Polska to piękny kraj. Jest w nim dużo wspaniałych miejsc. Jest świetnym miejscem dla konsumentów. Ferie zimowe możemy spędzić na nartach, a wakacje – smażąc się na plaży –  bez potrzeby opuszczania kraju. Mamy też mnóstwo jezior, lasów, zabytków, domków letniskowych, ośrodków i hoteli. Każdy turysta znajdzie tu coś dla siebie. Dodatkowo, gdy żyjemy w większym mieście, jesteśmy otoczeni miejscami gdzie łatwo możemy kupić wszystko co nam się podoba. Mamy galerie handlowe, dyskonty, sklepy z AGD, sklepy muzyczne, księgarnie, restauracje i bary. Wszystko czego dusza zapragnie. Do tego dochodzi prawo, które chroni nas jako konsumentów. Na przykład, gdy kupimy coś przez Internet, możemy to zwrócić przez okres 2 tygodni, bez podawania przyczyny. Tak, Polska mogłaby być uznana za wspaniały kraj, jeśli jesteś tylko konsumentem.

Jednak każdy pracujący człowiek nie jest tylko konsumentem. Jest też jednocześnie producentem. Tak naprawdę każdy z nas może kupić tyle, ile wyprodukuje dzięki swojej pracy. Jeśli jesteś kelnerem, to produkujesz usługę, którą wymieniasz potem na chleb, masło, mleko itd. Problem jest taki, że gdy jesteś producentem, Polska przestaje być już przyjaznym krajem. Nie jest przyjazna ani dla przedsiębiorcy, ani dla pracownika. Ten sam piękny kraj z pierwszego akapitu ma również swoją ciemną stronę. Niejasne i ciągle zmieniające się prawo, wysokie podatki, składki i daniny, nadmierne regulacje, ogromna biurokracja, kontrole i różnego rodzaju bariery.

Gdy jesteśmy pracownikami, często to samo prawo, które ma nas chronić, powoduje, że nikt nie chce nas zatrudnić. Jesteśmy często po prostu zbyt kosztowni dla pracodawcy i zatrudnienie nas wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem. Szczególnie jest to prawda w przypadku umów o pracę. Dodatkowo zarabiamy dużo mniej, niż moglibyśmy zarabiać, bo pracodawca, na spółkę z nami, musi opłacić wszystkie te rzeczy, które „są dla naszego dobra” takie jak składka emerytalna, rentowa, wypadkowa, chorobowa, zdrowotna i fundusz pracy. Potem oczywiście płacimy jeszcze podatek, który przeznaczany jest na wszystkie „wspaniałe rzeczy”, które zapewnia nam państwo, i których z całą pewnością nie bylibyśmy w stanie zapewnić sobie sami (tak, to był sarkazm).

Gdy z kolei jesteśmy ludźmi przedsiębiorczymi, i chcemy założyć swój pierwszy (z początku niewielki) biznes to jest jeszcze trudniej. Żaden biznes z dnia na dzień nie przynosi dużych zysków. Wysokie obciążenia podatkami i składkami dręczą nas praktycznie od razu. Tak, owszem mamy przez chwilę „mały ZUS”, który po prostu trzeba ubrać w cudzysłów, bo ponad 450 zł to nie jest mało. Do tego dochodzą nam kolejne koszty, bo przy tak skomplikowanym systemie podatkowym nie obędziemy się bez księgowej, szczególnie na początku swojej działalności, czyli wtedy, gdy nas na nią nie stać. Mamy też różnego rodzaju bariery regulacyjne i prawne, które różnią się w zależności od biznesu, który chcemy prowadzić. Nie jest też łatwo kogoś zatrudnić, gdyż pracodawca jest traktowany przez państwo jak wróg swojego pracownika, który nie chce go zatrudnić, tylko niecnie wykorzystać. W zasadzie relacja pracodawca – pracownik, jest tak niebezpieczna, że żeby w ogóle mogła się udać, potrzebny jest kodeks pracy, którego tekst jednolity ma długość 164 stron.

Przyszłość każdego kraju opiera się na ludziach, którzy chcą ciężko pracować i podejmować ryzyko. Nie można oprzeć gospodarki np. na konsumentach kupujących na kredyt. Żeby móc dużo konsumować, trzeba najpierw dużo produkować. W Polsce utrudnia się rozwój na całej linii poczynając od oszczędności. Łatwo dostępny kredyt, w połączeniu z niskimi stopami procentowymi zachęca do zadłużania się i konsumpcji, a zniechęca do oszczędzania i akumulacji kapitału. Gdy ktoś się uprze i zgromadzi kapitał, utrudnia mu się założenie firmy, a potem jej prowadzenie. Gdy firma sobie z tym poradzi i chce rosnąć, utrudnia jej się zatrudnianie pracowników.

Dlatego jeśli chcesz żyć na kredyt i kupować wszystkie te fajne rzeczy, które widzimy w galeriach, będziesz miał w Polsce całkiem dobrze, dopóki nie przyjdzie pora spłaty długów. Jeśli jednak chcesz oszczędzać, inwestować, podejmować ryzyko i pracować ciężko, to nie będziesz miał tu łatwego życia. To z kolei, nie wróży Polsce świetlanej przyszłości. Państwo będzie (a właściwie dzieje się to od dawna) wypychać za granicę ludzi przedsiębiorczych, a teraz, przy rozroście świadczeń socjalnych, będzie na ich miejsce przyciągać ludzi, chcących dostać coś za nic. To jest przepis na katastrofę.