Naucz się ekonomii w przyjemny i przystępny sposób!
21 676 odsłony

Co by było gdyby chleb wydawano na zasadach funkcjonowania opieki zdrowotnej w Polsce?

Były czasy, kiedy ludzie kupowali potrzebny im do życia chleb za pieniądze, jednak politycy uznali, że jest to ohydny proceder i jego dalsze trwanie jest niedopuszczalne, chleb należy się wszystkim, za darmo, w ilości i jakości – każdemu według potrzeb.

W sejmie przegłosowano ustawę o utworzeniu Powszechnego Ubezpieczenia Chlebowego (PUCh), z którego finansowany będzie Narodowy Fundusz Zaopatrzenia Chlebowego (NFZ-Ch), który zapewni ludziom bezpłatny dostęp do chleba.

Okres historyczny, kiedy chleb był dostępny tylko za pieniądze nazwano „Czasami Ciemnego Zacofania” (CCZ), a aktualne dzieje „Czasami Nowego Oświecenia” (CNO)

DEFINICJE

NFZ-Ch – Narodowy Fundusz Zaopatrzenia Chlebowego.
Świadzczenio-chlebo-biorca – dawniej klient
Świadzczenio-chlebo-dawca – dawniej sklep spożywczy, market, indywidualny sprzedawca.
POZ-Ch – Podstawowa opieka zaopatrzenia w chleb.
AOS-Ch – Autonomiczna opieka specjalistyczna zaopatrzenia w chleb.
SPZOZ-Ch –  Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zaopatrzeniowej Chlebo-biorców, czyli miejsca całodobowego pobytu świadczenio-chlebo-biorców połączone z konsumpcją chleba.
SOR-Ch – Stacjonarne oddziały ratowania chlebo-biorców
PRM-Ch – Państwowe ratownictwo mobilne w chleb
Sanatoryjne zaopatrzenie chlebowe
ZOL-Ch – Zakład obserwacyjny dla chlebo-ludzi
Kontraktowanie – zakup chleba z pieniędzy NFZ-Ch w celu „darmowego” jego wydania uprawnionym świadczenio-chlebo-biorcom – pojęcie szerzej omówione poniżej.

SOLIDARYZM SPOŁECZNY

Powszechne (i przymusowe) Ubezpieczenie Chlebowe oznacza, że wszyscy mają płacić składkę na NFZ-Ch. Prawo do korzystania ze wszystkich usług i w dowolnej ilości także mają wszyscy.
Jednak na drodze „przywilejów społecznych” ze składki są zwolnione (lub opłacane z budżetu państwa) pewne grupy społeczne, co w praktyce powoduje istotnie mały odsetek faktycznie płacących w stosunku do osób korzystających z całej puli zebranych pieniędzy.

STRUKTURA ORGANIZACYJNA PAŃSTWOWEGO ZAOPATRZENIA W CHLEB

NFZ-Ch mając pieniądze zebrane ze składki chlebowej kupuje za nie usługi u swoich podwykonawców dla świadczeniobiorców, którym usługi te wydawane są „za darmo”. System państwowej opieki chlebowej, czyli system podwykonawców NFZ-Ch, jest w swej strukturze podobny do piramidy zbudowanej z 3 pięter.
Pierwszym piętrem będącym podstawą tej piramidy jest POZ-Ch, który zajmuje się największą ilością świadczeniobiorców jednak zakres dostępnego chleba jest najmniejszy, a jakość podstawowa.
Drugie, bardziej specjalistyczne, piętro zajmuje AOS-Ch.
SPZOZ-Ch to trzecie i najwyższe piętro trójstopniowego systemu zaopatrzenia w chleb. Na tym „najwyższym” piętrze jest obsługiwanych wprawdzie najmniej chlebo-biorców, ale za to najbardziej wyszukane potrzeby chlebowe można znaleźć tylko tam.
Są też przybudówki systemu w postaci PRM-Ch, SOR-Ch, Sanatoryjne zaopatrzenie chlebowe i ZOL-Ch.

FINANSOWANIE JEDNOSTEK ORGANIZACYJNYCH SYSTEMU ZAOPATRZENIA W CHLEB

WERSJA OFICJALNA

POZ-Ch – (fee per capita) – tutaj finansowanie oparte jest o tzw. miesięczną stawkę kapitacyjną, czyli jednolitą ryczałtową stawkę na 1 osobę zapisaną do danego POZ-Ch. Im więcej osób zapisanych do danego POZ-Ch, tym większy przychód (nie dochód!) danego świadczeniodawcy.

AOS-Ch – (fee per service) – tutaj finansowanie oparte jest o tzw. JGP (Jednorodne Grupy Panów Chlebo-biorców), czyli każdy świadczeniobiorca jest „wyceniany”.

Przykładowo ten, który przychodzi po chleb jest „warty” 3,5 punktu, ten, kto po bułkę jest „warty” 7 punktów, a ten, kto po pakiet chleba i bułki – 10 punktów.

SPZOZ-Ch – finansowanie identyczne jak w AOS-Ch.

Finansowanie PRM-Ch, SOR-Ch, Sanatoryjnego zaopatrzenia chlebowego i ZOL-Ch nie będzie omawiane, gdyż ma nieco mniejsze znaczenie dla działania całego systemu a rozległość zagadnienia stanowi temat na oddzielny artykuł.

