Naucz się ekonomii w przyjemny i przystępny sposób!
4 861 odsłony

Czy ilość pieniędzy musi rosnąć wraz ze wzrostem populacji?

Na naszej Facebook’owej grupie „Grupa Prosta Ekonomia” padło w sobotę ciekawe pytanie, zadane przez Pawła:

„Cześć. Pytanie – Czy podaż pieniądza nie powinna nadążać za wzrostem populacji? Co jeśli np. mamy standard złota i ilość pieniądza przybywającego w ciągu roku jest minimalna (jeśli już jest), a liczba ludności nagle osiąga taki poziom, że dochodzi do hipotetycznej sytuacji, w której ludzi jest 1000 razy więcej niż jednostek pieniężnych w obiegu. Jak wtedy by funkcjonowała gospodarka i w jakim kierunku by zmierzała?”

Jednak zanim przejdziemy do odpowiedzi na to pytanie, potrzebne jest pewne wprowadzenie.

Przede wszystkim, pieniądz służy do wymiany dóbr i jego wartość dostosowuje się do ich ilości. Bezpośrednio nie ma związku z ilością osób. Ilość złota, o którą oprzemy walutę jest do pewnego momentu bez znaczenia, dopóki nie natrafi na problemy natury praktycznej. Może się to wydawać dziwną tezą, ale pozwól mi rozwinąć.

Przyjmijmy, że mała społeczność rozbitków, wskutek zatonięcia statku, wylądowała na – dotychczas bezludnej – wyspie. Wyspa była zupełnie odcięta od reszty świata. W krótkim czasie rozbitkowie zorganizowali się i zajęli się pracą. Na początku dóbr mieli bardzo niewiele. Ich produktywność była na nędznym poziomie. Jednemu udawało się zebrać dziennie 3 kokosy, drugiemu urwać 5 bananów, trzeciemu złapać 2 ryby i tak dalej. Z czasem jednak nabrali wprawy i zaczęli gromadzić trochę więcej dóbr, niż było im potrzebne w celach osobistej konsumpcji. Do tej pory każdy zdobywał jedzenie tylko dla siebie. Teraz jednak, gdy ich produktywność nieco się poprawiła, chcieli zaangażować się w dobrowolną wymianę.

Jako, że do tej pory rozbitkowie żyli w cywilizowanym świecie, to mieli pojęcie o pieniądzu i nie chcieli stosować prymitywnego systemu barterowego, lecz przyjąć walutę, która ułatwiałaby im wymianę dóbr. Zaczęli przeszukiwać więc gorączkowo uratowane z katastrofy bagaże i znaleźli łącznie 10 uncji złota. Postanowili, że owe 10 uncji będzie im służyło jako środek wymiany. Wskutek wymiany na rynku wyłoniły się ceny. Okazało się jednak, że wciąż mają na tyle niewiele dóbr, że ich uncje złota są śmiesznie mało warte. Podczas gdy w cywilizowanym świecie uncja złota warta była około 5000 zł, więc można było za nią nabyć mnóstwo rzeczy, tak na wysepce można było za nią kupić jednego banana lub pół kokosa. Działo się tak dlatego, że dóbr w stosunku do złota było tak mało.

Czas mijał, a sprytni wyspiarze coraz bardziej specjalizowali się w swoich dziedzinach. Wymyślali i konstruowali rozmaite narzędzia, które ułatwiały i przyśpieszały ich pracę. Dóbr robiło się coraz więcej, a uncji jak było dziesięć, tak dalej zostało dziesięć. Niestety nic nie zapowiadało, aby mieszkańcy mieli w krótkim czasie opanować sztukę wydobycia złota.

Zaczęli rozmawiać między sobą: „Co my teraz zrobimy? Mamy coraz więcej dóbr, a pieniędzy nie przybywa. Kiedyś widziałem jak pan ekonomista w TV powiedział, że to źle, bo nastąpi deflacja i zaraz będziemy tu mieli niezły kryzys finansowy”. Jednak jeden z wyspiarzy dobrze znał Austriacką Szkołę Ekonomii (ASE). Uśmiechnął się pod nosem i ponieważ nie chciał się wdawać w dyskusje, bo jeszcze wyrzucono by go z wyspy na tratwie, powiedział tylko: „Słuchajcie. I tak nic z tym nie zrobimy, a biadolenie nic nie da. Będzie dobrze.”

