Dlaczego wolnościowiec powinien być zwolennikiem feminizmu, ale przeciwnikiem feministek?

„Jeśli tylko odrzucimy zasadę, że państwo nie powinno ingerować w żadnym przypadku dotyczącym trybu życia jednostki, skończymy na kontrolowaniu i ograniczaniu tego drugiego w najdrobniejszych szczegółach.” – Ludvig von Mises

Większość „korwinistów” atakuje feminizm ze względu na negatywne skutki dla wartości rodziny i niszczenie obecnych poglądów na temat roli kobiet w społeczeństwie. Czy jednak dla konserwatywnego liberała, czy też kogokolwiek nazywającego siebie wolnościowcem, największym zagrożeniem jakie niosą za sobą feministki, jest zagrożenie dla rodziny?
Feminizm wywodzi się z czasów, gdy kobiety nie miały praw wyborczych, miały zakaz uczestniczenia w życiu kulturalnym i publicznym. Rola feministek w walce o wolność, jest wielka, bowiem nikt nie powinien być uprzywilejowany ze względu na jego płeć. W wolnym społeczeństwie, obie płcie mają takie same prawa. O ile uprzywilejowane traktowanie kobiet jest kwestią indywidualną i każdy powinien to praktykować prywatnie, to w sferze publicznej kobiety powinny być traktowane z tej samej perspektywy co mężczyźni.
Dlaczego jednak obecne feministki nie są piewcami wolności, jak ich poprzedniczki?
Obecnie żadna płeć nie jest jakoś szczególnie faworyzowana w polskim prawie. O co więc walczą feministki? Kontynuując walkę o równość płci, idą dalej niż powinny i chcą wpływać na prywatne opinie ludzi, a co jest najgorsze – starają się do tego zadania wykorzystać państwowy aparat przemocy. Zamiast „sprzedawać ideę”, za pomocą rozumu, chcą ją wciskać, za pomocą „karabinu”.
Oto przykłady:

  1. Feministki chcą zrównania pensji mężczyzn i kobiet. Oczywiście ten rodzaj feministek niezbyt rozumie mechanizmy rynkowe i te kobiety nie rozumieją, że cena każdego produktu (również pracy) jest kształtowana według relacji popytu i podaży. Jeśli większy jest popyt na pracę mężczyzn, to pracodawcy będą skłonni zapłacić za ich pracę więcej. Ponieważ nie jest możliwe zwiększenie popytu na pracę kobiet, feministki próbują zrównać te pensje za pomocą ustawy.
  2. Chcą walczyć z „patriarchalnym społeczeństwem”. Oznacza to, że robią to, co najczęściej libertarianie zarzucają prawicy: ingerencja państwa w światopogląd obywateli. Chcą za pomocą państwowej edukacji, państwowej propagandy (telewizja, prasa), propagować swoje poglądy. Jest to ten przysłowiowy „karabin”. Jest to z pewnością antywolnościowe i nie ma nic wspólnego z równością płci.
  3. Feministki nie szanują prawa do własnej opinii. Mimo tego, że uznamy równość obu płci wobec prawa, każdy ma prawo myśleć, że jedna płeć wciąż jest lepsza, mądrzejsza, ładniejsza od drugiej. Feministki jednak chcą w to ingerować. Zabezpieczają się przed ułamkiem społeczeństwa, które nie przesiąknie ich propagandą, używając cenzury. Ograniczając wolność słowa, chcą karać za „niewłaściwe poglądy”.Jest to absurdem i świadczy o tym, że ta idea wymuszonej równości płci jest zła, skoro trzeba do niej używać aparatu represji.

Są to wskazówki jak i za co punktować feministki. Musimy pamiętać, że nie powinno nam zależeć na zwalczaniu feminizmu i zamykaniu ust feministkom, nawet jeśli nie poważamy ich poglądów. Nie należy także karać ludzi za ich prywatne opinie.  Krytykowanie feministek za walkę z dawnym porządkiem (ciężko powiedzieć, żeby obecny porządek był dla kobiet jakoś szczególnie niekorzystny) nie jest dobrym sposobem na zyskanie poparcia, którego środowiskom wolnościowym brakuje. Nie należy się skupiać na powodach reform i tym co kieruje nas do ich wprowadzania, ale właśnie na samych reformach i ich treści. Pomijając moją opinię na temat feministek, przeciwnicy tych poglądów, nie powinni bać się, że w sytuacji, gdy feminizm przestanie być zwalczany publicznie, nagle wszystkie kobiety porzucą swoje dawne role i będą chciały być na siłę „męskie”. Wolność obyczajowa nie związana z homoseksualizmem, czy feminizmem, jak wielu konserwatystom się wydaje. W wolnym społeczeństwie idea będzie weryfikowana, na podstawie logiczności jej założeń. Każdy przeciwnik feministek powinien bać się zwalczania ich przez państwo, ponieważ gdy wynik wyborów będzie inny, to feministki mogą wpajać propagandę za pomocą aparatu biurokratycznego. Wniosek jest prosty: zlikwidować państwo ze sfery życia prywatnego obywateli. Zakazać dofinansowania jakichkolwiek ruchów, czy partii politycznych, z pieniędzy podatnika. Rynek poglądów powinien działać na takich samych zasadach jak każdy inny – nie powinien być subsydiowany, koncesjonowany i żadne „podmioty gospodarcze” nie powinny być zwalczane. Każda interwencja w rynek poglądów, działa tak samo, jak interwencja w taki rynek, z jakim spotykamy się na co dzień – czyli gospodarkę.