FINANSOWANIE JEDNOSTEK ORGANIZACYJNYCH SYSTEMU ZAOPATRZENIA W CHLEB

WERSJA RZECZYWISTA

POZ-Ch
Stawka kapitacyjna ma pewne swoje cechy, które mają gigantyczny wpływ na funkcjonowanie całego systemu opieki chlebowej.

1) Stawka jest jedna dla całego kraju. Jest nienegocjowalna, wyznaczana urzędowo, a nie według rynkowej wartości kupowanej usługi tzn. NFZ-Ch płaci POZ-Ch na zaopatrzenie w chleb 1 osoby miesięcznie określoną sumę pieniędzy. W praktyce ta stawka jest mniejsza niż kosztuje obywatela wywóz śmieci na 1 osobę, nawet w rejonach gdzie jest najtaniej.
Ponadto stawka, jest niezależna czy dany POZ-Ch pracuje dobrze czy kiepsko. Oznacza to, że w połączeniu z niską wartości zapłaty SYSTEM nie stymuluje do dobrej jakości i nie dyskryminuje za złą jakość chleba oraz obsługi tych, co po ten chleb przychodzą.

2) Stawka jest płacona niezależnie od tego czy świadczeniobiorca korzysta z usług POZ-Ch czy nie.
W takiej sytuacji oczywistym staje się, że świadczeniobiorca dla POZ-Ch jest to nic innego jak koszt. Jeden świadczeniobiorca to większy, a inny mniejszy, ale nadal koszt.
Jeśli NFZ-Ch płaci, niezależnie od tego czy świadczeniobiorca korzysta czy nie, to z ekonomicznego punktu widzenia najlepiej mieć przychody i pozbyć się „kosztów”, czyli…  przekierować świadczeniobiorców do innych, wyższych pięter systemu.
Owo przekierowanie kosztów w praktyce odbywa się na różne sposoby np. zwyczajne bezpośrednie skierowanie świadczeniobiorcy do AOS-Ch, SPZOZ-Ch oraz obniżanie jakości usług żeby świadczeniobiorcę zniechęcić do korzystania z usług POZ-Ch i aby od razu sam kierował się do AOS-Ch, SPZOZ-Ch.
Takie praktyki są oficjalnie przez polityków krytykowane a jako winny wskazywany personel POZ-Ch, rzadko kto dostrzega, że określone zachowanie ludzi jest podyktowane przez taki a nie inny system płatności za usługi.

3) Świadczeniobiorca nie płaci za usługi POZ-Ch, więc tworzy nadmierny, nieuzasadniony merytorycznie popyt na usługi POZ-Ch. W sytuacji stałej stawki kapitacyjnej obroną POZ-Ch przed nadmiernym popytem jest przekierowywanie części świadczeniobiorców do wyższych pięter systemu.

4) NFZ-Ch płaci tak samo i tyle samo za świadczeniobiorcę, który wiele lat nie korzystał z POZ-Ch (bo nie potrzebował, bo brał chleb z AOS-Ch itd.) i za tego, kto korzysta wielokrotnie w miesiącu. Ten, kto nie korzystał z POZ-Ch przez wiele lat, gdy już przyjdzie to nie może domagać się „więcej – bo nie korzystał”, pomimo że składkę na ubezpieczenie chlebowe płacił a ten, kto korzystał wielokrotnie (bez względu na to czy jest w grupie opłacających składkę) nie jest obciążany jakimiś dodatkowymi opłatami i może korzystać dalej ile chce.

5) Iluzoryczna jest możliwość świadczeniobiorcy do wolnego wyboru POZ-Ch, gdyż każda taka jednostka działa na takich samych zasadach kontraktowania NFZ-Ch, więc POZ-Ch prowadzi wobec świadczeniobiorców taką samą politykę.
Jeśli świadczeniobiorcy jeden POZ-Ch nie podoba się to zamiana na inny realnie nic nie wnosi.
I tak oto w „Czasach Ciemnego Zacofania” dostawca towarów i usług podnosił ich jakość, bo od ilości zadowolonych klientów zależało jego wynagrodzenie, a w „Czasach Nowego Oświecenia” im więcej klientów tym gorzej (tych chcących faktycznie skorzystać z usługi, a nie tych zapisanych u danego świadczeniodawcy), im gorsza jakość tym lepiej.

AOS-Ch i SPZOZ-Ch są finansowane za pośrednictwem kontraktowania według systemu JGP.

JGP = Jednorodne Grupy Panów Chlebo-biorców, jest to odpowiednik znanej w amerykańskiej opiece zdrowotnej DRG (diagnosis-related groups).

Łatwo zauważyć, że powyższy system oznacza nic innego jak urzędowe ustalenie ceny maksymalnej za jakieś dobro. Z ekonomii zaś wiadomo, że cena maksymalna zawsze wywołuje niedobór danej usługi lub towaru. Jak jest w rzeczywistości – każdy może się domyślić. Jak wspomniano wyżej, każdy świadczeniobiorca jest „wyceniany” na odpowiednią ilość punktów. NFZ-Ch przydziela w procesie kontraktowania danemu świadczeniodawcy limit punktów do realizacji, przykładowo 1000 pkt. Jeśli do świadczeniodawcy zgłasza się zbyt dużo chętnych lub po droższe produkty to świadczeniodawca zapisuje ich na następny miesiąc. Tak tworzy się kolejka oczekujących.

