Zastanawiałem się ostatnio – jaki cel ma osiągnąć program „500 zł na dziecko”. Czy celem jest zwiększenie dzietności? Nie do końca, bo pieniądze nie mają być wypłacane tylko za „nowe” dziecko, lecz ogólnie na dzieci, nawet już te urodzone. Być może celem ma być oddanie części pieniędzy obywatelom? Niestety nie.

W tym celu najprościej by było obniżyć podatki i ciąć wydatki rządowe – o tym muszą wiedzieć nawet socjaliści. A już na pewno musi o tym wiedzieć minister finansów Paweł Szałamacha, który był ekspertem Centrum im. Adama Smitha oraz działaczem UPR. Wczoraj jednak mnie oświeciło, gdy ogłoszono nowy projekt budżetu na 2016 rok. Deficyt ma wynieść 54,7 mld zł w porównaniu z przewidywanym deficytem 49 – 50 mld zł w roku 2015. Oczywiście celem jest tzw. „helicopter drop” czyli bezpośrednie wtrzyknięcie nowej gotówki prosto w żyłę gospodarki. Przecież mamy ujemny wskaźnik CPI błędnie określany mianem „deflacji”. A cóż gorszego dla gospodarki – w umyśle Keynesistów – niż spadające ceny? Aby „ratować” nas przed tą „katastrofą” rząd wprowadził nową regułę wydatkową.

Jak donosi TVN BiŚ:

„Sejm zmienił regułę wydatkową. Znajdujący się w niej wskaźnik inflacji (CPI), wraz z korektą błędów jej prognoz, zostanie zastąpiony tzw. sztywnym celem inflacyjnym NBP w wysokości 2,5 proc. Za nowelą głosowało 232 posłów, przede wszystkim z PiS, przeciw było 206 posłów z klubów opozycyjnych, trzech się wstrzymało.”

Oznacza to, że należy wyemitować tyle nowych obligacji, żeby osiągnąć 2,5% „inflacji” i uzyskane w ten sposób pieniądze wtłoczyć w gospodarkę. Cała tajemnica „500 zł na dziecko” wyjaśniona. Witamy polskie luzowanie ilościowe.

Program „500 zł na dziecko” ma kosztować według szacunków około 16 mld zł. Z nowego podatku bankowego i od sieci wielkopowierzchniowych przewiduje się uzyskanie dodatkowych 7,5 mld zł. Reszta musi być pokryta zwiększonym deficytem.

dziecko2-minCzego możemy się więc spodziewać, gdy nagle mnóstwo ludzi otrzyma do ręki pieniądze na dzieci? Możemy liczyć na rosnące ceny. Co więcej, zyskają na tym Ci, którzy dostaną pieniądze na dziecko kosztem tych, którzy dzieci nie mają – lub mają jedno. Jak zwykle państwo udowodni nam, że nie ma możliwości kreowania bogactwa, a jedynie transferu bogactwa od jednych do drugich lub z przyszłości do teraźniejszości. I oczywiście jak zwykle prawie nikt tego nie zrozumie i nie zauważy. Po jakimś czasie ceny dostosują się do większej ilości gotówki i wszystko będzie droższe. Ucierpi na tym siła nabywcza naszych pieniędzy.

PO jest przeciwne dodatkowemu zwiększaniu deficytu, chociaż powinno ze wstydem siedzieć w kącie i żałować za ogromny wzrost długu za ich rządów. Jak zauważa Paweł Kukiz, już teraz każde dziecko rodzi się z długiem 82 tys. zł., a na to nie ma wpływu PiS (jeszcze).

Kolejne ekipy rządzące powiększają nasz dług i okradają nas z przyszłego dobrobytu. Dla dobra właśnie tych dzieci, których rzekomo ma się rodzić więcej, w wyniku tego programu, musimy sprzeciwiać się takiemu postępowaniu.