Naucz się ekonomii w przyjemny i przystępny sposób!
4 774 odsłony

Podatki i budżet – krzywa Laffera?

Zacznijmy od oczywistego stwierdzenia, że państwo nie ma własnych pieniędzy. Państwo nic nie produkuje, nie tworzy bogactwa, ani nie tworzy żadnych miejsc pracy. Może najwyżej, jeśli mielibyśmy szczęście, przesunąć kapitał z jednego miejsca w drugie, a w mniej fortunnym przypadku, zmarnować część kapitału po drodze. Jest dla rynku nieuczciwym konkurentem w pozyskiwaniu kapitału. Bynajmniej te zarzuty nie są kierowane tylko do rządu w naszym kraju. Taka po prostu jest charakterystyka podatków i wydatków rządowych w ogóle.

Kilku naszych widzów prosiło mnie, aby zrobić odcinek o krzywej Laffera, jednak mam co do tego pewne opory. Krzywa Laffera jest koncepcją, która ma prowadzić do maksymalizacji wpływów budżetowych. Arthur Laffer opracował krzywą, w której pokazuje, że przy podwyższaniu podatków do pewnego momentu wpływy budżetowe rosną, ale gdy dalej podatki są podwyższane, to wpływy zaczynają spadać, gdyż obywatele albo opuszczają kraj, albo przechodzą do szarej strefy. Owszem, krzywa Laffera, jest często przywoływana przez zwolenników obniżania podatków, gdyż, według niej, bardzo wysokie podatki skutkują zmniejszeniem się wpływów do budżetu.

Moje opory wynikają jednak z faktu, że dla gospodarki najkorzystniejsze jest, aby wpływy do budżetu, a tym samym wydatki rządowe, były jak najmniejsze jak to tylko możliwe. Rząd zarządza kapitałem mniej efektywnie niż sektor prywatny. Nie powinniśmy dążyć do tego, żeby rząd odsunął jak najwięcej kapitału od bardziej produktywnych przedsięwzięć, tylko jak najmniej!

Żeby pozyskać pieniądze, rząd musi skonfiskować je sektorowi prywatnemu w postaci podatków lub pożyczyć je od sektora prywatnego na procent emitując obligacje. Obligacje będą spłacone, o ile w ogóle, przyszłym opodatkowaniem. Trzecią drogą finansowania jest tak zwana monetyzacja długu. Polega na bezpośrednim lub pośrednim finansowaniu deficytu emisją nowego pieniądza przez bank centralny. Rząd emituje obligacje, które skupowane są pośrednio lub bezpośrednio przez bank centralny, za świeżutki, nowo wydrukowany pieniądz. W efekcie tego działania deficyt finansowany jest inflacją, czyli rząd pozyskuje środki kosztem zmniejszającej się siły nabywczej posiadaczy danej waluty. Nie w każdym kraju wszystkie te metody są stosowane, jednak każda z nich odciąga kapitał od jego bardziej produktywnego wykorzystania w innym miejscu i tym samym zubaża społeczeństwo. Nie ma wydatku rządowego, który nie zostałby poczyniony kosztem sektora prywatnego. Co więcej, rząd nie musi kierować się kalkulacją ekonomiczną. Jego działania nie muszą przynosić zysku, jeśli jakiś biurokrata uzna, że dany program rządowy jest potrzebny społeczeństwu lub jemu samemu w celach politycznych. W związku z tym państwo zawsze może przelicytować prywatny kapitał w pozyskaniu zasobów, ponieważ prywatny sektor musi patrzeć na zyski, które informują o efektywności danego przedsięwzięcia. Dla państwa ceny są właściwie bez znaczenia, zawsze może użyć swojej władzy do pozyskania większej ilości środków, lub zadłużyć społeczeństwo aby pozyskać kapitał.

Czemu państwo zarządza kapitałem mniej efektywnie?

