Naucz się ekonomii w przyjemny i przystępny sposób!
9 087 odsłony

Patriotyzm konsumencki – co widać, a czego nie widać.

Nacjonaliści, protekcjoniści i „patrioci konsumenccy” głoszą hasła kupowania polskich produktów, nakładania ceł na produkty z zagranicy i opodatkowywania zagranicznego kapitału. Mówią, że zwiększy to popyt na nasze produkty, co pobudzi naszą gospodarkę i da miejsca pracy Polakom. Zwiększy to zatrudnienie i jednocześnie dobrobyt. Zarobione pieniądze zostaną wydane na kolejne produkty z Polski i takie koło będzie się toczyć.

Idąc tą logiką można by wywnioskować, że społeczeństwa tak postępujące powinny się bardzo szybko bogacić i stawać się potęgami gospodarczymi (z pewnością Korea Północna, która ma dość ostrą politykę zwalczania zagranicznych firm takową nie jest). Natomiast kraje otwarte na obcy kapitał i produkty z zagranicy powinny być uciskane i wyzyskiwane przez inne kraje (z pewnością Japonia, która odbudowała się po II Wojnie Światowej dzięki inwestycjom z USA takim krajem nie jest). Kolejnym przykładem państwa, w którym taka polityka się nie sprawdziła jest Rosja. Kraje UE nałożyły sankcje na ten ogromny kraj, a mimo to gospodarka nagle nie ruszyła. Polskie jabłka zostały zastąpione niedoborem jabłek. Co więc jest korzystne dla Rosjan? Bycie „zalewanym produktami z zagranicy” przez polskich sadowników czy brak bycia zalewanym i jednoczesny brak pożywienia?
W powyższym akapicie napisałem o niedoborze jabłek w Rosji. Może on być spowodowany zarówno przez całkowity zakaz sprowadzania dóbr z zagranicy jak i przez cła. O niedoborze była już mowa w odcinku o kontroli cen. Ale przecież państwo nakładając cła, działa w taki sam sposób, jakby ustalało cenę minimalną, ponieważ podnosi cenę produktu właśnie o ten podatek. Przyczyny nakładania ceł mogą być dwie. Albo rząd chce podwyższyć cenę na dobro z zagranicy, aby było mniej konkurencyjne albo chce zwiększyć środki w budżecie.

Czy gospodarka rzeczywiście jest pobudzana dzięki kupowaniu polskich produktów?

Załóżmy, że mamy dobro A, o takiej samej jakości z Polski za 15 zł i z Chin za 12 zł, oraz, że obaj kapitaliści odnoszą taki sam zysk z produktu, a jest to 2 zł.
Kupując produkt z Chin zyskujemy 3 zł i możemy je przeznaczyć na zakup czegoś innego np. na czekoladę, z czego wynika, że kupując zagraniczny produkt możemy sobie pozwolić na dodatkową czekoladę, a kupując polski, możemy sobie pozwolić jedynie na ten produkt. Co więc bardziej służy narodowi? Posiadanie dobra A i czekolady, czy posiadanie samego dobra A? Są to oczywiście tylko luźne przemyślenia na temat domniemanego „perpetuum mobile”, które napędza się dzięki patriotyzmowi konsumenckiemu. Żeby faktycznie stwierdzić czy rację mają obrońcy takiego rodzaju wydawania pieniędzy, trzeba wykonać proste równanie:

Cena produktu z Polski – cena produktu z zagranicy = X
(jest to kwota, jakiej konsument już nie wyda na inne dobra)
Od X należy odjąć: podatki, koszty pracy, ceny dóbr kapitałowych i surowców potrzebnych do wytworzenia produktu = Y
Od Y należy odjąć ilość pieniędzy wydanych na produkty z zagranicy z zysku producenta (jeśli okaże się, że nie jest on „patriotą” i nie wyda całego zysku na rodzime produkty) = Z

Zatem liczba Z jest właśnie tą kwotą, która „pobudzi” Polską gospodarkę. (Ewentualnie mogą to być także pieniądze wydane na surowce, koszty pracy itp., ale niekoniecznie muszą być to surowce z Polski) Tylko dlaczego słowo „pobudzi” zostało przeze mnie ujęte w cudzysłów? Ponieważ doszliśmy ponownie do tego, co widać.

Przejdźmy zatem do rozważań na temat tego, czego nie widać.