Ponadto same „jednorodne grupy…” nie są tak jednorodne jak nazwa sugeruje, jedne usługi są dla świadczeniodawcy opłacalne, inne wręcz przynoszące straty. Świadczeniodawcy chętnie realizują usługę w przypadku, gdy jest z niej zysk. Gdy zysku nie ma, na różne wymyślne sposoby utrudniają świadczeniobiorcy korzystanie z takiej usługi. W sytuacji stałego i znacznego nadmiaru chętnych w stosunku do ilości zakontraktowanych usług świadczeniodawca nie musi przejmować się niską jakością świadczonych usług. Zbulwersowany jakością świadczeniobiorca odchodząc od danego świadczeniodawcy nie stanowi informacji zwrotnej, bo na jego miejsce jest zawsze z 10 innych chętnych.
Kolejki oczekujących są niczym innym, jak tylko widocznym objawem niewydolności systemu zaopatrzenia w chleb.
Brak hamulca popytu dla świadczeniobiorców oraz sposób płatności za POZ-Ch, AOS-Ch i SPZOZ-Ch prowadzi do nieuzasadnionego obciążania systemu zaopatrzenia chlebowego i jego wtórnej niewydolności.
Ponadto AOS-Ch i SPZOZ-Ch „duszą” się przez narzucony z NFZ-Ch limit punktów do wypracowania.

KONTRAKTOWANIE JGP

W „Czasach Ciemnego Zacofania” pojedynczy obywatel kupujący pojedynczy chleb/usługę, gdy uzyskał go za niską cenę i był zadowolony z jakości kontynuował zakupy u tego samego sprzedawcy. Jeśli nie był zadowolony następnym razem wolał zapłacić więcej, ale za lepszy towar/usługę u innego sprzedawcy.

Sprzedawca oferujący dobry chleb w dobrej cenie cieszył się powodzeniem, bo od tego zależał zysk firmy, co często oznaczało jego lepsze wynagrodzenie. Jeśli ten sam sprzedawca obniżył jakość, podniósł cenę lub pojawili się inni oferujący lepszy produkt, wolny rynek bardzo szybko to weryfikował. Gorsi sprzedawcy i gorsze towary w sposób naturalny byli eliminowani z rynku, a klient otrzymywał zawsze optymalny jakościowo produkt w cenie i ilości, na jakie klienta stać.

W „Czasach Nowego Oświecenia” kontraktowanie przez NFZ-Ch tzw. świadczeń chlebowych dla świadczeniobiorców odbywa się według wielu ustawowo zdefiniowanych reguł np. prawo zamówień publicznych, ustawę o dyscyplinie finansów publicznych itd. Tutaj także przy zakupie, czyli kontraktowaniu, ważna jest cena i jakość towaru/usługi, ALE jednak to nie to samo, gdy obywatel kupuje za własne pieniądze usługę dla siebie.

Różnice przy zakupie przez obywatela i urzędnika wynikają m.in. z pytania jak ma urzędnik ocenić:
1) jakość,
2) ilość usług potrzebną obywatelom,
3) adekwatność ceny świadczonej usługi skoro kupuje ją nie dla siebie.

Urzędnicy posiłkują się przy rozstrzyganiu tego dylematu systemem punktowym, w którym za poszczególne kryteria przyznawane są punkty.
Oferent, który uzyska największą ilość punktów otrzymuje kontrakt.
W „Czasach Nowego Oświecenia” urzędnik NFZ-Ch, przy rozstrzyganiu komu przyznać kontrakt, zawsze wybierze najtańszego oferenta, gdyż obliguje go do tego ustawa o dyscyplinie finansów publicznych.
Ponadto NFZ-Ch kupuje w ilościach hurtowych przyznając kontrakt na 1-3 lata, więc nie ma możliwości „popróbowania” towaru u różnych świadczeniodawców i bieżącej modyfikacji ilości kupowanego towaru/usługi w sytuacji nieustannie zmieniającego się rynku możliwości świadczeniodawców, potrzeb świadczeniobiorców oraz ich różnorodności.

Ad 1) W kwestii najlepszej jakości to, co dla indywidualnego człowieka jest bezproblemowo wyczuwalne, wręcz intuicyjnie, dla urzędnika kupującego towar w hurtowych ilościach jest bardzo trudne do określenia. Zatem decydują czynniki, które dla samego świadczeniobiorcy są skrajnie mało przydatne np. podjazd dla wózków inwalidzkich o nachyleniu 5 stopni u jednego świadczeniodawcy jest lepszy niż ten, o ten nachyleniu 10 stopni u innego świadczeniodawcy, lub obecność jakiegoś urządzenia u jednego świadczeniodawcy, które może być przydatne u jednego na 10 000 świadczeniobiorców, jest wyżej punktowana niż brak takiego sprzętu u innego świadczeniodawcy. Bez znaczenia pozostaje to, co liczy się dla większości świadczeniobiorców. Wielu wolałoby wejść po bardziej stromych schodach, widzieć firanki w oknie zamiast eleganckich żaluzji, aby tylko dostać lepszy chleb, ale cóż urzędnik osobiście chleba nie próbuje, a jakieś kryteria decyzji mieć musi, więc wymyśla sobie kryteria jak wyżej opisane. W ten oto urzędowy sposób mierzy się „jakość” świadczeniodawców.
Ad 2) Z ilością jest prościej – determinuje ją ilość pieniędzy, jakimi dysponuje NFZ-Ch
Ad 3) Dla urzędnika cena najbardziej adekwatna = najniższa.

