Popyt i podaż – na czym powinniśmy się bardziej skupiać? Czy państwo powinno stymulować popyt czy może ułatwiać wzrost podaży? Omawiamy to w dzisiejszym filmie.

Zadam Ci nietypowe pytanie: Jaki był popyt na samochody w roku 1120? Ktoś od razu mógłby odpowiedzieć: „Żaden, przecież nie było wtedy samochodów”. Jednak spójrzmy na to z innej strony. Gdybyś stał w 1120 roku przy drodze i pytał każdego przejeżdżającego na koniu jeźdźca: „Czy chciałbyś mieć maszynę, którą będziesz się przemieszczał dużo szybciej z miejsca na miejsce? Mógłbyś przejechać nią dziennie nawet 1000 km lub więcej w komfortowych warunkach.” Zdecydowana większość pytanych, może poza niektórymi miłośnikami jazdy konnej, powiedziałaby: „Jasne że bym chciał, to oszczędziłoby mi czasu i wysiłku„.

Pokuszę się o stwierdzenie, że popyt na samochody istniał, od kiedy pierwszy człowiek odbył swoją pierwszą lądową podróż. Oczywiście był to popyt niewypowiedziany, gdyż nikt nie umiał nazwać swoich potrzeb wygodniejszego podróżowania – popytem na auto – jednak niewątpliwie chciał podróżować szybciej i wygodniej. Czego jednak nie było? Oczywiście podaży. Obecnie często słyszymy z ust ekonomistów głównego nurtu, że trzeba pobudzać popyt, że popyt jest niewystarczający. Warto zapamiętać sobie jedną podstawową prawdę. Popyt ludzki jest nieograniczony. Zawsze chcemy mieć łatwiejsze życie, więcej czasu i wygody. Zawsze mamy popyt na rzeczy lub usługi, które nam w tym pomogą. Ale najpierw musi się znaleźć ktoś, kto nam je dostarczy. Musi więc zaistnieć podaż.

Przytoczmy tu pewną historyjkę, której pomysłodawcą jest nasz widz – Kuba Sendal.

Na rynku w małym mieście działał producent ołówków Marek. Marek produkował miesięcznie 100 ołówków i wykonywał je ręcznie. Koszt jednego ołówka wynosił 15 zł. Sprzedawał ołówki w cenie 20 zł za sztukę i udawało mu się sprzedawać całe miesięczne zapasy, więc jego zysk wynosił 500 zł. Taka cena ołówków była mocno wygórowana dla uboższych ludzi i na jego ołówki mogli sobie pozwolić tylko najbogatsi. Ubożsi mieszkańcy miasta bardzo narzekali, że nie mają czym pisać. Często mówili Markowi: „Chętnie kupiłbym od ciebie ołówek, ale nie stać mnie na niego przy tak wysokiej cenie„. Marek zdawał sobie sprawę, że popyt na ołówki jest wysoki, ale nie był w stanie ręcznie wykonywać ich więcej. Nie mógł sobie też pozwolić na obniżenie ceny, bo nie starczyłoby mu pieniędzy na życie. Jedynym sposobem, żeby mógł więcej zarabiać było podniesienie cen lub zmniejszenie kosztów produkcji.

Marek wybrał łatwiejszą opcję. Chcąc zwiększyć zyski ogłosił, że od dziś jego ołówki kosztują 22 zł. Okazało się jednak, że w tej cenie sprzedawało mu się jedynie 70 ołówków miesięcznie, bo część klientów zrezygnowała z drogiego ołówka na rzecz pisania mniej wygodnym gęsim piórem. Zarabiał więc miesięcznie 490 zł, czyli mniej niż przed podwyżką. Uznał, że taka polityka nie ma sensu. Postanowił, że wyjdzie mu na lepsze zwiększenie produkcji i obniżenie jej kosztów, a co za tym idzie ceny produktu. To pomoże mu dotrzeć do większej liczby klientów. Za pożyczone z banku pieniądze kupił maszynę sprowadzoną z dalekiego kraju. Maszyna była bardziej precyzyjna niż ręka, więc na każdy ołówek szło mniej materiału, a jej wydajność była dwa razy większa niż wydajność samego Marka. Dzięki nowemu nabytkowi, Marek wykonywał teraz 200 ołówków miesięcznie przy koszcie 10 zł za ołówek. Obniżył cenę do 15 zł, bo przy tej cenie udawało mu się sprzedać wszystkie wyprodukowane ołówki. Jego zysk wynosił teraz aż 1000 zł. Z dodatkowego zysku szybko spłacił maszynę i jego poziom życia wydatnie wzrósł.