Rynek, jak wiemy, jest niezwykle skomplikowany. Tworzą go miliony codziennych decyzji ludzi, działających w celu zaspokojenia swoich indywidualnych potrzeb. Te potrzeby mogą się różnić w zależności od jednostki, jednak każdy człowiek próbuje wykorzystać ograniczone zasoby w celu poprawienia swojej sytuacji. Cała gospodarka jest złożona z tych ludzkich działań i decyzji. Na poziomie makroekonomicznym te procesy koordynowane są przez podział pracy i system ustalania cen na rynku. Najbardziej efektywnie zarządzające kapitałem jednostki wynagradzane są zyskiem, a te najmniej efektywne – stratą, co zmusza je do szukania innego zajęcia i wykorzystywania kapitału w bardziej efektywny sposób. Państwo pozyskując środki pozbawia jednostki możliwości wykorzystywania zasobów w najbardziej preferowany przez nie sposób. Nawet więc, jeśli rządowy projekt przyniesie zysk, koszt utraconych możliwości jest dla społeczeństwa stratą. W prostych słowach, zysk nie jest tak duży jak mógłby być. Procesy rynkowe alokują kapitał tam, gdzie jest on najbardziej produktywnie wykorzystany. Państwo inwestuje w sektory pomijane przez rynek, ze względu na brak spodziewanych zysków, a zatem źle alokuje kapitał. Gdyby inwestycje w tych sektorach były zyskowne, kapitał prywatny by się tym zajął sam z siebie.

Również zachęty i motywacje rynku i państwa są zupełnie odmienne. Przedsiębiorca inwestując podejmuje ryzyko, aby osiągnąć większy zysk w przyszłości. By osiągnąć ten zysk, nie ma innego wyjścia jak poprawienie przy okazji standardu życia innym. Jeśli dokona dobrego wyboru – cieszy się zwiększonymi zyskami. Jeśli dokona złego wyboru – karany jest stratą i traci swój kapitał w całości lub w części. Dlatego w interesie przedsiębiorcy leży to, aby swój kapitał lokować z rozwagą. Państwo, jak już wspomnieliśmy, nie kieruje się zyskiem. Kieruje się celami politycznymi. Często zamiast zysku, jako cel obiera sobie domniemaną użyteczność jakiegoś programu rządowego, lub stworzenie miejsc pracy. Celem państwa jest też przekupywanie opinii publicznej rozdawnictwem. W końcu ostatecznym celem większości rządzących w demokracji jest reelekcja w kolejnych wyborach. Gdy państwo dokona złego wyboru, to traci całe społeczeństwo, bo to ono pokrywa te straty. Często też niedochodowe projekty nie są likwidowane, ponieważ gdy celem nie jest zysk, a na przykład użyteczność czy miejsca pracy, to nierentowne przedsiębiorstwo państwowe dalej może te cele realizować. Nieważne jest, że trzeba do niego dopłacać.

Na koniec warto dodać dwie rzeczy o wydatkach rządowych. Po pierwsze, zawsze mają one charakter konsumpcyjny. Inwestycje opierają się na oszczędnościach czyli na odsuwaniu konsumpcji w czasie w celu uzyskania większej produktywności i konsumpcji w przyszłości. Państwo nie ma oszczędności, a jego wydatki służą bieżącym celom politycznym, więc nie można traktować ich jako inwestycji. Kolejnym, lekko nieintuicyjnym, lecz prawdziwym stwierdzeniem jest to, że celem nie powinien być zrównoważony budżet, lecz mały budżet. Lepszy jest budżet o wysokości miliona złotych z 50% deficytem, niż zrównoważony budżet o wysokości 5 mld. Dlaczego? Bo bardziej liczy się wielkość wydatków rządowych, niż sposób ich finansowania. Oczywiście najlepszy byłby mały zrównoważony budżet.

Wydatki rządowe to zawsze koszt dla społeczeństwa. Społeczeństwo w niektórych sprawach może uznać, że warto go ponieść. Przykładem mogą być wydatki na obronność. Nie należy jednak nigdy traktować wydatków rządowych jako inwestycji. Rynek nie jest idealny, jednostki również popełniają złe decyzje. Rynek jednak szybko koryguje złe decyzje i likwiduje złe inwestycje. Dodatkowo, za błędy ponosi odpowiedzialność jednostka, która je popełniła, a nie wszyscy. Państwo niestety nie podlega tym zasadom, bo nie jest ograniczone konkretną ilością wpływów, które zawsze może zwiększyć poprzez jedną z 3 metod pozyskiwania środków. Nie reaguje też na zysk i stratę tak jak sektor prywatny. Z tej natury rzeczy wynika, że prywatny sektor zawsze będzie bardziej efektywnie zarządzał kapitałem niż sektor publiczny.

Potraktuj ten film jako wprowadzenie do tematu podatków i wydatków rządowych, co będziemy z pewnością poruszać w naszych filmach jeszcze nie raz.