W efekcie kontrakt uzyskuje nie najlepszy sprzedawca z najlepszym chlebem a… najlepiej wpisujący się w specyfikację przetargową świadczeniodawca.

MONOPOL NFZ-Ch

NFZ-Ch jest już u podstawy skażony dwiema kardynalnymi patologiami:
– jest jedynym kupującym usługę wydania chleba dla świadczeniobiorców oraz
– sam ustala ile zapłaci za towar/usługę.

Oczywiście każdy kupujący chce kupić jak najtaniej. Ma to swoje konsekwencje.

  • Świadczeniodawca dostał kontrakt NFZ-Ch ponosząc znaczne koszty na spełnienie kryteriów kwalifikacyjnych i jednocześnie oferując najniższą cenę, więc dla świadczenia usług nie zatrudnia najlepszego fachowca, lecz najtańszego.
  • Świadczeniobiorca oczekuje najlepszego chleba, a świadczeniodawca wydaje mu najtańszy.
  • Świadczeniodawcy wiedząc, że nawet, gdy cieszą się dobrą opinią u świadczeniobiorców nie mogą zwiększyć swoich dochodów (bo pieniądz idzie za klientem tylko do wartości limitu kontraktu a chętnych jest wielokrotnie więcej niż jest zakontraktowanej usługi/towaru), więc nie wykazują chęci do oferowania lepszych usług, innowacyjności, inwestycji czy lepszej organizacji pracy (nawet tej bezkosztowej!).

ŻYCIE CODZIENNE ŚWIADCZENIOBIORCY

  • Skoro chleb jest „darmowy”, a świadczeniobiorcy nie mają ani motywacji do racjonalizacji konsumpcji chleba, ani hamulca np. finansowego, korzystają z „darmowej usługi” ile się da, jak najwięcej. Popyt przestaje być ograniczony środkami finansowymi (nota bene wymarzona sytuacja na wolnym rynku).  Nieograniczony popyt oznacza kolejki w POZ-Ch, AOS-Ch, SPZOZ-Ch.
  • Bez względu na to ile NFZ-Ch zakupi, zakontraktuje towaru/usługi popyt ZAWSZE jest większy, zawsze tworzy się KOLEJKA po chleb – coś, co nie występowało, gdy obywatel sam kupował i sam płacił.
  • Świadczeniodawca ma prawny obowiązek traktować wszystkich po równo. To bardzo często wywołuje uzasadnioną frustrację ludzi. Ci, którzy pracują i faktycznie płacą składkę na NFZ-Ch mają najmniejsze możliwości skorzystania z jego usług, bo mają najmniej czasu i często są zmuszeni dokupować chleb za swoje pieniądze. Ci, co nie płacą i mają najwięcej czasu korzystają najwięcej.
  • Świadczeniodawca mając taki, przykładowo, 3 letni kontrakt na wydanie 50 chlebów dziennie w sytuacji nieograniczonego popytu (np. 300 chętnych dziennie), nie musi martwić się o jakość chleba. Jeśli się komuś chleb nie podoba to na jego miejsce jest 10 innych chętnych z kolejki. Co ciekawe, wielu świadczeniobiorców wyrobiło sobie także mentalność – „nieważne, że kiepsko, ważne, że za darmo”. Tacy ludzie zapewniają nawet najgorszym chlebo-dawcom, że ci zawsze „wyrobią” kontrakt, co skutkuje bezcelowym wydawaniem pieniędzy przez płatnika publicznego i niedoborem chleba u wielu innych głodnych.
  • Świadczeniobiorca ma tylko pozorny wybór pomiędzy świadczeniodawcami, ponieważ oni wszyscy, gdy mają kontrakt, prowadzą taką samą politykę.

KRYTYKA NFZ-Ch

Według niektórych NFZ-Ch jest zalegalizowaną państwową instytucją przestępczą, inni uważają, że jest tylko narzędziem i zakładnikiem Powszechnego Ubezpieczenia Chlebowego i regulacji prawnych jak wspomniane prawo zamówień publicznych czy ustawa o dyscyplinie finansów publicznych.
Wszak NFZ-Ch tyle, ile zbierze ze składek, tyle wydaje na zakup chleba dla świadczeniobiorców i stara się czynić to racjonalnie. A zupełnie inną sprawą jest, że NFZ-CH nie jest i nigdy nie będzie w stanie zaspokoić nieograniczonego niczym popytu, a także ma marne narzędzia do oceny zapotrzebowania ilościowego i jakościowego potrzeb świadczeniobiorców.

UBEZPIECZENIE CHLEBOWE

Ideą ubezpieczenia w szerokim tego słowa znaczeniu jest zabezpieczenie jednostki (człowieka/instytucji) przed katastrofą, którą można umownie zdefiniować jako: nagłe i niespodziewane, duże zdarzenie finansowe.
Rodzaj ubezpieczenia, czy dotyczy domu, samochodu, życia czy usług zdrowotnych (czy też chleba) ma znaczenie drugorzędne.
Proces zwyrodnienia ubezpieczenia zachodzi, gdy ubezpieczeniu przestają podlegać „katastrofy” a zaczyna podlegać wszystko.

