Zabrałem się wreszcie do bardziej dokładnego przyjrzenia się „Planowi na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”, popularnie nazywanym „Planem Morawieckiego”, aby nie opierać się na szczątkowych informacjach i stereotypowym myśleniu. Informacji szukałem u źródła, czyli przygotowanej przez Ministerstwo Rozwoju 66-cio stronicowej prezentacji tego pomysłu. Zachęcam do przejrzenia tej prezentacji przed przystąpieniem do czytania artykułu, żebyśmy byli na „tej samej stronie” przy rozważaniu treści w niej zawartych. Jako, że prezentacja podzielona jest na 4 sekcje: diagnoza, cel, jak to zrobić oraz harmonogram i cele. Nasz artykuł również będzie podzielony w ten sposób, wyłączając z tego harmonogram, gdyż przedstawia on tylko kolejność wprowadzania poszczególnych rozwiązań.

Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju – Prezentacja

Diagnoza

Sekcja ta jest pozytywnie zaskakująca. Okazuje się, że rząd faktycznie widzi problemy z jakimi się borykają obywatele. Nie przyjmuje ślepo, że większe na tle UE wzrosty PKB w ostatnich latach oznaczają, że jesteśmy krainą płynącą mlekiem i miodem. Zauważa małą ilość inwestycji czynioną w gospodarce, a nawet dostrzega problem malejących oszczędności, co jest tego główną przyczyną. Słusznie również zauważa, że rozwój Polski oparł się na kapitale zagranicznym. Niesłusznie jednak uważa to za problem, bo żaden kapitał nie jest „zły”, o czym w dalszej części.
Dostrzeżony jest również problem fatalnej demografii. To prawda – demografia jest u nas fatalna i należy to dostrzegać.
Kolejną bardzo ważną diagnozą jest dostrzeżenie ogromu długu publicznego i chronicznego deficytu. Tak, to bardzo istotny problem, jednak można już z góry obawiać się rozwiązań, gdyż rząd wskazuje, że zaniedbania są zarówno po stronie wydatkowej jak i dochodowej. Tak jak prawdą jest to, że wydatki państwa są za duże, tak samo prawdą jest, że jego dochody również są za duże i uszczelnianie systemu podatkowego spowoduje większe efektywne opodatkowanie społeczeństwa. Nie uprzedzajmy jednak faktów, diagnoza „dług jest za duży” jest słuszna.
Następnym punktem, który może być szczególnie interesujący dla nas, jako jednostek, jest to, że płace rosną wolniej niż gospodarka, oraz fakt, że oszczędności w stosunku do PKB wcale się nie zwiększają. I tu przytoczę zdanie z raportu, pod którym sam mógłbym się podpisać:
„Polacy nie mają oszczędności zapewniających im bezpieczeństwo finansowe i zaspokajających potrzeby inwestycyjne polskiej gospodarki”.

Idąc dalej, możemy zauważyć jak wynagrodzenia rozkładają się w społeczeństwie, z czym nie ma co dyskutować, gdyż są to suche dane. Natkniemy się również na informację o tym, że największe ośrodki w Polsce generują najwyższy wzrost gospodarczy, co jest dość oczywiste.
Jednak nie mogę powstrzymać się tu przed komentarzem, że rolą państwa nie jest znoszenie różnic majątkowych, lecz zapewnienie równości wobec prawa i nie tworzenie barier dla jednych, kosztem drugich. Różnice same w sobie są czymś pozytywnym, jeśli wynikają z różnic w efektywności zaspokajania potrzeb konsumentów.

Jednym z najważniejszych slajdów w tej sekcji jest ten, zatytułowany: „Państwo nie stworzyło przedsiębiorcom warunków do wzrostu”. Oczywiście powinien on brzmieć „Państwo skutecznie przeszkadzało przedsiębiorcom we wzroście” ale pomijając ten fakt, diagnozy wymienione na tym slajdzie są dobre. Pominięto jednak kilka ważnych rzeczy, takich jak: wysokie opodatkowanie, wysokie koszty zatrudnienia i zbyt duża ilość wszelkich regulacji.