Jeśli podobają Ci się nasze filmy, rozważ wsparcie naszego projektu pod linkiem podanym w opisie filmu. Po więcej filmów zapraszam na stronę prostaekonomia.pl. Zachęcam również do subskrypcji na YT i polubienia nas na Facebooku.

2017-08-05T20:46:47+00:00 Marzec 18th, 2016|Blog, Filmy, Prezentacje|
  • sartor137

    Nie można traktować wydatków rządowych jako inwestycji. A co na przykład z II Rp i wybudowaniem za wszelką cenę Gdyni przez państwo? Później inwestycja się zwróciła przecież.

    • No to jest właśnie przykład tego, co miałem na myśli mówiąc o kosztach utraconych możliwości. Wiemy że powstała stocznia, ale nie widzimy wszystkiego tego, co nie powstało, gdyby pieniądze nie zostały przeznaczone na stocznię. Być może ogólna wartość wszystkich tych inwestycji, które nie powstały, a mogłyby powstać, była by większa niż wartość stoczni, ponieważ ludzie mogliby wykorzystać pieniądze zgodnie ze swoimi preferencjami. Nie jest też tak, że gdyby nie państwo to by na pewno nie powstała stocznia. Po to są banki, żeby zbierać pieniądze od drobnych inwestorów i pożyczać je potem na ,ogromne nawet, inwestycje.

  • Makary

    Po przeczytaniu książki ‚Economics in One Lesson’ stałem się zwolennikiem ‚wolnego rynku’. Lecz po jakimś czasie chciałem zapoznać się bardziej z drugą stroną barykady. W tym poście podam jedno źródło dlaczego uważam iż nie jest to wszystko takie proste jak opisujecie i dlaczego wolny rynek może wcale nie być złotym środkiem.
    http://www.epsu.org/IMG/pdf/PSIRU_efficiency.pdf – Na temat efektywności publicznego sektora

    Zależy mi na wiedzy, więc jak będziecie mieli chwilę odpowiedzieć co sądzicie będę wdzięczny.

    Cieszę się, że powstała taka strona jak Wasza i uważnie śledzę filmy od jakiegoś czasu.

    • Nie mam czasu czytać całego dokumentu, ale przejrzałem go i przeczytałem konkluzję. Piszą w niej, że nie ma dowodu, że sektor prywatny jest bardziej efektywny, powołując się na zyski i wyższe koszty pożyczania. Otóż jest powód dla którego koszty pożyczania mają być wyższe w zależności od biznesu – jest nim ryzyko. Jeśli przedsiębiorstwo zostaje znacjonalizowane i może pożyczać taniej, to tylko dlatego, że ryzyko jego porażki ponoszą już nie pożyczający, lecz podatnicy. Dodatkowo, zyski są dobre. Wskazują na to, że biznes jest efektywny. Przecież nie jest tak, że zysk z działalności znika w powietrzu po jego zrealizowaniu. Ci akcjonariusze albo będą coś za to kupować, co da kolejne produktywne miejsca pracy, albo zdecydują się na reinwestycję zysku w przedsiębiorstwo co poprawi jego efektywność. Każda inwestycja rządu w to przedsiębiorstwo, będzie szła z pieniędzy podatników. A jeśli chodzi o dowody efektywności to są nim związki przyczynowo-skutkowe. Jeśli czytałeś Hazlitta to tam one są świetnie opisane. Zwraca się uwagę na to co widać a pomija się to, czego nie widać. Logika podpowiada, że jak ryzykujesz swoimi pieniędzmi, to będziesz bardziej uważny i będziesz starał się być bardziej efektywny, niż jak dysponujesz pieniędzmi „abstrakcyjnego tłumu” a i tak dostaniesz rządową pensję. Jeśli chodzi o dwa przykłady podane na samym końcu – trzeba to oprócz tego o czym pisałem powyżej, trzeba by sprawdzić jak bardzo rząd przeszkadzał tym firmom wcześniej w osiąganiu efektywności, poprzez nakładanie ton regulacji na nie. Przecież nie można implikować, że w 2010 roku mieliśmy wolny rynek we Francji i Anglii