Skutków jest wiele, oto przykładowe:

  • Dla ubezpieczającego się: jeśli ubezpieczone jest wszystko, czyli także zdarzenia drobne, to brak jest motywacji do racjonalizacji postępowania w załatwieniu tych drobnych spraw we własnym zakresie. Kształtowana jest u ubezpieczonego postawa wyuczonej bezradności, czyli postawa oczekiwania, że „moje sprawy załatwi powołana do tego instytucja”, a wtórnie postawa roszczeniowości, gdyż zwykle oczekiwania rozmijają się z realiami.
  • Dla ubezpieczającego się: jeśli ubezpieczenie finansuje „wszystko” to koszty, które ostatecznie i tak ponosi ubezpieczający się, są bardzo wysokie. Finansowane są rzeczy mało istotne. Takie, których finansowania ubezpieczony nie podjąłby się, gdyby musiał je opłacić z własnych pieniędzy, nawet gdyby je miał (nie każdy ma ochotę dobrowolnie finansować Sanatoryjne Zaopatrzenie Chlebowe).
  • Dla systemu ubezpieczeniowego: jeśli zajmuje się „wszystkim” to zdarzenia najważniejsze gubią się w całej masie wszystkich spraw. Każde zdarzenie jest jednakowo ważne, tak zdarzenia „katastrofalne” jak i zwykłe drobne sprawy – idealny przykład to działanie SOR-Ch.
  • Ponadto taki system ubezpieczeniowy jest mocno rozbudowany w administracje, procedury, lokale, jest miejscem do politycznych nominacji na stanowiska (często synekury). Decyzje są podejmowane krótkowzrocznie, bo w aspekcie doraźnego celu politycznego, jednej kadencji.
  • Oczywiście ostatecznym fundatorem tych wszystkich kosztownych spraw jest obywatel.

W czasach „Nowego Oświecenia” NFZ-Ch działa w oparciu o powszechne ubezpieczenie chlebowe. Jak twierdzą politycy prawie każdej partii, a na pewno wszystkich rządzących, ubezpieczenie obejmuje wszystko, oczywiście dla dobra świadczeniobiorców.

JAKI WPŁYW NA UDZIELANIE ŚWIADCZEŃ MA STRUKTURA WŁAŚCICIELSKA

Tutaj największe znaczenie ma to w segmencie SPZOZ-Ch
Organem założycielskim, czyli właścicielem większości SPZOZ-Ch jest Minister Chleba, Minister Obrony Narodowej, Minister Spraw Wewnętrznych, Wojewoda, Starosta, czyli „właścicielem” jest polityk.
Wtórnie do tego dyrektorem w konkretnych placówkach jest… polityk.
Czy dyrektor SPZOZ-Ch  (z nadania politycznego) odmówi podpisania niekorzystnego dla swojej placówki kontraktu proponowanego przez monopolistę NFZ-Ch?Oczywiście, że nie, bo na jego miejsce przyjdzie następny człowiek, który ten kontrakt podpisze.Czy właściciel prywatnego SPZOZ-Ch może pozwolić sobie na przynoszący mu stratę niekorzystny kontrakt z NFZ-Ch?
Skutkiem podpisywania niekorzystnych kontraktów z NFZ-Ch w „państwowych” placówkach jest ich wieczne zadłużanie się, wieczne braki sprzętowe i strukturalne oraz zła organizacja pracy. Konsekwencję tego ponosi zawsze ostateczny odbiorca towaru lub usługi.
Inaczej jest w prywatnych placówkach, tam właściciel nie może sobie pozwolić na podpisanie nierentownego kontraktu. Te świadczenia, które przynoszą zysk (bezmyślnie deprecjonowany społecznie) są przez placówkę rozwijane, zarówno w kontekście ilościowym jak i jakościowym, ostatecznie wygrywa także końcowy odbiorca towaru lub usługi.

KRYTYKA SPRYWATYZOWANEGO ZAOPATRZENIA

Wielu polityków publicznie głosi, że przyczyną problemów z opieką chlebową na poziomie AOS-Ch i POZ-Ch jest jej „prywatyzacja” a remedium może stanowić jedynie jej ”odprywatyzowanie”. Opinia publiczna bardzo chętnie przyjmuje takie tłumaczenia, nie wnikając w istotę sprawy.
A jaki jest stan faktyczny?
NFZ-Ch przyznaje kontrakty placówkom o różnej strukturze właścicielskiej, wszystkie jednak muszą spełniać takie same wymogi, przyjmują świadczeniobiorców według takich samych zasad kolejki oczekujących oraz żadna z placówek nie pobiera opłat od świadczeniobiorców.
O czasie oczekiwania na realizację świadczenia decyduje ilość zakontraktowanych świadczeń i ilość chętnych na te świadczenia. Oczywiście istnieją pewne różnice między placówkami, które wynikają z jakości zarządzania, ale są to rzeczy o mniejszej istotności.
Populistyczne „zabranie” kontraktu prywatnym placówkom i przekazanie go tym państwowym dla świadczeniobiorcy nie ma większego znaczenia, nie zwiększa i nie zmniejsza ilości dostępnych usług.