Po tych słowach wszyscy wrócili do swoich zajęć i do normalnej wymiany. Po jakimś czasie okazało się, że ceny zaczęły spadać. Za tę samą uncję złota, za którą wcześniej mogli kupić jednego banana, teraz można było kupić 3 banany, rybę oraz garść jagód. Oczywiście kryzys nie nadszedł. Znawca ASE wiedział czemu tak jest i opowiadał innym:

„Wzrosła nasza produktywność, a ilość złota pozostała bez zmian. Więcej różnych produktów „konkuruje” o tę samą ilość pieniądza. To oznacza, że pieniądz staje się rzadszym dobrem w stosunku do innych dóbr, a więc jego wartość rośnie. Jednak, jako że liczymy wszystko w pieniądzu, to my odczuwamy to jako spadek cen. W zdrowiej gospodarce ceny powinny w ciągły sposób spadać i jest to dla nas nagroda za naszą pracę, oraz oznaka, że idziemy w dobrą stronę. Każda jednostka pieniądza ma teraz większą siłę nabywczą.”

Mijały kolejne lata, społeczność się rozrastała i rodziło się coraz więcej dzieci (kobiety też były na wyspie, a jakże, co to za wyspa bez kobiet). Wraz ze wzrostem populacji, powstawało coraz więcej dóbr. Wyspiarze musieli dzielić swoje monety na części. Całe szczęście, że złoto jest podzielne. To, co kiedyś można było kupić za jedną uncję, teraz można było nabyć za zaledwie 1 gram! To wciąż nie paraliżowało gospodarki w żaden sposób, a nawet miało pewne zalety, bo gram jest dużo lżejszy od uncji, więc łatwiej go było przenieść i schować. Po prostu siła nabywcza pieniądza, była tak duża, że już nie potrzeba było całej uncji, by kupić wszystko to, co było potrzebne do życia.

I tu dochodzimy do pytania zadanego przez Pawła. Możemy wyobrazić sobie sytuację, że z biegiem czasu populacja wyspy, a wraz z nią ilość dóbr, wzrosłaby jeszcze bardziej. Mimo, że zasada pozostałaby taka sama (po prostu coraz mniejszy kawałek złota wystarczałby do kupna tych samych produktów). To jednak w pewnym momencie mogłoby się to stać mało praktyczne. Okazałoby się, że złoto trzeba by było dzielić na maleńkie opiłki. Oczywiście każdy by te opiłki co chwilę gubił, a w piasku pewnie nigdy by ich nie odnalazł. Nieciekawa sytuacja.

Podobną sytuację mamy teraz z platyną. Moglibyśmy używać platyny w celach monetarnych, jednak przez jej niewielką ilość jest ona zbyt niepraktyczna, by oprzeć na niej cały system monetarny. Platynowe monety byłyby po prostu za małe, jeśli to platyna miałaby zostać pieniądzem. Jest jej około 15 razy mniej niż złota.

Należy jednak pamiętać, że problem dotyczy fizycznej postaci metalu. W standardzie złota moglibyśmy wpłacić do banku 1 gram złota, a potem elektronicznie przesyłać kontrahentom prawa własności do tego złota. Nie ma żadnych przeciwwskazań, by przesłać komuś prawo własności do 0,0002 gr złota np. za kubek kawy. Nie ma nawet problemu z posiadaniem karty płatniczej do konta, które ma pokrycie w złocie. Problem byłby jedynie z wypłaceniem tak małej ilości.

Pojawiają się również ciekawe wynalazki producentów złota. Można kupić listek 50 g złota i odłamywać z niego po 1 gramie przy dokonywaniu zakupów.

Gdybyśmy jednak w przyszłości uznali, że złoto przestało być praktyczne jako pieniądz, wówczas rynek będzie musiał wyłonić nowy, mniej rzadki, towar, który je zastąpi w pełnieniu funkcji pieniądza. Ciężko przewidzieć jaki konkretnie towar miałby to być, jednak na pewno będzie musiał posiadać podstawowe cechy pieniądza. Te cechy opisaliśmy już w filmie, który znajdziesz TUTAJ (http://prostaekonomia.pl/jakie-cechy-ma-pieniadz/)

 Pieniądz powinien być:

– wytrzymały – nie powinien się łatwo psuć lub niszczyć,
– zamienny – każda sztuka musi być identyczna i kupować tyle samo,
– przenośny – czyli niewielkich rozmiarów, żeby można było mieć go przy sobie,
– podzielny – aby umożliwić wydawanie reszty
– powinien przechowywać wartość w długim okresie – żeby nasze oszczędności były warte tyle samo nawet po wielu latach (tym samym jego ilość powinna być w miarę stała).

