Wielu zwolenników podatku progresywnego na całym świecie, jako główne argumenty ZA, podaje jego sprawiedliwość społeczną oraz zmniejszanie różnic majątkowych w społeczeństwie. Czy faktycznie tak jest?

Podatek progresywny zakłada, że do pewnego progu, czyli pewnej kwoty, wszystkich obowiązuje jednakowa stawka podatku. Jeśli jednak ktoś przekroczy próg, czyli zarobi więcej, to od tej nadwyżki płaci wyższą stawkę podatku. Teraz zastanówmy się nad sprawiedliwością tego rozwiązania.

Wyobraźmy sobie trzypiętrową kamienicę. Na pierwszym piętrze mieszka człowiek, który zarabia bardzo dużo, na 2 piętrze człowiek, który ma średnie dochody, a na 3 piętrze mieszka bezrobotny alkoholik. Administracja budynku ogłasza, że konieczny jest remont schodów, ale jako, że sama nie ma pieniędzy, to postanawia, że sfinansuje remont z pieniędzy mieszkańców. Prezes spółdzielni wymyśliła rozwiązanie: „Ten facet na dole jest najbogatszy, więc od niego weźmiemy najwięcej, od tego wyżej weźmiemy trochę mniej, a od tego bezrobotnego nic nie weźmiemy, bo on nic nie zarabia”. W budynku administracji wybucha burza oklasków z racji poparcia dla geniuszu prezesa. W wyniku ustaleń na klatce schodowej spółdzielnia wywiesza kartkę z nowym prawem. Sąsiedzi zbierają się przy ogłoszeniu i zaczynają rozmawiać. Bezrobotny alkoholik z 3 piętra mówi, że jemu osobiście to rozwiązanie bardzo pasuje, wspomina nawet coś o ponownym zagłosowaniu na prezesa spółdzielni w następnych wyborach. Sąsiad z drugiego piętra jest trochę mniej zadowolony, ponieważ musi zapłacić więcej niż sąsiad z 3 piętra, mimo że mieszka niżej, więc schodów używa mniej. Gdy jednak spojrzał na kwotę, którą zapłacić ma sąsiad z pierwszego piętra, to ogłosił neutralność w tej sprawie i tylko burknął pod nosem, że mu obojętnie. Najbardziej zdenerwowany i skrzywdzony czuje się najbogatszy lokator, który ma jedynie 5 schodków do przejścia, żeby dostać się do mieszkania, a wychodzi na to, że pokrywa zdecydowaną większość całkowitej kwoty remontu.

Czy jest to sprawiedliwe rozwiązanie? Najbogatsi ludzie nie korzystają z pieniędzy publicznych bardziej niż inni. Można nawet podejrzewać, ze korzystają mniej. Częściej korzystają z prywatnej opieki medycznej czy prywatnych szkół, oraz nie pobierają zasiłków i zapomóg. Więcej dokładają się do „wspólnego” worka niż z niego wyjmują. Co sprawiedliwego jest w tym, że jedną osobę zmusza się, aby łożyła na utrzymanie drugiej? Co więcej, ta sama historia odnosi się do podatku liniowego. Podatek liniowy jest procentowy, a nie kwotowy, więc człowiek, który zarabia więcej, i tak płaci wyższą kwotę