      • Makary

        „Jeśli chodzi o dwa przykłady podane na samym końcu – trzeba to oprócz
        tego o czym pisałem powyżej, trzeba by sprawdzić jak bardzo rząd
        przeszkadzał tym firmom wcześniej w osiąganiu efektywności, poprzez
        nakładanie ton regulacji na nie. Przecież nie można implikować, że w 
        2010 roku mieliśmy wolny rynek we Francji i Anglii.”
        Zgadza się, że wolnego rynku nie było. I tu nasuwa się pytanie, czy kiedykolwiek w historii był wolny rynek? Nawet w 18 wieku Adam Smith w ‚Wealth of Nations’ popierał Akty Nawigacyjne (https://pl.wikipedia.org/wiki/Akty_Nawigacyjne). Czyli swego rodzaju monopol dzięki któremu Anglia stała się mocarstwem. Oczywiście nie tylko dzięki temu.
        http://adamsmithslostlegacy.blogspot.com/2005/08/there-are-regulations-and-regulations.html – Artykuł o dobrych i złych regulacjach

        Na przykład argument z mostem Hazzlita. By rząd mógł wybudować most, musi zebrać pieniądze od podatników, tracąc przy tym ich część by utrzymać biurokrację. Ludzie którzy sądzą, że rząd stworzył nowe miejsca pracy nie dostrzegają, że przykładowy Janusz któremu zostały odebrane pieniądze w podatkach wydałby je – też tworząc miejsca pracy – lepiej, ponieważ zakupiłby coś co potrzebuje, więc byłby o dany towar/usługę bogatszy. Nawiązując też do Friedmana i ołówka.
        Ale ja dostrzegam jeden problem. Załóżmy, że prywatna firma zajęłaby się budowaniem mostu. Po ukończonej pracy nic nie przeszkadza im by nałożyć opłatę za przejazd (tak samo jak rząd przy autostradach). Dopóki nie maja konkurencji mogą mieć ceny które są za wysokie by większość osób mogła skorzystać, ale im przynoszą zysk. Firma zyskuje, społeczeństwo traci. Na podstawie Waszego filmu na temat monopoli, wystarczyłoby wybudować następny most przez konkurencyjną działalność. Lecz dwa mosty nie są potrzebne, więc społeczeństwo i tak straci surowce i czas na nieproduktywną pracę. A przy jednym moście z którego mogą skorzystać nieliczni społeczeństwo też traci przez utrudniony transport.

        Rozpisałem się, ale na koniec dodam że wolny rynek zakłada, iż ludzie podejmują zawsze racjonalne decyzje. „Thinking, Fast and Slow” przez Daniel’a Kahneman’a dobrze opisuje ludzką skłonność do myślenia logarytmicznego jak i nasz wrodzony strach przed stratą który potrafi emocjonalnie przerosnąć zysk tej samej wartości. Mniej podani są na to ludzie z dużym doświadczeniem w podejmowaniu ryzyka, ale też nie są odporni. To dodaję tylko jako informację, a nie część argumentu.

        • Pewnie nie było 100% wolnego rynku, ale na pewno był o wiele bardziej wolny. Teraz firmy np w USA wydają ponad bilion dolarów rocznie (4x więcej niż dług Polski) żeby dostosować się do nowych regulacji. Jak mają być w pełni efektywne? A przecież są prywatne,

          Co do mostu, nie trzeba budować drugiego mostu, wystarczy prom, który zacznie być opłacalny przy zbyt wysokiej opłacie. Poza tym prawo podaży i popytu przed tym chroni. Zobacz nasz film o popycie i podaży. Tam specjalnie podaliśmy przykład producenta ołówków który jest monopolistą w swoim mieście a i tak nie opłaca mu się sprzedawać drożej. Tak samo z mostem, ludzie będą unikać jeżdżenia nim przy wysokiej cenie, a potencjalna konkurencja zawsze czyha.