Cele

W tej sekcji opisana jest lista życzeń, z którą również nie sposób się nie zgodzić poza „niezależnością energetyczną”, która jest wyimaginowanym problemem. Nie można skutecznie zablokować dostaw energii do jakiegoś kraju. Najwyżej dany kraj będzie kupował tę energię przez pośrednika, czyli inne państwo, z którym nie jest w konflikcie. Być może nawet chęć zysku skonfliktowanego z nami państwa przeważy nad chęcią dopieczenia nam i dostawy energii nie zostaną wstrzymane.
Poza tym punktem oczywiście wszystkie cele są szczytne: uczciwe płace, oszczędności zamiast długów, przyjazne warunki dla rodzin (oczywiście jestem za przyjaznymi warunkami dla wszystkich), rzetelne wykształcenie, dobra opieka medyczna, stabilne finanse publiczne, sprawna armia gwarantująca bezpieczeństwo oraz dobrze zarządzane państwo (chociaż tu potrzebna jest definicja). Osobiście dodałbym jeszcze helikopter w każdym ogródku, no i oczywiście w związku z tym – ogródek dla każdego Możemy sobie pomarzyć, nic w tym złego. Co jest ważne, to jaki rząd ma pomysł, żeby to osiągnąć.

Jak to zrobić? (według rządu)

Rząd uznał, że aby osiągnąć wymienione wyżej cele, oraz poradzić sobie z problemami zawartymi w diagnozach należy oprzeć się na pięciu filarach rozwoju. Są nimi: reindustrializacja, rozwój innowacyjnych firm, kapitał dla rozwoju, ekspansja zagraniczna oraz rozwój społeczny i regionalny. Natomiast podstawą wszystkiego ma być sprawne państwo.

W takim razie po kolei:

1. Reindustrializacja

Sekcja zaczyna się od przerażającego tytułu „Koncentracja zasobów na branżach, w których Polska może uzyskać przewagi konkurencyjne”. Czemu przerażającego? Ponieważ rząd chce zarządzać alokacją zasobów w gospodarce. W naszym ostatnim filmie „Podatki i budżet państwa” mówiliśmy już o tym, że sektor prywatny zawsze lepiej alokuje kapitał niż sektor publiczny. Zastanawiające jest zatem SKĄD odciągnięte zostaną zasoby, które mają być skoncentrowane w tych branżach, KTO ma o tym decydować i na podstawie JAKICH przesłanek. Wydaje się na ten moment, że biurokrata uznał, że wszystkim nam będzie lepiej, jeśli przeznaczymy kapitał w takim celu, a nie innym. Ale dlaczego? Skąd pomysł, że jeden umysł lub nieliczne umysły, jeśli biurokratów było kilku, lepiej wie, co jest przyszłościowe i zyskowne, niż setki prywatnych posiadaczy kapitału, którzy mają osobisty interes w tym, żeby alokować go w najbardziej produktywny sposób? Pamiętajmy, że rząd nie ma własnych pieniędzy. Aby przeznaczyć pieniądze na jedną branżę, musi je zabrać z innej. Mieliśmy już gospodarkę, gdzie rząd decydował o tym, co będzie produkowane i w jakich ilościach (mowa tu o PRLu) i jak się to sprawdziło? To jest typowy przykład patrzenia na to co widać, a zapominania o tym, czego nie widać. Będziemy obserwować rozwój branży finansowanej przez rząd, ale nie zobaczymy innej branży, która mogłaby powstać i przynosić prawdopodobnie wyższe zyski, jednak nie powstała, bo kapitał został skierowany sztucznie gdzie indziej.

Dodatkowo, po całym lamencie na temat kapitału zagranicznego, który obserwowaliśmy w części o diagnozach, ukazuje nam się slajd zatytułowany: „Zapraszamy inwestorów zagranicznych”. To w końcu chcemy kapitału zagranicznego czy nie chcemy? W slajdzie tym opisane są metody zachęcenia kapitału zagranicznego do inwestycji w Polsce: granty na zatrudnienie, granty na inwestycyjne, zwolnienia z podatku dochodowego, zwolnienia z podatku od nieruchomości, wsparcie funduszy europejskich, granty na szkolenia. Czy dla polskich przedsiębiorców jest przewidziana taka sama pomoc? Nie, żebym był zwolennikiem grantów, ale udzielanie ich tylko wybranym tworzy sztuczne przewagi konkurencyjne. Jest to faworyzowanie jednych, kosztem drugich. Równość wobec prawa wymaga decyzji: granty dla wszystkich lub granty dla nikogo, przy czym osobiście opowiadam się bardzo mocno za tą drugą opcją.