Nie widać, że dzięki tańszym produktom z zagranicy, można zaoszczędzone pieniądze zainwestować w dobra kapitałowe i wytwarzać tańsze dobra konsumpcyjne, dzięki czemu będzie można konkurować z zagranicznymi producentami, argumentując swój produkt jakością i ceną, a nie krajem pochodzenia. Gospodarka opiera się na przemyśle i usługach, a nie na handlu! Handel nie wytwarza żadnych dóbr, czy to materialnych, czy to niematerialnych. Handlowcy są jedynie pośrednikami między konsumentem, a przemysłowcem. Jest to bardzo pożyteczny dla społeczeństwa zawód, bo dzięki przedsiębiorcy, przemysłowiec może dłużej pracować przy wytwarzaniu swoich produktów, zamiast trudzić się sprzedażą tych produktów, jednak dobra nie są wytwarzane przez sprzedawców,  a właśnie przez przemysłowców. Kupowanie zagranicznych produktów też może pobudzić naszą gospodarkę, ponieważ producentowi z zagranicy płacimy w złotówkach. Jeśli obcokrajowiec dostanie zapłatę za swój produkt w złotówkach, będzie musiał ją wydać na polskie produkty, co oznacza, że wyjdziemy na tym „na plus”. (Nie oznacza to, że straci obcokrajowiec. Interesy zawsze są harmonijne i współgrają ze sobą.)
Protekcjoniści mogą wysunąć argument, że w takim razie powinniśmy pozwolić zagranicznym przedsiębiorcom sprzedawać nasze produkty, ale nałożyć cła na produkty rolników i przemysłowców z zagranicy.
I znowu jest tu element którego nie widać. Z różnych powodów konsument kupuje produkty z innych krajów. Może to być jakość, może to być cena, a może to być potrzeba posiadania dobra z zagranicy. Likwidując część zagranicznych produktów z rynku nie zachęcimy naszych rodaków do wytwarzania ich. Czy likwidując dostawy bananów, kokosów, herbaty i kawy sprawimy, że Polska stanie się potęgą w produkcji wymienionych produktów? Oczywiście, że nie! Uzasadnienie jest proste. Klimat w jakim leży Polska nie pozwala na rozwój w tych branżach. Z bardzo podobnych powodów, Polska nie będzie prowadzić w rankingach produkcji różnych innych dóbr. Przyczyna może tkwić w mentalności. Polacy mogą nie czuć się dobrze w pewnych branżach, mogą nie mieć nowoczesnych technologii, potrzebnych do wytwarzania tych dóbr, lub być sceptycznie nastawionymi do nich. Próbując pobudzić produkcję w tych branżach, dojdzie jedynie do zmarnowania kapitału. Dużo lepiej jest pozwolić działać wolnemu rynkowi. Dzięki temu inwestycje trafią tam, gdzie się nie zmarnują np. do stoczni, kopalni, czy na pola uprawne. W tych branżach Polska ma szanse się rozwijać. Nakładając cła na telefony komórkowe z zagranicy, czy inne branże, które są zbyt rozwinięte w innych krajach, nie sprawimy, że Polska zacznie górować  w tym przemyśle.
Jeśli chcemy kupować zagraniczne produkty musimy też coś produkować, aby zagraniczny producent był zainteresowany otrzymywaniem zapłaty w naszej walucie. Wymiana handlowa nie prowadzi do rujnowania gospodarki, a do rozwijania jej. Gdyby tak było kraje będące członkami strefy Schengen byłyby biedne i słabo rozwinięte. Nie jest tak z prostego powodu. Podział pracy i specjalizacja jest zawsze korzystna, tym bardziej jeśli rozszerzymy ją między narody. Jeden kraj produkuje jedzenie, drugi paliwa kopalniane, a trzeci samochody i telefony. Mieszkańcy tych krajów nie mają interesu w zaspokajaniu swoich potrzeb samemu. Dzięki specjalizacji produkty wykonane są lepiej i mniejszym nakładem pracy. Zyskuje więc konsument, a w efekcie naród, który jest przecież zbiorem jednostek.