          • Makary

            Był o wiele bardziej wolny, ale nie był wolny w 100% nigdy w historii. Odkąd ludzie zaczęli uprawiać żywność i była możliwość gromadzenia bogactwa powstała klasa rządząca, która ma monopol na przemoc. Stany i Wieka Brytania, by stać się mocarstwami korzystały z regulacji i ograniczania rynku na swoją korzyść. Można starać się argumentować, że ‚Niewidzialna Ręka Wolnego Rynku’, rozwiąże wszystkie problemy. Ale jest to utopijny pogląd. Ponieważ jak można by w pełni wolny rynek wprowadzić w obecnym świecie? Wszystkie kraje musiałyby wychodzić z tego założenia, inaczej będzie wyzysk. Są już obecnie rodziny z taką ilością pieniędzy, że one same nie muszą nic produkować i zwiększać bogactwa, a mogą bezkarnie marnować surowce ziemi. Co na przykład doprowadziło do upadku Wyspę Wielkanocną? W dużej części pościg rządzących, by wybudować lepszy, większy maoi. Można argumentować, że rząd doprowadzi do tego samego, ale jak nagle zostałby wprowadzony wolny rynek, to automatycznie mamy mały procent ludzi, którzy operują większością pieniędzy/bogactwa. Ale trochę zbaczam z tematu. Na koniec dodam tylko cytat z książki Jared Diamon – How Societies Choose Failure Over Success:
            „In addition, Montana ores are rich in iron sulfide, which yields sulfuric acid. In Montana there are about 20,000 abandoned mines, some of them recent but many of them a century or more old, that will be leaking acid and those toxic metals essentially forever. The vast majority of those mines have no surviving owners to bear financial responsibility, or else the known owners aren’t rich enough to reclaim the mine and treat its acid drainage in perpetuity.”

            Dwa problemy na podstawie Waszego filmu:
            Pierwszy –
            Cena Ołówka = 20::Sprzedaż = 100 Sztuk
            Cena Ołówka = 22::Sprzedaż = 70 Sztuk
            Dlaczego akurat 70, a nie 65, 95, 90, 75? Austriacka szkoła ekonomii nie popiera modeli matematycznych, bo rynek jest zbyt skomplikowany, ale wnioskuję że jakiś był użyty. A może dlatego by był mniejszy zysk niż ostatnio?
            Drugi –
            Monopoliście udało się zwiększyć produktywność poprzez zakup maszyny, która marnuje mniej materiału i robi ołówki dwa razy wydajniej niż on. Więc ma 200 ołówków zamiast 100.
            Koszt produkcji wcześniej = 15zł
            Koszt produkcji z maszyną = 10zł
            Załóżmy, że dalej sprzedaje ołówki za 20 złotych i dalej udało mu się sprzedać 100 w swoim miasteczku. Ale tym razem ma 10zł zysku z każdej sprzedaży. Co przeszkadza kapitaliście by zamiast obniżyć ceny sprzedał swoje ołówki do innego sklepu w innym mieście/kraju? Albo produkować ołówki co drugi miesiąc, by mieć więcej czasu? Albo i tak zwiększył cenę o 2zł i zakładając, że sprzed 70 sztuk (na 99% sprzeda więcej), zarobił 70*12zł = 840. Lecz zostanie mu 130 ołówków i czas. Będzie mógł znaleźć sobie miejsce gdzie bardziej mu się opłaca sprzedać te ołówki, aniżeli zmniejszyć cenę u siebie w miasteczku.

            I tu nasuwa się pytanie. Czy zawsze istnieje substytut jakiejś usługi/towaru, ponieważ nie mamy nieograniczonych surowców. Więc czy zawsze będzie się opłacało obok mostu mieć prom? Szczególnie, że prywatna firma będzie wstanie oczekiwać więcej pieniędzy za przejazd, by uchronić się przed ewentualnymi zniszczeniami i stratą, a im będzie ciężko rozwiązać problem produktywności by zmniejszyć koszta za pomocą maszyny.

            Nie uważam, że rząd podejmuje zawsze świetne decyzje. Ale 100% wolny rynek, tak samo jak 100% komunizm to utopijne poglądy.

          • Madix

            Zgadzam się. Wady 100% wolnego rynku (albo raczej – kapitalizmu) dość celnie piętnuje w swoich książkach Jack London (chociaż dopóki nie robi tego wprost, tylko przez metafory, wychodzi mu to lepiej 😉 ). On sam był dzieckiem ulicy i na wszystko co osiągnął, musiał harować jak wół, a i tak miał całe życie pod górkę i gorszy życiowy start niż panicz „z dobrego domu”. Kapitalizm nie wyrównuje szans, tylko w pogoni za zyskiem przyczynia się jeszcze do zwiększenia różnic społecznych, rozwarstwiania społeczeństwa na nędzarzy i milarderów. Odrobina socjalizmu (w zakresie wyrównywania szans, a nie – wyrównywania ludzi) IMO bardzo dobrze robi społeczeństwu, szczególnie w zakresie opieki nad dziećmi.

          • To jest mit i stereotyp. Specjalnie dla Ciebie zrobię o tym w niedługim czasie film:) Chociaż posłuchaj podcastu „podatek progresywny” tam już trochę o tym mówiłem.