Natomiast odpowiedzią na ten problem nie jest dodruk pieniądza, bo tak jak początkowa ilość pieniądza na którym oprzemy system jest bez znaczenia (póki ta ilość jest praktyczna), tak późniejsze zmiany w jego podaży są niekorzystne, o czym pisaliśmy już wiele razy.

Jeśli uda Ci się wymyślić coś, co mogłoby zastąpić złoto w hipotetycznej sytuacji opisanej powyżej, napisz to w komentarzu. Do wygrania 5 punktów ekonomicznego respektu 🙂

2017-08-05T20:39:16+00:00 Kwiecień 13th, 2016|Artykuły, Blog|
  • ŚwMikołaj

    Może grafen ?

    • Piotr Masłowski

      Grafen jest związkiem chemicznym, co powoduje że można go zniszczyć albo wyprodukować więcej.

  • MuFFesPL

    Czy podaż złota nie rośnie? Przecież jest ciągle wydobywane. Dlaczego więc mimo zwiększania ilości złota nie traci ono na wartości?

    • Bo ilość dóbr i produktywność ludzka rośnie szybciej niż ilość złota. Złoto przybywa o około 1 – 1,5% rocznie w porównaniu do tego co jest już na powierzchni.

    • marcin009988

      Oglądnij gorączkę złota na discovery to zobaczysz jak się jarają kilkoma okruszkami po przekopaniu hektara ziemi na metr w głąb :v

  • Piotr Masłowski

    Może energia (w jakiejś bardzo odległej przyszłości)?

  • Kubix001

    Platyna, srebro, miedź, rubiny, czy inne szlachetne kamienie. W Akapie to kupiec ustala cenę na oko/wagę, gdyby chodziło o taki przypadek. Wszystko byłoby środkiem platniczym, gdyby sprzedawca się zgodził. Banknoty są jednak niezbędne, bo ułatwiają sprawę

  • Karol Granat

    Rum, słyszeli o inwestowaniu w alkohole? 🙂

  • Dawid Paprocki

    Dlaczego opierać się tylko na złocie? Zamiast płacić gramem złota, można płacić 20 gramami srebra (2/3 uncji srebra to już całkiem przyzwoita moneta – oczywiście przy założeniu iż ponownie złoto i srebro będą wymienne w stosunku w jakim znajdują się w skorupie ziemskiej). Dzisiaj też nie odrywamy z banknotu 200zł rogu aby zapłacić za kawę w sklepie ale używamy np monet. Zostawmy złoto w spokoju, dołóżmy do tego srebro (ewentualnie również platynę czy inny rzadki metal) i nie mamy problemu ani z ilością ani z pieniądzem który nie ma w niczym oparcia.

  • Michał Zwierzyński

    A może po prostu to co jest obecnie 🙂 Tak myślałem sobie, że gdyby teraz przestać drukować złotówki. To jej wartość by wzrastała wraz ze wzrostem dóbr. Gdyby dojść do momentu w którym za 1gr jest zbyt dużym nominałem i potrzeba mniejszych to co wtedy? Drukujemy takie same pieniądze, które są w obiegu psując siłę nabywczą, czy bijemy monety takie jak półgroszówka, ćwierćgroszówka zabierając równowartość tych monet z rynku?

    • fbWojtek Drozd

      Może innominacja?
      Zamiast denominacji mielibyśmy innominację czyli np. 1 stary złoty warty jest 10 000 nowych złotych.

  • Paweł Kom

    Nie wystarczy sam pieniądz fiducjarny i system rezerwy pełnej? Po co go opierać o jakiś kruszec czy inny materiał? Ważne aby ilość pieniądza była stała albo przyrastała w bardzo niewielkim stopniu.

  • Ania

    Czyli jesli wartosc pieniadza ma pozostac bez zmian, a populacja i PKB rosnie, wtedy nalezaloby dodrukowac pieniadze. Proponuje blockchain.