Są 3 opcje w odniesieniu do jakości:
A) produkt z Polski jest lepszy od produktu z zagranicy
B) produkt z Polski jest równy produktowi z zagranicy
C) produkt z Polski jest gorszy od produktu z zagranicy

Oczywiście te wartości są subiektywne i dla jednego dany produkt może być dobry lub zły.
W przypadku A, kupienie polskiego produktu jest uzasadnione racjonalnie, w przypadku C jest to masochizm, natomiast w  przypadku B, kierując się zasadą wyboru polskich produktów, możemy wspomóc polską gospodarkę. Dlatego patriotyzm konsumencki powinien być racjonalny i być uargumentowany ceną i jakością produktu, a nie krajem pochodzenia. W przypadku gdy kupujemy zły produkt tylko dlatego, że kierujemy się zasadą patriotyzmu konsumenckiego, dajemy sygnał kapitaliście, że jego produkt jest dobry. Takie działanie ma charakter destruktywny i w dłuższej perspektywie jest szkodliwe dla gospodarki nie tylko naszego kraju, ale również gospodarki światowej.

2016-11-27T01:03:46+00:00 Luty 17th, 2016|Artykuły, Blog|
  • Paweł Krusinowski

    Ciekawy materiał. Pozdrawiam!

  • Tomasz Płókarz

    Podział między produkcją, handlem i usługami jest sztuczny i głupi. Co robi górnik? jedzie po węgiel windą i przywozi mi na powierzchnię. Co robi Biedronka? Jedzie po wino pociągiem do Portugalii i przywozi mi je na sąsiednią ulicę.

    • Piotr Masłowski

      Nie do końca.

      Produkcja to wydobywanie czegoś (węgla), zmienianie jednych dóbr w inne (konstrukcja krzeseł z drewna) itp.
      Usługi to robienie czegoś (ale nie produkowanie, ani konstruowanie)
      Handel to usługa która polega na kupieniu czegoś hurtowo a potem siedzeniu w sklepie i sprzedawaniu tego detalicznie.

      Dużo bardziej sztuczny jest rozdział między rolnictwem a przemysłem (w jednym i drugim się coś produkuje).

      • Tomasz Płókarz

        Podajesz różnice nie związane z ekonomią, a z zarządzaniem. Produkcja podkowy polega na podgrzaniu kawałka stali i przypierdoleniu w niego parę razy młotkiem.Jesli nieco innym młotkiem wyklepiesz komuś maskę po stłuczce, to będzie usługa blacharska. Sprzedaż detaliczna jabłka polega na wstawienie kartonu na stojak, a potem przeciągnięciu torebki przez kas i wagę. . Nie widzę różnicy ekonomicznej. Potrzebujesz zasobów ludzkich i kapitałowych, więc je nabywasz, a potem sprzedajesz na rynku swój pomysł na wykorzystanie zasobów. Dotyczy to zarówno biznesu kowalskiego, blacharskiego i handlowego.

        • Piotr Masłowski

          Ogólnie tak.
          Ale chyba przyznasz że nawet z ekonomicznego punktu widzenia jest różnica między produkcją i sprzedażą jakichś zasobów (po jakimś czasie węgiel ci się skończy), a udzielaniem jakiejś usługi (tutaj sprzedajesz swój czas (który się nie zużywa))

  • Piotr Matyjek

    Widzę że autor artykułu raczej nie wie na czym polega patriotyzm konsumencki i proces inwestycji, dlatego jego partykuł to 2/10. Nawet ostatni dziad z PRLu zdaje sobie sprawę że nowe technologie są drogie i żeby nas było na nie stać musimy mieć kasę, a żeby mieć kasę i inwestować w nowe technologie które pozwolą nam konkurować na coraz większych rynkach musimy mieć co? POPYT. Tak więc patriotyzm gospodarczy powoduje że dofinansowujemy NASZEGO RODZIMEGO przedsiębiorce do takiego samego poziomu jaki ma przedsiębiorca NIEMIECKI, ANGIELSKI, AMERYKAŃSKI. Czy tak ciężko to zrozumieć? Rozumiem że duża część osób jest ograniczona i zada teraz pytanie „Where is the point”. Ano point jest w tym że wzrost konkurencyjności naszych przedsiębiorstw powoduje że kapitał zaczyna powolutku spływać zza granicy, ach ten kochany eksport….. mnogość przedsiębiorców oraz wzrost kapitału powoduje wzrost wynagrodzeń, i tak wszyscy na tym zyskują

    Tak więc to czego autor nie zrozumiał to to że celem patriotyzmu konsumenckiego czy gospodarczego nie jest durne i bezsensowne dofinansowanie jakiegoś dziada który nie umie sobie poradzić normalnie na rynku, celem tym jest wzrost dobrobytu KAŻDEGO. Wuala – co widać a czego u autora nie widać.

    • Tomasz Płókarz

      Wystarczającą przewagą konkurencyjną dla naszych przedsiębiorców jest znajomość lokalnego konsumenta i niższe koszty transportu.

