniejszenie i jednoczesne zwiększenie perspektyw oraz możliwości rozwoju, które dzisiaj jest bardzo monotonne, okrojone i ograniczone, a mamy… XXI w.!
      Pozdrawiam