2. Rozwój innowacyjnych firm

Punkt drugi wywołuje u mnie mieszane uczucia. Pojawiają się tu dawno niesłyszane pomysły poprawienia prawa, takie jak: likwidacja zbędnych koncesji i zezwoleń, zmniejszanie inflacji prawa, usuwanie absurdów prawnych oraz proste podatki – niższe koszty dla podatnika i fiskusa przy utrzymaniu poziomu wpływów do budżetu (skoro nie mogą być niższe, to chociaż niech będą prostsze).

Są też pomysły na usprawnienie instytucji: ochrona przed działającymi wstecz konsekwencjami zmian interpretacji, mniej obowiązków sprawozdawczych oraz prostsze i łatwiej dostępne formularze. To są z pewnością kroki w dobrą stronę. W mojej opinii niewystarczające, ale w dobrą stronę.

Natomiast w tym samym slajdzie napotykamy też mniej pozytywne pomysły takie jak:

– uproszczone formy prawne i zachęty finansowe dla startujących przedsiębiorców – dla przedsiębiorcy wystarczającą zachętą jest przyszły zysk. Nie należy zmniejszać mu tego zysku podatkami – to będzie najlepsza zachęta. Natomiast uproszczone formy prawne na start, sugerują, że w przyszłości będą „utrudnione” formy prawne, co nikogo nie zachęca, bo firmy nie zakłada się na rok.

– wzrost udziału MŚP w portfelu zamówień publicznych – sektor publiczny powinien kierować się ceną i jakością, jeśli musi już coś zamawiać, a nie interesem małych i średnich przedsiębiorstw. W efekcie podatnicy będą płacić za coś, co może nie być najlepsze i najtańsze, ale pochodzi od subsydiowanego sektora MŚP. Oczywiście jeśli MŚP produkuje coś lepiej i taniej, to wszystko w porządku. Problem pojawia się, gdy można kupić coś co jest lepsze i tańsze, ale wybiera się gorszy i droższy produkt w ramach „pomocy dla MŚP”

Co do innych podpunktów wymienionych w punkcie 2. podane jest dość mało szczegółów, więc powstrzymam się od oceny zarówno pozytywnej jak i negatywnej.

3. Kapitał dla rozwoju

Jak sama nazwa wskazuje, sekcja ta dotyczy źródła finansowania różnorakich inwestycji. Pomysłem realizacji tego celu jest na przykład to, że państwo da „impuls” do oszczędzania. Jak? Z tego co rozumiem z prezentacji, ma ustalić domyślne uczestnictwo w programach oszczędnościowych dla pracowników takich jak IKE. Na szczęście będzie możliwość rezygnacji z tego dziwnego pomysłu, bo któż przy zdrowych zmysłach chciałby, żeby jego pieniędzmi zarządzało państwo.

Kolejnym impulsem mają być programy akcjonariatu pracowniczego. Tu należy zadać parę pytań, na które odpowiedzi nie udzielono w prezentacji. Czy będzie to dobrowolne zarówno dla firm i pracowników? O jakie firmy chodzi – prywatne, państwowe, jedne i drugie? Czy pracownicy będą mogli sprzedać swoje akcje od razu, czy będą zmuszeni trzymać je kilka lat? W zależności od odpowiedzi na te pytania, może być to dobry pomysł lub uszczęśliwianie kogoś na siłę.

Pozostałe formy finansowania inwestycji to fundusze unijne, fundusze rozwojowe, nadpłynność banków (?) i różne instytucje międzynarodowe takie jak Bank Światowy oraz AIIB. Nowością jednak jest superfundusz nazwany Polskim Funduszem Rozwoju, który będzie odpowiedzialny za szereg różnych zadań. Będzie wspierał MŚP, eksport oraz innowacje. Będzie inwestował, promował gospodarkę i rozwijał infrastrukturę. Jednym słowem będzie robił wszystko to, do czego państwo nie powinno się mieszać. Według Ministerstwa Rozwoju, przesłankami do stworzenia tego funduszu są: konieczność sfinansowania projektów o kluczowym znaczeniu dla rozwoju Polski oraz pozyskiwanie kapitału na światowych rynkach. Chodzi o to, żeby zgromadzić dużo kapitału w jednym miejscu i przeznaczyć go na wymyślone przez państwo „projekty o kluczowym znaczeniu”. Może inaczej: odciągnąć jak najwięcej kapitału od jego bardziej produktywnego wykorzystania w innym miejscu i przeznaczyć go na projekty oznaczone przez biurokratów jako „kluczowe”.