          • Makary

            Na szybko tylko odpisze na temat wolnego rynku jako utopii i arbitralnych liczb. Zacznijmy od definicji 100% wolnego rynku (o takim mówiłem). Z tego co mi wiadomo jest to system w którym nie ma żadnej ingerencji rządu w to czym ludzie handlują, jak handlują z kim handlują jak i nie ma podatków. Pierwsze pytanie na temat obrony kraju. Jak to miałoby wyglądać? Drugie pytanie. Co z handlem niemoralnym? Byłoby prawo? Anarcho-Kapitaliści mają swoje rozwiązania, ale nie o tym będę pisał. W tym systemie osoby które obecnie mają już 50% pieniędzy byłby by wstanie wprowadzić korupcję na taką skalę, że mówienie o tym, iż wolny rynek nie zwiększyłby tej przepaści nie jest logiczne.
            Tu pozwolę sobie założyć, że macie na myśli ograniczone podatki, więc ograniczoną ingerencję. Każdy handluje z kim chce i jak chce, ale czy czym chce też? Zakładam, że handel ludźmi odpada. Potrzebna więc jest policja i sąd, stąd ograniczone podatki. Do obrony kraju wojsko. Więc rząd miałby funkcję obrony i wymierzania sprawiedliwości. Spytam się, której definicji jesteście bliżsi? I jak dodacie od siebie co widzicie, to będę wdzięczny.

            „Chodzi o to, że wolny rynek służy najlepszej możliwej alokacji zasobów.
            Popełniane błędy szybko są korygowane. Złe decyzje karane są stratą,
            dobre wynagradzane zyskiem.”
            Złe decyzje są karane stratą dla tego który ją podjął i to jest w porządku. Ale jak na przykład za pogonią pieniądza ktoś zaszkodzi środowisku i zanim stanie się to jawne publicznie uda mu się zmanipulować słabą w tę grę osobę (zła decyzja), a winowajca nie poniesie odpowiedzialności?
            Wklejam ponownie:
            „In addition, Montana ores are rich in iron sulfide, which yields
            sulfuric acid. In Montana there are about 20,000 abandoned mines, some
            of them recent but many of them a century or more old, that will be
            leaking acid and those toxic metals essentially forever. The vast
            majority of those mines have no surviving owners to bear financial
            responsibility, or else the known owners aren’t rich enough to reclaim
            the mine and treat its acid drainage in perpetuity.”
            Mam na myśli, właściciela kopalni który nabrudził ale jeszcze nie tak bardzo by o było dla wszystkich oczywiste. Nie każdy może wejść do kopalni zobaczyć itd. Uda mu się sprzedać ją komuś innemu, który podejmując złą decyzję zgodzi się na to. I tutaj też obwiniam kupującego, bo warto być ostrożnym. Ale szkody wyrządzone środowisku, szkodzą nam wszystkim. A władza ma taki plus, że ma więcej informacji i jest wstanie przewidzieć i zapobiec. Gdzie w totalnie wolnym rynku prywatna firma nie miałaby prawa tego zrobić, ponieważ zaczęła by wchodzić w drogę kapitalistą.

            Co do liczb. Jako ostatnie zdanie napisałem: „A może dlatego by był mniejszy zysk niż ostatnio?”, co implikuje że liczby sobie wymyśliliście by pasowały do filmu. Ponieważ wystarczyło podać, że 72 osoby kupią ołówki po 22, a sprzedawca nic nie straci, a nawet zyska i zostaną mu ołówki. Pomijając fakt, że podniesienie ceny o 10% zmniejszy sprzedaż o 30% jest mało prawdopodobne. Osobiście uważam, to za prostą manipulację.

            Znowu się trochę rozpisałem, wrócę do reszty pytań jutro.

          • Wolny rynek to nie oznacza bezprawia. Dobre prawo jest wręcz niezbędne do poprawnego funkcjonowania rynku. Jako dobre prawo, rozumiem prawo naturalne, o którym napisaliśmy artykuł (znajdziesz go w archiwum). Zatem zgadzamy się w stwierdzeniu, że prawo, sądy i egzekwowanie tego prawa jest potrzebne. Anarcho-kapitaliści uznają, że te funkcje może wypełniać sektor prywatny. Niektórzy wolnorynkowcy uznają, że powinno sie tym zająć państwo, ale tylko tym. Wolny rynek jest wtedy, gdy państwo nie ingeruje w gospodarkę. Opłata za ochronę mienia, to opłata za konkretną usługę, która nie narusza wolności rynku. Wolny rynek to wolny handel, wolność do zawierania umów i prawa własności. Oszustwo i naruszanie wolności innych nie jest elementem wolnego rynku.