ROLA MINISTRA CHLEBA, CZYLI „CO WIDAĆ I CZEGO NIE WIDAĆ”

Niewydolność systemu zaopatrzenia chlebowego dostrzegalna jest łatwo przez każdego. Politycy i zwykli obywatele prześcigają się w pomysłach na kolejną reformę systemu. Tymczasem część przyczyn leży daleko poza jurysdykcją ministra chleba, to jest w:
– ZUS
– Systemie podatkowym
– Opiece społecznej
– Oświacie

Wadliwe funkcjonowanie powyższych nie jest tak łatwo dostrzegalne, gdyż problemy są przerzucane do i tak niewydolnego systemu zaopatrzenia chlebowego. Sama tylko reforma systemu zaopatrzenia chlebowego bez naprawy innych wyżej wymienionych jest niewystarczająca. Szczegółowe opisanie mechanizmów, które tworzą cały łańcuch przyczynowo-skutkowy jest dość obszerne i stanowi temat na inny artykuł. Ponadto należy dodać, że sam Minister Chleba z powodów politycznych jest tylko administratorem systemu a nie jego decydentem. Minister nie decyduje o ilości środków wchodzących do systemu jak i wychodzących (koszyk świadczeń gwarantowanych). Minister może tylko przysłowiowo mieszać w szklance herbaty raz w lewo, raz w prawo i wmawiać obywatelom – wyborcom, że od tego herbata staje się słodsza.

„DOBRA ZMIANA”

Polityków wszystkich opcji, wbrew publicznym deklaracjom, nie interesuje opieka chlebowa. Interesuje natomiast głos wyborców, więc zmuszeni naciskiem suwerena podejmują kolejną reformę opieki chlebowej. Nadchodząca reforma spowoduje nieaktualność wyżej opisanej struktury opieki chlebowej i mechanizmów nią rządzących. Reformatorzy zamierzają zlikwidować kolejki do AOS-Ch poprzez… likwidację AOS-Ch. Równie ciekawie ma wyglądać reforma SPZOZ-Ch. W jednostkach tych dotychczas finansowanych w oparciu o JGP wiele spraw budziło kontrowersje. Pomimo tego pieniądze były płacone dopiero po wykonaniu usługi oraz do wartości limitu kontraktu. Po nowemu SPZOZ-Ch ma otrzymać pulę pieniędzy (tzw. budżet) i ma sobie zaopatrywać tylu świadczeniobiorców ilu chce, czyli jak się tak zastanowić to świadczeniobiorca stanie się już zupełnie niepotrzebny skoro pieniądze płacą z góry i bez uzależnienia od ilości świadczeń. Wszystkie powyższe działania są receptą kolejnych polityków na największą zmorę państwowego zaopatrzenia chlebowego, czyli kolejki. No cóż, leczenie łupieżu gilotyną jest niewątpliwie skuteczne.

WNIOSKI

W sejmie można uchwalić każde prawo, nawet najbardziej oderwane od rzeczywistości np. obligujące system opieki chlebowej do funkcjonowania wbrew elementarnym zasadom ekonomii. Problem w tym, że rzeczywistość ustaw sejmowych nie czyta. Czy to się komuś podoba czy nie, prawa ekonomii obowiązują nadal wraz ze swoimi konsekwencjami. Gdy zaczęto rozdawać chleb za darmo to wielu ludzi zaczęło głodować, czyli socjalizacja zaopatrzenia ludności w chleb oznacza gorszą dostępność, gorszą organizację struktury i cenę znacznie wyższą, niż gdy trzeba było za niego płacić z własnej kieszeni. Warto zauważyć jak bardzo system zaopatrzenia chlebowego wpływa na zachowania ludzi, zarówno tych chcących z niego skorzystać jak i tych w nim pracujących. Prawdziwym celem świadczeniobiorców jest dobry chleb, a świadczeniodawców spokojna i dająca satysfakcję praca. W stworzonej przez system zaopatrzenia chlebowego rzeczywistości ci pierwsi są zbulwersowani ogromnymi problemami z dostępnością i niską jakością chleba a drudzy sfrustrowani własną pracą. Obie strony wytykają sobie wzajemnie złe postępowanie, tylko nikt nie zadaje pytania dlaczego ludzie tak postępują a nie inaczej i w czyim to jest interesie. Otóż w interesie wszystkich polityków jest, aby obywatel nie zorientował się w powyższych, gdyż wtedy problemy z chlebem by się skończyły tak jak potrzeba istnienia polityków i kolejnych reform oraz setek niepotrzebnych urzędniczych etatów. System sam by się regulował. Tak jak to było w „Czasach Ciemnego Zacofania”.

Autor: ZB – autor jest zawodowo związany ze służbą zdrowia.

2017-05-03T18:04:31+00:00 Marzec 29th, 2017|Artykuły, Blog|
  • Mniejszeodtrzy

    Na normalny biały lub razowy chleb czeka się kilka miesięcy, na taki bez glutenu po kilka lat.

    • alavar

      Na wolnym rynku bezglutenowego nie pieką bo się nie opłaca.
      Zresztą teraz też się nie opłaca, skoro na niektóre choroby zapada kilka-kilkanaście osób i wcale nie muszą być bogate.

  • alavar

    „Gdy zaczęto rozdawać chleb za darmo to wielu ludzi zaczęło głodować”

    Chyba trudno o większe przekłamanie. Lub niewiedzę.