4. Ekspansja zagraniczna

Tu wydaje się, że rola państwa ograniczy się do promocji polskich produktów za granicą oraz do prowadzenia dyplomacji ekonomicznej. Jeśli będzie opierało się to na znoszeniu barier i czynieniu handlu bardziej wolnym – może się przysłużyć eksporterom. Oby nie okazało się jednak, że pieniądze wydane na ten cel, przewyższą korzyści płynące z niego. Poza tym państwowe wsparcie dla jednej grupy społecznej (w tym wypadku eksporterów), może odbyć się kosztem innych grup – na przykład wszystkich nieeksportujących podatników, którzy będą musieli finansować misje handlowe oraz placówki.

5. Rozwój społeczny i regionalny

Oczywiście dobrze znamy już jeden z pomysłów rozwoju społecznego, a mianowicie „program 500+”, który opisywaliśmy już tutaj:

Jaki jest cel programu „500 zł na dziecko”?

Slajd nazwano: „Najlepsza inwestycja to inwestycja w dzieci”. Słucham? Najlepsza inwestycja to taka, która poprawia produktywność. Rozdawnictwo na dzieci, które od małego uczą się, że państwo da nam 500 zł, to regres gospodarczy i wychowywanie społeczeństwa pasożytów. Jeśli chcemy, żeby była to inwestycja, to nie zabierajmy rodzicom lwiej części ich pensji w postaci podatków i nie narzucajmy im przymusu do edukacji swoich dzieci w „jedyny słuszny sposób”. Najlepszą polityką prorodzinną jest to, żeby tata miał dobrą pracę, a mama czas na opiekę nad dziećmi. Nie odbieram tu kobietom prawa do pracy, chcę jedynie, aby rodziny miały możliwość odłożenia na tyle dużych oszczędności, aby rodzic mógł zająć się małym dzieckiem. Mama w oczywisty sposób lepiej zaopiekuje się małym dzieckiem niż opiekunka, więc powinna mieć taką możliwość, zamiast być zmuszona do tyrania od rana do wieczora, żeby tylko opłacić z mężem rachunki i kupić jedzenie.

Tym bardziej możemy czuć się nieswojo, czytając, że to jeszcze nie koniec polityki rozwoju społecznego, jako że na rok 2017 planowany jest kompleksowy program demograficzny. Ciekawe, że  jesteśmy już w 5 punkcie „Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”, a nie było w rozwiązaniach ani słowa, o poruszonym na początku, problemie długu, do którego 500+ wydatnie się dokłada.

Kolejnym slajdem jest edukacja, której nie będę omawiał w tym artykule, gdyż omówimy to zagadnienie obszernie w piątkowym filmie.

Przeskakując go dochodzimy do następnego zagadnienia, czyli nierówności w poszczególnych regionach Polski. Większość rozwiązań opiera się na subsydiowaniu mniejszych ośrodków przez większe. Mała produktywność tych niektórych regionów, wynika z małej ilości kapitału. Kapitału nie można wyczarować z kapelusza. Ludzie mogą go wypracować poprzez oszczędności i inwestycje. Żeby zrobili to szybciej, raczej niż później, należy pozwolić im zachować pieniądze, które wypracowują. Z oszczędności powstaną inwestycje. Już teraz nie ma przeciwskazań, aby inwestować w tych regionach. Dostępne są oszczędności tych bardziej produktywnych regionów Polski. Z jakiś jednak przyczyn inwestycje tam nie powstają, a zatem kapitał jest wykorzystywany bardziej produktywnie w innym miejscu. Dlaczego nie starcza go dla wszystkich regionów? Bo jest go za mało. Rozwiązaniem nie jest więc przesuwanie kapitału z bogatszych regionów do biedniejszych, lecz umożliwienie akumulacji kapitału, którego wystarczy dla wszystkich. Przy obfitości kapitału, inwestycje, być może bardziej ryzykowne lub mniej atrakcyjne w tym momencie, zaczną mieć sens. Duża ilość kapitału dostępnego do inwestycji w naturalny, a nie sztuczny, sposób obniża stopy procentowe. Nie da się osiągnąć dobrobytu na skróty, musi on być wypracowany.