      A poza tym: kto dotował producentów Wiedźmina?

      • Piotr Matyjek

        Dotował się sam bo był to produkt ze świetnym pomysłem, swoją drogą głupi przykład bo Wiedźmin można powiedzieć nie ma substytutów. Jest oryginalnym dziełem sam w sobie, niepowtarzalnym jak każda inna gra komputerowa, a przy tak wysokim popycie na pewno wybitnie odmienna od innych. My natomiast poruszamy raczej kwestię dóbr które posiadają substytuty, bliższe bądź dalsze.

        Wstawka co do „lokalnej produkcjI” moim zdaniem bzdurna, chodzi o to żeby jak najwięcej sprzedać dlatego zwycięzcą na światowym rynku jest ten kto wyjdzie poza „lokalny” rynek i stanie się dominantem rynkowym na rynku globalnym.

    • Byvy

      Tylko, że każde „dofinansowanie rodzimego przedsiębiorcy”, kiedy korzystniej byłoby skorzystać z usług zagranicznego dzieje się kosztem innego rodzimego przedsiębiorcy

  • Piotr Kozielski

    „Jeśli obcokrajowiec dostanie zapłatę za swój produkt w złotówkach, będzie musiał ją wydać na polskie produkty” – dlaczego nie moze wymienic tych zlotowek na wlasna walute i wydac jej w swoim kraju?

    • Michał

      Czyli wyda te pieniądze w kantorze, który płaci podatki i pobiera prowizję.

      • Piotr Kozielski

        Ale zdecydowana wiekszosc tych pieniedzy wyplynie poza granice kraju. Nie jestem zwolennikiem protekcji, ale to zdanie wydalo mi sie bez sensu.

        • Bartłomiej Borek

          Albo wyda te pieniądze sam, czyli siłą rzeczy zasili polską gospodarkę, albo wymieni je w kantorze – wtedy tą kwotą zasili gospodarkę pracownik/właściciel kantoru

  • Łukasz Polowczyk

    Malutka uwaga, że handel to nie tylko pośrednik ale też REGULATOR CEN. Dzięki handlowi przewożone są produkty z miejsca gdzie tych produktów jest „za dużo” w miejsce gdzie jest ich „za mało” i wyrównuje to ceny.

    • Piotr Masłowski

      Producent też mógłby wozić towary z miejsca na miejsce, ale muszę przyznać, że pośrednicy są tutaj dużym ułatwieniem (które jest warte płacenia marży).

      • Łukasz Polowczyk

        No tak ale jeśli ktoś zna się na produkcji to lepiej żeby swój talent wykorzystywał na produkcję a nie na jeżdżenie samochodem. 🙂

        A tak właściwie to nie ma nic do rzeczy, handel jest regulatorem nawet jeśli producent handluje.

        • Piotr Masłowski

          No tak

  • Gość

    W obecnej patriotyzm konsumencki nie polega na tym że ja kupuję polski produkt tylko dlatego że jest polski a jest gorszy od zagranicznego. Chodzi oto że koszty produkcji w Polsce są tak wysokie że jeżeli mam dwa produkty polski i zagraniczny to pomimo mniejszej ceny wole kupić polski.
    Tak bez reklamy, ale polski Piotr i Paweł ma takie same produkty jak Biedronka a w Biedronce są one tańsze. Dlaczego? Bo Piotr i Paweł to firma odprowadzająca podatki w Polsce i ma gorzej. Więc jedyne jej atuty to to że jest polska i ewentualnie stoi w dobrym miejscu (to ważny czynnik).
    Po za tym jest przykład jednego państwa gdzie prowadzono mądrą politykę cła i izolacji. W XIX cła na towary przemysłowe z Europy były tam ogromne ponieważ ich przemysł nie był równie wykształcony jak w Europie. Gdy jednak przemysł ten się rozwinął cła stały się niepotrzebne a Stany Zjednoczone są dziś jednym z najpotężniejszych państw świata.