To nas sprowadza do kilku wniosków. Zauważ, że Marek przez całą historię, działa wyłącznie w swoim interesie. Nie przejmował się tym, że biedni nie dostaną ołówków. Obniżył cenę nie dlatego, że jest filantropem, lecz dlatego, że dało mu to wyższy zysk. W pierwszym odruchu chciał podnieść ceny, jednak wtedy tracił klientów i jednocześnie zarabiał mniej. Nawet obniżając ceny, nie zrezygnował ze swojego zysku w wysokości 5 zł na ołówek. Nie można jednak powiedzieć, że jego pogoń za wyższym zyskiem zaszkodziła innym. Wręcz przeciwnie. Dokładnie z tego powodu wymyślił on sposób, żeby produkować więcej i taniej, a tym samym dostarczyć pożądany produkt większej ilości osób. Skutkiem ubocznym jego działań było powiększenie bogactwa całej społeczności.

Na wolnym rynku ceny spadają poprzez wzrost efektywności produkcji. Peter Schiff w swojej książce „Gospodarka, rozwój, krach. Na czym to polega.” pisał, że przed powstaniem FEDu, ceny w USA spadały stopniowo przez prawie 150 lat w związku ze wzrostem produktywności społeczeństwa. Tym, którzy boją się krwiożerczych kapitalistów należy uświadomić jedną rzecz. Kapitalista bez udziału państwa nie może nam zrobić nic, poza zaoferowaniem swojego produktu. My możemy dobrowolnie go kupić lub zrezygnować z tego zakupu. Kapitalista na wolnym rynku zyska tylko wtedy, gdy dostarczy nam w przystępnej cenie coś, czego potrzebujemy i chcemy. Zrobi to dużo szybciej i efektywniej, gdy nie będzie mu się w tym przeszkadzać. Skutkiem uboczym będzie wzrost naszego poziomu życia.

Zdarzają się sytuacje przeczące prawu popytu i podaży. 

Paradoks Giffena dotyczy konsumentów o bardzo niskich dochodach oraz dóbr niższego rzędu, nazywanych dobrami Giffena. Według niego wzrost cen żywności powoduje, że konsumenci o niskich dochodach zwiększają zakup dóbr niższego rzędu, mimo ich rosnących cen (np. chleba, ziemniaków), zmniejszając równocześnie zakup innych dóbr żywnościowych (np. mięsa), na które nie mogą sobie już pozwolić.

Paradoks Veblena dotyczy konsumentów o wysokich dochodach oraz dóbr luksusowych. W tym wypadku wyższa cena dobra powoduje wzrost popytu na to dobro ze względu na większy prestiż posiadania go.

Paradoks spekulacyjny jest związany z przewidywaniami dotyczącymi kształtowania się cen określonego dobra w przyszłości. W sytuacji, gdy cena rośnie, lecz przewidywany jest dalszy wzrost cen dobra, konsumenci kupują je na zapas. Działa to również w drugą stronę. Gdy cena spada, a spodziewany jest dalszy spadek cen – konsumenci wstrzymują się z zakupami – licząc na jeszcze niższą cenę w przyszłości.

Efekt snoba obrazuje sytuację, gdy pewna grupa społeczna ogranicza lub zaprzestaje kupowania taniejącego dobra, ze względu na jego popularność wśród innch konsumentów. Gdy taka „grupa snobów” uzna, że jakieś dobro jest zbyt popularne wśród „pospólstwa” – ogranicza konsumpcję tego dobra.

Efekt owczego pędu występuje wtedy, gdy konsumenci dokonują zakupu określonego dobra lub usługi pod wpływem zachowania innych nabywców. Paradoks ten wyjaśnia oddziaływanie mody na zachowania rynkowe konsumentów. Jest to odwrotność efektu snoba.