            Co do środowiska, które zostało zanieczyszczone. Czy Montana jest w tej chwili stanem, w którym nie obowiązuje prawo i nie ma tam żadnego rządu? Nie, jest częścią USA, a mimo to problem dalej istnieje. Zatem jeśli ten problem istnieje mimo państwa, to jakim argumentem jest to przeciwko wolnemu rynkowi? To jest kwestia prawa, moim zdaniem zanieczyszczenie dużej połaci terenu, co szkodzi zdrowiu ludzi mieszkających w około, jest naruszeniem ich wolności. Nie ma przeciwwskazań aby ktoś kto „podtruwa” innych, został pociągnięty do odpowiedzialności za to.

            Co do filmu, pierwotna cena była ceną równowagi. W tej cenie producent mógł sprzedać wszystkie swoje ołówki. Chyba oczywiste jest, że dane są wymyślone na potrzeby filmu, aby ukazać zależności. Trzeba założyć cenę równowagi a zatem żadna inna nie będzie ceną równowagi. To, że komuś zostaną ołówki to jest źle a nie dobrze. Zmniejsza to płynność (zamraża kapitał w towarze) oraz generuje koszty (koszty magazynowania). Każdy producent stara się na bieżąco sprzedawać swoje zapasy. W takim filmie założenia są konieczne, a my założyliśmy, że początkowa cena jest ceną maksymalizującą zysk. Nie rozumiem w czym problem

          • Liczby podane w filmie są arbitralne, aby pokazać mechanizmy. Nie ma wzoru, który określa wielkość popytu przy danej cenie. Można to sprawdzić metodą prób i błędów, co robił bohater filmu (a my to wymyśliliśmy, bo przecież nie będziemy sprzedawać ołówków, żeby się przekonać:))
            Co do drugiej opinii – słusznie, nic go nie powstrzymuje przez tymi rzeczami. Założyliśmy, że rynkiem jest jedno miasto, więc pominęliśmy kwestię eksportu do innego miasta. Racjonalnym działaniem jest to, żeby sprzedawał wszystko co wyprodukuje, więc nawet jeśli by eksportował ołówki do innego miasta, oznacza to, że dostarczył klientom produkt, którego wcześniej nie mieli. Nawet jeśli produkował co dwa miesiące i miał więcej wolnego czasu, to jest to dla niego korzyść i nikt nie może mu tego zabronić, ale wtedy jego standard życia by się obniżył, bo wciąż musiałby spłacać maszynę. To rozwiązanie jest możliwe, lecz nieracjonalne.

            Co do Twojego pytania: istnieje granica cenowa, powyżej której opłaca się ten prom tam postawić. To jest górna cena, którą można żądać za przejazd mostem, w obawie przed pojawieniem się konkurencji. Podaj mi przykład rzeczy, dla której nie byłoby żadnego substytutu na wolnym rynku.

            I tu dochodzimy do ostatniego punktu Twojej wypowiedzi, z którym się nie zgadzam. Tak jak komunizm jest utopią, tak wolny rynek nie jest. Wolny rynek nie zakłada, że wszyscy będą wesoło tańczyć trzymając się za ręce. Zresztą w końcówce filmu wyraźnie o tym powiedziałem, że rynek NIE JEST idealny. Nie jest idealny, bo ludzie mają zalety i wady, podejmują dobre decyzje i złe, są uczciwi i nieuczciwi, leniwi i pracowici. To jaki jest rynek, zależy od ludzi, którzy na nim operują. Chodzi o to, że wolny rynek służy najlepszej możliwej alokacji zasobów. Popełniane błędy szybko są korygowane. Złe decyzje karane są stratą, dobre wynagradzane zyskiem. Ludzie mają wpływ na swoje życie i cieszą się wolnością. Wolność nie jest również utopią, bo gdy masz wolność do odniesienia sukcesu, to również masz wolność do poniesienia porażki. Także nikt nie twierdzi, że wolny rynek będzie rajem na ziemi. Po prostu jest dużo lepszy, bardziej uczciwy i moralny oraz efektywny niż alternatywy.