  • Barbara Stasiak

    1. „Cena produktu z Polski – cena produktu z zagranicy = X
    (jest to kwota, jakiej konsument już nie wyda na inne dobra)
    Od X należy odjąć: podatki, koszty pracy, ceny dóbr kapitałowych i surowców potrzebnych do wytworzenia produktu = Y
    Od
    Y należy odjąć ilość pieniędzy wydanych na produkty z zagranicy z zysku
    producenta (jeśli okaże się, że nie jest on „patriotą” i nie wyda
    całego zysku na rodzime produkty) = Z”———- nie bardzo rozumiem to 
    wyliczenie, wszelkie koszty zawarte są już w samej cenie produktu,
    dlaczego mamy je odejmować od różnicy cen?…. I robiąc ten rodzaj
    analizy zakładamy,że większość bierze udział w akcji, czyli producent
    też kupuje polskie wyroby. Więc nic nie odejmujemy.

    2. Kupowanie
    zagranicznych produktów też może pobudzić naszą gospodarkę, ponieważ
    producentowi z zagranicy płacimy w złotówkach.” —– rozumiem, że 
    artykuł mówi o stosowaniu tzw. niewymienialnego pieniądza lokalnego w 
    transakcjach zagranicznych, który jest pięknym celem – i wtedy to co
    napisał autor faktycznie ma sens. Dziś używamy walut wymienialnych i nie
    płacimy w złotówkach.

    3.A
    to juz kuriozum—————– „Polacy mogą nie czuć się dobrze w 
    pewnych branżach, mogą nie mieć nowoczesnych technologii, potrzebnych do
    wytwarzania tych dóbr, lub być sceptycznie nastawionymi do nich.
    Próbując pobudzić produkcję w tych branżach,
    dojdzie jedynie do zmarnowania kapitału. Dużo lepiej jest pozwolić
    działać wolnemu rynkowi. Dzięki temu inwestycje trafią tam, gdzie się
    nie zmarnują np. do stoczni, kopalni, czy na pola uprawne. W tych
    branżach Polska ma szanse się rozwijać. Nakładając cła na telefony
    komórkowe z zagranicy, czy inne branże, które są zbyt rozwinięte w 
    innych krajach, nie sprawimy, że Polska zacznie górować w tym
    przemyśle.”…………………..Tak myśląc kopmy tylko węgiel i sadźmy
    buraki, bo w tym jesteśmy dobrzy… Nikt nie mówi w akcji
    konsumenckiej, aby wprowadzać na cokolwiek cła, tylko, aby wybierać
    polskie produkty jeśli to możliwe. Bardzo dużo manipulacji w tym
    tekście………. i dalej :”Podział pracy i specjalizacja jest zawsze
    korzystna, tym bardziej jeśli rozszerzymy ją między narody. Jeden kraj
    produkuje jedzenie, drugi paliwa kopalniane, a trzeci samochody i 
    telefony. Mieszkańcy tych krajów nie mają interesu w zaspokajaniu swoich
    potrzeb samemu”——— to jawne nawoływanie, aby nie odbudowywać
    przemysłu, bo na dziś inni robią to lepiej i sugerowanie aby Polska była krajem trzeciego świata eksportującym
    surowce. Absurd .

  • Ela

    My mamy inną sytuacje niż np. Japonia i trochę inne czasy. Proponuję wycieczkę do Niemiec, zobaczcie ile tam marketów inne niż Niemieckie? Ile w tych marketach artykułów z poza Niemiec? Można ich lubić lub nie ale to mądry naród, bogaty naród. Nie mamy nawet jednej światowej marki a bez „StartUpu” danego od polaków nie mamy szans jej stworzyć. To firmy giganty zatrudniają i zarabiają najwięcej! Taka mała Szwecja, ma H&M, IKEA VOLVO – (już nie szwedzkie ale odpowiednio zabezpieczone) i wiele innych. W UE nie ma wolnego rynku! Duże koncerny są dotowane i ratowane przed upadkiem jak np: ALSTOM przez Areva, albo niemieckie stocznie! Dzisiejsze warunki są zupełnie inne a polskim stosunkowo małym firmom jest niezwykle ciężko konkurować z wielkimi koncernami. To polityka a nie wolny rynek o którym tak marzę… Niestety. Patriotyzm konsumencki to wielka szansa dla nas! Najlepsze zagraniczne firmy i tak przetrwają. Pozdrawiam!

    • Byvy

      Najlepszy start-up to nie przeszkadzać, zamiast „ratować”, zabierając tym, którzy mogli by właśnie najwięcej gospodarce dać. Poza tym sama ta redystrybucja jest BARDZO kosztowna. O wiele bardziej, niż się wydaje. Popatrz na podatki i biurokrację w Szwajcarii.

  • asfaf

    Myślałem że coś mądrego ale bełkot, co ma wspólnego patriotyzm konsumencki z sankcjami na Rosje ?