Między podatkiem liniowym i progresywnym jest jednak różnica. Lekarz, który zdecyduje się pracować 10 godzin zamiast pięciu, przy podatku liniowym zapłaci 2 razy wyższą kwotę podatku, ale już gdy przekroczy próg przy podatku progresywnym to zapłaci na przykład 2,5 lub 3 razy więcej. Osoba pracująca na etacie, która chce się dokształcić, podnieść swoje kwalifikacje, brać nadgodziny i zarabiać dwa razy więcej, przy podatku progresywnym nie zapłaci tylko dwa razy wyższej kwoty podatku, bo gdy przekroczy próg zostanie obciążona dodatkową karą za swoje starania i zwiększoną produktywność. Robotnik pracujący na dwie zmiany, aby poprawić byt swojej rodziny, gdy przekroczy próg, zapłaci więcej niż dwukrotnie wyższą kwotę, od robotnika pracującego na jedną zmianę. Nie broniąc żadnego podatku dochodowego, łącznie z liniowym i pogłównym, należy wskazać, że podatek progresywny szczególnie mocno zniechęca do ciężkiej pracy i zwiększonej produktywności.
Zajmijmy się teraz argumentem dotyczącym zmniejszania różnic majątkowych. Niektórzy proponują nawet podatek w wysokości 70% powyżej pewnej kwoty dochodu. Wróćmy do naszej historii i załóżmy, że sąsiad z pierwszego piętra zatrudnia sąsiada z drugiego piętra. Mógł go zatrudnić, ponieważ swoje środki zainwestował w kolejną działalność dostarczając przydatny produkt dla konsumentów i tym samym stwarzając nowe miejsca pracy. Rozpoczął inwestycję zakładając uzyskanie konkretnych zysków. Jeśli obciąży się jego nadwyżkę dochodu 70% podatkiem to pomyśli sobie „Nie, mój dodatkowy wysiłek nie jest wart tak małych zwrotów, zwijam biznes lub przenoszę go gdzie indziej”. W wyniku tej decyzji pracę straci sąsiad z drugiego piętra. Ciekawe jak to wpłynie na zmniejszanie różnic w społeczeństwie. Mamy teraz dwóch bezrobotnych i jednego mniej bogatego. Jeśli porównać kamienicę do kraju, prawdopodobnie bogaty wyniesie się do innego z korzystniejszym dla niego systemem podatkowym i tamtejsza ludność będzie cieszyć się z nowych miejsc pracy. Zatem owszem, różnice majątkowe będą się zmniejszać, ale na zasadzie takiej, że wszyscy staną się biedniejsi, a nie bogatsi. Zamiast ciągnąć biednych w górę, to system ciągnie bogatych w dół. Należy zadać pytanie co jest tu wartością? Równość sama w sobie? Sam zastanów się co wolisz, równość majątkową, w której wszyscy są biedniejsi czy nierówność majątkową, w której wszyscy są bogatsi.

Co taki zamożny człowiek, może zrobić ze swoją pulą pieniędzy, jeśli jednak nikt mu ich nie zabierze? Może zrobić kilka rzeczy:
1. Może uznać, że wystarczy mu obecna ilość pieniędzy i zacząć konsumować uzbierane oszczędności. Wtedy wiele osób zarobi sprzedając mu swoje produkty i usługi, a on sam pozbawi się swojego majątku z czasem.
2. Może też trzymać pieniądze pod poduszką i nic z nimi nie robić. Jeśli jednak nawet przez jakiś czas tak zrobi, np. chroniąc oszczędności przed krachem, to w przyszłości i tak te pieniądze wyda w ten czy inny sposób na konsumpcję lub inwestycje.
3. Może też wykorzystać te pieniądze w celu stania się jeszcze bogatszym, i chociaż zwolenników społecznej sprawiedliwości mógł przejść właśnie dreszcz odrazy, to jednak nie ma się czego obawiać, gdyż jest to zjawisko pożądane. Czemu ludzie stają się bogaci? Ponieważ dostarczają społeczeństwu coś, czego społeczeństwo potrzebuje na tyle, że wydaje na to pieniądze. Osiągają to dzięki swojej ciężkiej pracy, pomysłowości, prawidłowemu przewidywaniu lub dzięki połączeniu wszystkich powyższych. Co więc musi zrobić bogaty, żeby stać się jeszcze bogatszy? Musi się stać jeszcze bardziej przydatny dla społeczeństwa. Musi mu dostarczyć lepszy produkt niż konkurencja, bądź tańszy produkt, lub zupełnie nowy produkt, który wielu osobom ułatwi lub uprzyjemni życie. Przecież przedsiębiorca nie może nikogo zmusić do tego, żeby kupił jego produkt. Może jedynie zaoferować go na rynku. Co więcej, w tym procesie ten człowiek tworzy nowe miejsca pracy. Zauważmy, że proces jego bogacenia się, nie powoduje zubażania innych. Wręcz odwrotnie. Oczywiście założeniem w powyższym przykładzie jest to, że bogaty działa uczciwie. Gdy tego nie robi, traci swe zaszczytne miano przedsiębiorcy, a staje się przestępcą.
Wyższe podatki dla bogatych są karą za produktywność i promocją bezproduktywności. Zamiast próbować wymyślić najlepszy sposób na opodatkowanie obywateli, politycy powinni ciąć wydatki rządowe, ponieważ sektor prywatny doskonale wie, jak we właściwy i efektywny sposób gospodarować własnymi pieniędzmi. Najlepszym sposobem, by pomóc biednym, bogatym zresztą też, jest pozwolić ludziom zachować swoje pieniądze i wydawać je zgodnie ze swymi preferencjami. Zakończmy mądrymi słowami Jean-Baptiste Say’a: „Najlepszym systemem finansów publicznych jest to, by wydawać najmniej jak to możliwe, a najlepszy podatek jest zawsze najlżejszy.”