  • Madix

    Obronność to ważny argument, i jeden z niewielu z tych, dla którego warto dawać politykom część swoich zarobków.

    Drugi, często podnoszony, to socjal, ale ten IMO powinien zostać zupełnie inaczej zorganizowany, niż obecnie. Po pierwsze – żadnego wypłacania pensji. Darmowe posiłki, pralnie, noclegownie dla potrzebujących – ok (chociaż i te powinny być finansowane głównie z środków prywatnych fundacji, których dotowanie zapewniałoby np. ulgi podatkowe), ale mieszkania socjalne za darmo dla ludzi, których i tak nie stać na czynsz i zasiłki dla ludzi zdolnych do pracy? Dla mnie to absurd. Jak już dawać zdolnym do pracy ludziom pieniążki do łapki, to tylko za pracę, chociaż symboliczną – typu zbieranie psich kup z trawników i inne prace społeczne.
    Z tych racjonalniejszych socjali to powinno być IMO wsparcie dla ludzi niepełnosprawnych i tych po wypadkach, najlepiej takie, by im ułatwić wejście na rynek pracy (np. protezy, ulgi dla pracodawców), warto też IMO wydawać sporo na politykę prorodzinną, bo współcześnie wartości takie jak rodzina (i tradycja) kompletnie się zdewaluowały, w związku z czym ludzie nie mają większej motywacji do posiadania dzieci, a już powyżej dwójki dzieci to w ogóle, a przecież dobrze dla państwa byłoby, gdyby MINIMUM trójkę dzieci każda para obywateli odchowała niezależnie od stopnia ich zaradności 😉

    No i edukacja – ta IMO faktycznie fajnie, jak jest darmowa, bo to IMO jednak pozwala wyrównywać szanse dzieci z tzw. plebsu. Sama jestem z niezamożnej, robotniczej rodziny, i gdyby nie darmowa edukacja nie miałabym takich możliwości rozwoju, jakie mam teraz. Można psioczyć na obecny system edukacji, ale jak ktoś tylko chce się uczyć, to można się nauczyć dużo w obecnym systemie (darmowe biblioteki <3), a jak ktoś się nie chce uczyć, to nawet najlepszy system IMO go do tego nie zmusi.

    • Co do edukacji, to następny nasz film będzie o tym. Albo zmieni Twoje zdanie na ten temat, albo bardzo Ci się nie spodoba:P

      • Madix

        No to jestem bardzo ciekawa 🙂
        Ogólnie mam świadomość wad, jakie niesie ze sobą powszechny system edukacji, ale jakoś nie wyobrażam sobie, aby jego brak był dobrą alternatywą dla dzieci z bardzo ubogich rodzin, jakie w czystym kapitalizmie przecież się zdarzają… O ile o rodzicach można powiedzieć, że „zasłużyli sobie” na wykluczenie społeczne z powodu ubóstwa, o tyle IMO nie jest fair, kiedy dziecko np. uzdolnione matematycznie nie może się rozwijać, bo jego rodziców nie stać na zeszyt i ołówek, o książce nie wspominając (tak mieli moi rodzice) i jakoś wątpię, by cokolwiek mogło zmienić moje zdanie w tej kwestii.

        • Dlatego nie pomijam w tym filmie kosztów tej „darmowej” edukacji:)

  • Radek

    Czy dobrze wnioskuję, że jeśli ilość zasobów jest ograniczona oznacza to, że zawsze będzie istniał podział na biednych i bogatych?

    • W ograniczonej ilości zasobów chodzi raczej o to, że nie da się robić wszystkiego na raz, i nie da się mieć wszystkiego. Jako, że zasoby są ograniczone, to trzeba dokonywać ciągłych wyborów co jest dla Ciebie bardziej istotne. Podział na biednych i bogatych to pole do dużej dyskusji. Na wolnym rynku oczywiście dalej by istniał taki podział, ale byłby uzależniony od decyzji podejmowanych przez jednostkę. Człowiek mało zamożny może odpowiednimi decyzjami stać się człowiekiem zamożnym, a z kolei bogaty może stracić swój majątek postępując nierozsądnie. Natomiast nie jest prawdą absolutnie, że jedni bogacą się kosztem drugich. Przy zdrowej gospodarce i biedni i bogaci powinni się bogacić. Chodzi o to, że nie jest tak, ze biedni muszą być coraz biedniejsi a bogaci coraz bogatsi, bo zdrowa gospodarka przynosi korzyści wszystkim.