    Pierwsze kasy chorych powstały ponad 100lat temu. I zgadnijcie jak było przed „socjalizacją chleba”?

    Tak – dzieci umierające na odrę, dorośli umierający na choroby które dzisiaj nie zabijają. I nie chodzi nawet o postęp medyczny ale o dostępność leków i porady medycznej.

    Cały artykuł jest wyśmianiem publicznej służby zdrowia. A na czym się opiera? Na przypuszczeniu, że prywatne będzie lepsze. Przypuszczeniu popartym tylko ideologią i myśleniem życzeniowym.

    • Przypuszczenie, że państwowe lepiej działa jest poparte tylko ideologią i myśleniem życzeniowym.
      pikio.pl/makabra-w-polskich-szpitalach-lekarze-zamiast-leczyc-ucinaja-polakom-nogi/

    • Wojciech Nadurski

      „Tak – dzieci umierające na odrę, dorośli umierający na choroby które dzisiaj nie zabijają.”

      Jesteś pewny, że zmniejszenie umieralności to zasługa „kas chorych”, a nie postępu technologicznego?

    • rrr

      > I nie chodzi nawet o postęp medyczny

      Nie, skądże :v

      A dostępność leków jest akurat ograniczana przez państwowe regulacje i procedury tak jak te narzucane w USA przez FDA, które powodują wieloletnie opóźnienie i utrudniają dobrowolny wybór pacjentom w trudnej sytuacji, jeśli nie do końca przetestowany lek (może za dekadę?) jest potrzebny na gwałt, bo wszystko inne zawiodło:

      https://fee.org/articles/trumps-fda-pick-should-give-patients-the-freedom-to-choose/

  • Sebastian Sługocki

    Genialny artykuł, idealnie przedstawia problemy związane z NFZ i aż ciarki po plecach przechodzą gdy człowiek pomyśli że ktoś mógłby spróbować zrealizować taki chory pomysł na utworzenie NFZ CH zajmującego się chlebem. Dzisiaj idę do sklepu, kupuję chleb i czekam w kolejce 2 minuty, gdy idę prywatnie do lekarza to czekam w kolejce 2 dni, natomiast ten sam specjalista, ba Ten sam człowiek na państwowym etacie przyjąłby mnie dopiero za 30 dni, bo taka jest kolejka w NFZ i bardzo się cieszę że pan doktor dorabia sobie prywatnie bo można z jego usług skorzystać o wiele szybciej. Panie Alavar, proszę się obudzić z krainy wiecznej szczęśliwości socjalistycznego raju, bo wykazuje się pan niewiedzą i przekłamaniem. Stwierdzenie iż gdyby zaczęto rozdawać dany towar za darmo to natychmiast by go zabrakło jest jak najbardziej prawdziwe, pierwszy przykład PRL, wtedy wszystkiego w sklepach brakowało, ponieważ liczył się państwowy przydział zamiast ekonomii, drugi przykład, w dniu obecnym, Wenezuela w której wszystkie towary są dotowane przez państwo, w efekcie wszystkie są na kartki ponieważ ich brakuje. W Wenezueli, która ma większe złoża ropy naftowej od Arabii Saudyjskiej kupisz tam benzynę za 3 grosze za litr, ponieważ nawet benzyna jest tam dotowana, oczywiście po tygodniu stania w kolejce, ponieważ nawet benzyny tam brakuje. Zawsze sprzedając wytwarzane produkty poniżej cen wytworzenia lub rozdając je za darmo wywołujemy niedobory i ogromne kolejki.

  • Adam Kozierkiewicz

    fajne, ale nie bierze pod uwagę jednego EXTREMALNIE ważnego czynnika/warunku „rynku doskonałej konkurencji”, mianowicie dysponowania pełnią, bezkosztową i wiarygodną informacją o cechach produktu (a własciwie o tzw. użyteczności)

    W przypadku chleba sprawa jest dość prosta: jesteś głodny (dość łatwo rozpoznawalne objawy), jesz.

    W przypadku usług zdrowotnych :
    – nie wiesz czy jesteś chory czy nie
    – nie wiesz na co
    – nie wiesz jak to leczyć.

    Za to wszystko to wie (lub powinien wiedzieć) lekarza, czyli sprzedawca tego chleba.
    i tu cała konstrukcja się wali

    • Parafrazując Twoją wypowiedź:

      „W przypadku mechaników samochodowych:
      – nie wiesz czy się popsuło czy nie
      – nie wiesz co
      – nie wiesz jak to naprawić

      Za to wszystko to wie (lub powinien wiedzieć) mechanik, czyli sprzedawca tego chleba.”

      Konkurencja doskonała i pełna wiedza to warunki, które nie są możliwe do zrealizowania w gospodarce rynkowej. Nie ma potrzeby zakładać pełnej wiedzy w gospodarce. Wręcz przeciwnie. Należy zakładać, że wiedza jest cząstkowa, niepełna, rozproszona i ujawniana dopiero w działaniu. Na rynku wiedza komunikowana jest przez system cen (ta, która jest konieczna do prawidłowej alokacji zasobów). Konsument ma dodatkowo mnóstwo sposobów, aby ocenić czy lekarz jest dobry czy nie poprzez recenzje i opinie innych pacjentów, polecenia itd.