6. Sprawne państwo

Następnie dochodzimy do slajdu „Inteligentne zamówienia publiczne będą sprzyjać rozwojowi gospodarki i rynku pracy”. Chodzi o to, jak rozumiem, że państwo będzie kupować, nie dlatego, że coś jest potrzebne, lecz dlatego, żeby pobudzić gospodarkę i tworzyć miejsca pracy. Po raz kolejny powtarzam – rząd nie ma własnych pieniędzy. Co chce kupować? Po co? Jaki cel ma to spełniać? Jak poprawi się nasz standard życia w wyniku tego zakupu? Jeśli nie zadaje się tych pytań, tylko zadaje się pytania o miejsca pracy oraz „jak to pobudzi gospodarkę?” to nie tędy droga. Gdy cel jest chybiony, to nawet przy najlepszych chęciach rząd będzie kupował niepotrzebne rzeczy za nasze pieniądze, które moglibyśmy wykorzystać o wiele lepiej.

Kolejnym etapem jest cyfryzacja, która pewnie ułatwiłaby nam życie, bo ma ona ograniczać nasze wizyty w urzędach. Wiesz co jeszcze bardziej ułatwiłoby nasze życie? Mniej urzędów i mniej biurokracji! Takie rozwiązanie nie jest jednak brane pod uwagę.

Dochodząc do następnego punktu, zmroziło mi krew w żyłach, gdy przeczytałem „Paperless Poland” oraz „Cashless Poland” co tłumaczy się na „zabierzemy ci resztki Twojej prywatności, bo gotówki i papieru nie możemy łatwo skontrolować”.

O! Wreszcie dochodzimy do wzmianki o długu publicznym. Najwyraźniej państwo nie ma sobie nic do zarzucenia. Wydatki są okej, o ile lekko poprawimy „efektywność operacyjną organów administracji” i będziemy trochę bardziej profesjonalnie kupować rzeczy za cudze pieniądze. „To na pewno rozwiąże problem” – myślą sobie biurokraci. Natomiast głównymi winowajcami deficytu są oczywiście podatnicy, którzy jakimś cudem unikają rabunku ze strony państwa. Do tego nie można dopuścić! Z tego powodu czytamy, że całego deficytu można się łatwo pozbyć dzięki lepszej skuteczności ściągania VATu. Tłumacząc z polskiego na nasze: rząd nie chce ciąć rozbuchanych wydatków rządowych, to według niego nie jest problem. Problem jest w tym, że obywatele, którzy uginają się już pod ciężarem podatków, płacą ich za mało.

PODSUMOWANIE

Mateusz_Morawiecki

wikipedia.org

Jak zwykle rząd widzi źdźbło w oku rynku, a w swoim nie dostrzega Marka Belki, który swoją polityką niskich stóp procentowych zniechęca do oszczędzania. Nie widzi też Pana Morawieckiego, którego zapędy, aby kontrolować każdy wycinek polskiej gospodarki przyniosą pewnie odwrotny do zamierzonego skutek. Nie widzi również całej masy regulacji, biurokracji i podatków, które nie pozwalają ciężko pracującym obywatelom na akumulację kapitału i inwestowanie w celu poprawienia swojej sytuacji. Nie, jak zwykle winny jest rynek. Próbuje się naprawiać rynek, który od dawna nie jest  wolny, lecz spętany wyżej wymienionymi podatkami, regulacjami i biurokracją. To tak, jakby człowiekowi cierpiącemu na alkoholizm zalecono, jako terapię, pić pół litra wódki dziennie. Rynek jest chory od nadmiaru rządu. Lekarstwem jest mniej rządu w gospodarce. Ów plan, opisany w niniejszym artykule to dalsza centralizacja, zamiast decentralizacji. Dalsze opodatkowywanie, zamiast redukcja obciążeń. Tak jak identyfikacja problemów była jeszcze do przyjęcia, tak większość rozwiązań nie daje nadziei na poprawę sytuacji.