Naucz się ekonomii w przyjemny i przystępny sposób!
12 758 odsłony

Jaki jest cel programu „500 zł na dziecko”?

Zastanawiałem się ostatnio – jaki cel ma osiągnąć program „500 zł na dziecko”. Czy celem jest zwiększenie dzietności? Nie do końca, bo pieniądze nie mają być wypłacane tylko za „nowe” dziecko, lecz ogólnie na dzieci, nawet już te urodzone. Być może celem ma być oddanie części pieniędzy obywatelom? Niestety nie.

W tym celu najprościej by było obniżyć podatki i ciąć wydatki rządowe – o tym muszą wiedzieć nawet socjaliści. A już na pewno musi o tym wiedzieć minister finansów Paweł Szałamacha, który był ekspertem Centrum im. Adama Smitha oraz działaczem UPR. Wczoraj jednak mnie oświeciło, gdy ogłoszono nowy projekt budżetu na 2016 rok. Deficyt ma wynieść 54,7 mld zł w porównaniu z przewidywanym deficytem 49 – 50 mld zł w roku 2015. Oczywiście celem jest tzw. „helicopter drop” czyli bezpośrednie wtrzyknięcie nowej gotówki prosto w żyłę gospodarki. Przecież mamy ujemny wskaźnik CPI błędnie określany mianem „deflacji”. A cóż gorszego dla gospodarki – w umyśle Keynesistów – niż spadające ceny? Aby „ratować” nas przed tą „katastrofą” rząd wprowadził nową regułę wydatkową.

Jak donosi TVN BiŚ:

„Sejm zmienił regułę wydatkową. Znajdujący się w niej wskaźnik inflacji (CPI), wraz z korektą błędów jej prognoz, zostanie zastąpiony tzw. sztywnym celem inflacyjnym NBP w wysokości 2,5 proc. Za nowelą głosowało 232 posłów, przede wszystkim z PiS, przeciw było 206 posłów z klubów opozycyjnych, trzech się wstrzymało.”

Oznacza to, że należy wyemitować tyle nowych obligacji, żeby osiągnąć 2,5% „inflacji” i uzyskane w ten sposób pieniądze wtłoczyć w gospodarkę. Cała tajemnica „500 zł na dziecko” wyjaśniona. Witamy polskie luzowanie ilościowe.

Program „500 zł na dziecko” ma kosztować według szacunków około 16 mld zł. Z nowego podatku bankowego i od sieci wielkopowierzchniowych przewiduje się uzyskanie dodatkowych 7,5 mld zł. Reszta musi być pokryta zwiększonym deficytem.

dziecko2-minCzego możemy się więc spodziewać, gdy nagle mnóstwo ludzi otrzyma do ręki pieniądze na dzieci? Możemy liczyć na rosnące ceny. Co więcej, zyskają na tym Ci, którzy dostaną pieniądze na dziecko kosztem tych, którzy dzieci nie mają – lub mają jedno. Jak zwykle państwo udowodni nam, że nie ma możliwości kreowania bogactwa, a jedynie transferu bogactwa od jednych do drugich lub z przyszłości do teraźniejszości. I oczywiście jak zwykle prawie nikt tego nie zrozumie i nie zauważy. Po jakimś czasie ceny dostosują się do większej ilości gotówki i wszystko będzie droższe. Ucierpi na tym siła nabywcza naszych pieniędzy.

PO jest przeciwne dodatkowemu zwiększaniu deficytu, chociaż powinno ze wstydem siedzieć w kącie i żałować za ogromny wzrost długu za ich rządów. Jak zauważa Paweł Kukiz, już teraz każde dziecko rodzi się z długiem 82 tys. zł., a na to nie ma wpływu PiS (jeszcze).

Kolejne ekipy rządzące powiększają nasz dług i okradają nas z przyszłego dobrobytu. Dla dobra właśnie tych dzieci, których rzekomo ma się rodzić więcej, w wyniku tego programu, musimy sprzeciwiać się takiemu postępowaniu.

2016-11-27T01:03:47+00:00 Grudzień 30th, 2015|Artykuły, Blog|
  • Wolnościowiec

    Świetne materiały, przekazane w prosty i zwięzły sposób. Powodzenia w dalszym rozwijaniu strony jak i kanału na Youtube.

  • Damian

    Wszystko git, łatwo powiedzieć trudniej zrobić, bo niby jak mamy się temu sprzeciwić? Dopóki władzę ma większość nie wystarczy wyjść na ulice i drzeć morde, wiadomo, że zleją nas tak jak to się robi od ’45. Pytanie jak skutecznie możemy to zatrzymać?

    • Maciej Bereziński

      Tylko edukując wyborców. Nawet jeżeli jakiejś liberalnej partii przez przypadek uda się dojść do władzy, to można się spodziewać, że wyborcy pozbawieni tej podstawowej wiedzy wybiorą na kolejną kadencję PIS BIS. Wszystkie reformy zostaną cofnięte. Edukujmy ludzi, a reszta, mam nadzieję, przyjdzie sama.

      • Chyba teraz tylko nadzieja w edukacji, lub takim kryzysie, że ludzie już nie uwierzą politykom i bankierom w ani jedno słowo. Lepiej żeby zadziałała opcja nr 1

  • Dawid Kopeć

    Zgadzam się że program nie jest idealny ale uważam że akurat przeniesienie pieniędzy od podatnika do podatnika a nie od podatnika do banku lub innej instytucji finansowej nie jest takie złe biorąc jeszcze pod uwagę że ów obdarowany podatnik dał Państwu kolejnego podatnika i za to został nagrodzony. A dla rodzin które będą się łapać na 500zł od pierwszego dziecka będzie to oznaczało min 20% podwyżkę budżetu domowego. I choć ceny pójdą w górę to podejrzewam że nie będzie to więcej niż 20% a skoro tak to ta biedna rodzina będzie tak naprawdę bogatsza. Od razu mówię że choć mam 1 dziecko to nie łapię się na ten program. Mimo wszystko jestem jego zwolennikiem. W historii mieliśmy już wiele gorszych decyzji rządu i nie było wokół nich tyle zamieszania co wokół akurat tej decyzji która może i pozornie ale jednak daje tym najbiedniejszym. A jeśli chodzi o proponowane ulgi w podatkach czy w usługach to moim zdaniem te biedne rodziny nie wykorzystały by tego, natomiast te majętniejsze owszem. Ten program nie jest idealny ale jednak uważam że dobry.

    • Ok, masz prawo go popierać ale na nim stracisz. Ceny pójdą w górę na pewno, bo pieniądze są wpompowywane bezpośrednio w gospodarkę. To nie są pieniądze, które już istnieją, tylko pieniądze zapożyczone z przyszłości, które nie mają pokrycia w dobrach. Zatem ceny wzrosną i Ty, który nie kwalifikujesz się do programu będziesz musiał płacić drożej za wiele dóbr. Wniosek jest taki, że jedna grupa społeczna (z co najmniej dwójką dzieci) zyska, kosztem całej reszty. Takie są skutki rządowych programów. Nie zwiększają ogólnego bogactwa, tylko dają jednym kosztem drugich. Nie mówiąc o tym, że dług też nas będzie kosztować więcej od teraz, co przełoży się na wyższe opłaty. Już wprowadzana jest np 15 zł opłata abonamentowa płacona wraz z energią. Inne opłaty zapewne też będą wzrastać. Obciąży to szczególnie tych, którzy płacą za te durne programy a nie są ich beneficjentami.

      • Dawid Kopeć

        Nie wiem czy opłata abonamentowa wypływa wskutek programu 500+ czy nie było już wcześniej planu jej wprowadzenia, wiem natomiast że pieniądze które pójdą na program 500+ mogłyby być wykorzystane inaczej, podejrzewam że wolny rynek najlepiej by je wykorzystał. Natomiast mogę podać przykład kiedy w czasie kryzysu Niemcy dostali dofinansowanie na kupno nowych samochodów żeby pobudzić słabnący rynek motoryzacyjny. To też była ingerencja państwa w gospodarkę i to w dodatku było skierowane bezpośrednio w rynek samochodowy. Tylko jedna gałąź przemysłu zyskiwała bezpośrednio (pośrednio wiadomo że więcej). U nas natomiast mamy 500zł na rodzinę która nie ma przymusu wydawania tych pieniędzy na konkretny produkt więc pieniądze te będą rozłożone na większość rynku a nie tylko w rynku samochodowym. Na koniec chciałbym podać jeden przykład logiki wynagradzania rodzin wielodzietnych. Weźmy do naszego przykładu rodziny z dwóch państw Pawła z państwa X i Andrzeja z państwa Y. Obydwaj mają żony, tylko że dzieci ma jedynie Paweł. Ma tych dzieci 5 cioro. Nie wnikajmy w szczegóły dlaczego Andrzej nie ma dzieci. Chodzi o to że za około 50 lat kiedy oba małżeństwa będą się rozstawać z problemami tego świata to rodzina Pawła się nie skończy bo ma 5 dzieci – podatników (nie liczę ich dzieci itd) natomiast rodzina Andrzeja wygaśnie. I teraz mamy 1000 rodzin Pawła i 1000 rodzin Andrzeja. Z każdych rodzin Pawła jest 5000 nowych ludzi i podatników a z rodziny Andrzeja 0 podatników 0 podatków, 0 przychodów. Czyje Państwo będzie więc wzrastać Pawła czy Andrzeja? Dlatego kosztem nawet swoich pieniędzy jestem za tym żeby rodziny wielodzietne wspierać i motywować innych do tej wielodzietności, która jest teraz niestety niemodna. Przynajmniej choć raz będę się cieszył że moje pieniądze poszły na cel który uważam za dobry – Polskie rodziny wielodzietne.

        • Przynajmniej rozumiesz, że jest to koszt, który ponosisz. Mimo wszystko, bardziej uczciwa byłaby zbiórka na taki cel, wtedy decyzja należała by do obywatela, czy chce coś na ten cel przeznaczyć. Natomiast ja uważam, że najlepszą pomocą dla rodzin wielodzietnych jest to, żeby rodzice lub rodzic miał dobrą pracę, a tego nie osiągniemy redystrybucją i wysokimi podatkami, tylko oszczędnościami i inwestycjami jednostek.

          • Dawid Kopeć

            Tak by było najlepiej tylko ile byśmy musieli czekać na te poprawy. Ludzie chcą mieć tu i teraz więc Rząd im to daje. Czas pokaże czy była to zła decyzja czy dobra, a ja póki co zabieram się za kolejne artykuły na tym blogu bo naprawdę wciągnąłem się w lekturę o ekonomi którą tutaj w bardzo fajny sposób przedstawiacie. Jest jeszcze jedna rzecz, jeśli odnieść program 500+ do swojego osobistego budżetu to jest sposób żeby dobrze wyjść na tym programie – postarać się o dzieci. I ten sposób jest otwarty zarówno dla mnie jak i dla Was którzy tego bloga prowadzicie oraz dla każdego obywatela:) (no prawie dla każdego)

          • Boris

            Ja nie do końca się zgodzę z kolegą Dawidem. Po pierwsze, rzeczywiście to fajnie, że cieszysz się, że Twoje pieniądze pójdą ,,na cel, który uważasz za dobry”. Gdyby to były tylko Twoje pieniądze (ewentualnie pieniądze innych uważających ten cel za dobry, pasjonatów) to cieszyłbym się razem z Tobą. Niestety, ale ja też muszę się do tego dokładać, a cel na który mają iść te pieniądze za dobry nie uważam . Po drugie: przykład który podałeś (,,logiki wynagradzania rodzin wielodzietnych”) rodzin ,,Pawła i Andrzeja” bazuje na fałszywych przesłankach. Uważasz po prostu, że ten program rzeczywiście spowoduje zwiększenie dzietności i ,,rodzina Pawła będzie miała 5-cioro dzieci” jak mniemam, dzięki programowi 500+. Przecież to jest zupełny kosmos! Program 500+ ma tak naprawdę dwa zadania: z jednej strony podbicie inflacji, o czym pisze Prosta Ekonomia, a co zawsze uderza we wszystkich obywateli (co za tym idzie w polskie rodziny),oraz z drugiej strony, zbicie kapitału politycznego dla PiSu. Zadowolone będą te osoby, które dostaną kasę od państwa oraz ci, którzy nie dostaną, ale zaniepokojeni fatalną sytuacją demograficzną kraju, są gotowi z uśmiechem na ustach dorzucić się do projektu ,,zwiększenia dzietności” (na zasadzie: może i 500+ nie jest idealnym programem ale zawsze jest to krok w ,,dobrym kierunku”).

            Ja sam chętnie dorzuciłbym się do takiego programu, gdyby on realnie (a nie marketingowo) zmienił sytuację demograficzną w Polsce. Problem jest tylko taki, że cała Europa wymiera, a trudno znaleźć region świata, gdzie ,,wspieranie socjalne rodzin” byłoby bardziej rozbudowane niż w Europie. Taka państwowa redystrybucja dochodu, nigdzie nie zapewniła nawet prostej zastępowalności pokoleń, a co dopiero jakiejś zdrowej, prorozwojowej nadwyżki. Dodajmy, że pieniądze na zwiększenie dzietności na Zachodzie są dużo większe niż te 500+. PiS wymyśliło sobie, że my obywatele zrzucimy się po prostu na ich przyszłą kampanię wyborczą (ba! część osób będzie nawet z tego zadowolona). Jeśli chcemy rzeczywiście i realnie wesprzeć polskie rodziny, jeśli chcemy rzeczywiście zmienić fatalny trend demograficzny, to nie możemy oddawać naszych pieniędzy partiom politycznym, które za nasze pieniądze chcą realizować swoje utopijne pomysły. Musimy zdecydowanie postawić na wolny rynek, a o dzietność polskich rodzin nie będziemy musieli się martwić.

          • Jakub

            Super artykuł. Faktycznie wpompowanie pieniędzy w gospodarkę ma na celu pobudzenie inflacji oraz zwiększenie przychodów budżetu. Naiwnością jest myślenie, że rząd tworząc program 500+ robi to dla ludzi. Moim skromnym zdaniem stworzenie programu ma na celu wyciągnięcie z kieszeni podatników większej ilości pieniędzy ( podatek bankowy, podatek od supermarketów, opłata za telewizje w rachunku za prąd, aktywizacja policji na drogach,…) i na pewno nie wyciągną równych 16 mld tylko jest w tym jakaś prowizja w dłuższej perspektywie. Jak tak dalej pójdzie koszt życia wzrośnie niewspółmiernie do pieniędzy które otrzymujemy i na tym stracą najbiedniejsi. Ponadto poprzez zwiększenie deficytu obniżamy poziom życia naszych dzieci ( nie możemy o tym zapomnieć). Kupujemy coraz więcej na kredyt i dzieci też tak mamy wychowywać? Kroczenie drogą rozdawnictwa to stąpanie po kruchym lodzie