      No i ostatnie, lecz nie najmniej ważne. Co niby Twoim zdaniem zmienia uspołecznienie usług medycznych gdy już uwzględnimy brak pełnej wiedzy? Czemu niby państwo ma rozwiązywać ten problem w jakikolwiek sposób? Przecież jest dokładnie odwrotnie, państwo ma mniej narzędzi do tego, by radzić sobie z problemem niepełnej rozproszonej wiedzy.

      Odsyłam do artykułu:
      https://robertmrozecon.files.wordpress.com/2016/09/11_hayek_wykorzystanie-wiedzy.pdf

    • Arek

      tutaj przyklad jakie rozwiazanie z edukacji proponowalem, nie wiem na ile jest to wykonalne w medycynie:

      Czysty wolny rynek VS centralne planowanie, polskie uczelnie wyższe.
      1. Źle działający czysty wolny rynek. Całkowita zmiana systemu w 1989 spowodowała odmienne zapotrzebowania na rynku pracy, zwiększyła się rola miękkich umiejętności – był ich duży deficyt. Połączyło się to z ogromnym zwiększeniem masowości studiów. Wśród studentów zapanował brak zrozumienia dla potrzeby twardych przedmiotów. Studia w dużym stopniu stały się fabrykami papierków – dyplomów. Efekty źle działającego wolnego rynku: licytacja na jak najprostsze i bezstresowe zdobycie dyplomu, plus na jak najciekawiej brzmiącą nazwę kierunku studiów. Niewielkim wyjątkiem było kilka najlepszych uczelni, ale i tam studenci raczej szczycili się, że przeszli przez trudne sito selekcji, a nie, że robili coś przydatnego.
      2. Źle działające centralne planowanie. Duże zhierarchizowanie wśród kadry naukowo dydaktycznej. Oceną jakości pracownika stał się staż, a nie faktyczne jego efekty. W konsekwencji duże zamkniecie tego środowiska na nowości, poprawę swojej jakości i wydajności, niska elastyczność i brak motywacji do osiągania wyników.

      W Polsce funkcjonuje połączenie powyższych dwóch źle działających systemów. Wybrano złe cechy rozwiązania wolnorynkowego i centralnego planowania. A oto moja propozycja jak bym rozwiązał problem jakości na polskich uczelniach wyższych, próbowałem wybrać zalety obu systemów:

      Proponowane przeze mnie zmiany na polskich uczelniach wyższych: 1) Nie płacić za TYTUŁY, ale za WYNIKI. 2) Oceniać wyniki NAUKOWE i DYDAKTYCZNE. 3) Wyniki naukowe porównywać z wynikami naukowców w takich krajach jak USA, UK. 3) W dydaktyce na równi traktować ZDOLNOŚCI, WIEDZĘ i DOŚWIADCZENIE (w PRLu była WIEDZA, obecnie WIEDZA i DOŚWIADCZENIE). 4) Dydaktykę oceniać na podstawie PORÓWNYWANIA WYNIKÓW STUDENTÓW z różnych uczelni. I traktować to nie tylko jako wartość tego wyniku, ale i jako przyrost – mamy wspólną maturę więc można to zrobić. Dodatkowo poddawać zaawansowanej obróbce bazy danych wyników – systemy eksperckie, data mining itp. 5) Częściowo uzależnić finansowanie uczelni od zapotrzebowania gospodarki. 6) Zlikwidować kartę nauczyciela, wprowadzić zdrową rywalizację. Traktować uczelnie jako rywalizujące przedsiębiorstwa. 7) Zwiększyć współpracę z „przemysłem”, nie tylko krajowym. 8) Finansowanie raczej wydziałów niż uczelni – rozbicie ciężko reformowalnych molochów, wydziały będą bardziej elastyczne. 9) ?? Rozważyłbym, czy nie wprowadzić aby po studiach licencjackich wybierano albo ‚magisterskie’ – nakierowane na pracę poza uczelnia, albo ‚doktoranckie’ – przyszłą pracę naukową. Skrócenie cyklu szkoleniowego, wcześniejsze wypuszczanie naukowców. 10) Nie próbować pokazać studentom wszystkiego, wyszkolić ich tak, że jeśli kiedyś będą czegoś potrzebowali to sami będą potrafili się tego nauczyć.

  • Niko

    No przecież już nie jeden raz. …

  • Obywatel

    Co by się stało? Proszę przypomnieć sobie, gdy o popycie decydował rząd w Polsce. To miało miejsce w ubiegłym wieku, takie dosyć nieprzyjemne czasy.
    http://independenttrader.pl/przerosniete-panstwo-gwarancja-problemow.html
    Rzeczywistość jest taka, że taka postawa polityków i przerośnięte państwo zawsze kończy się bankructwem.

  • Arek

    Jest jeden problem – przy zdrowiu najwieksze koszty generuja ludzie starzy. To daje duza roznice w porownaniu z konsumpcja chleba. Jak to rozwiazac? Reszta ok.

    • Rozwiązaniem jest wieloletnie płacenie składek. Ubezpieczając się w młodości gdy jeszcze jesteś zdrowy, płacisz składki, a nie korzystasz za dużo z usług medycznych (statystycznie). Przez to opłata za ryzyko jest rozłożona na długi czas i gdy jesteś w podeszłym wieku to składki są stosunkowo niższe przez to, że płacisz od lat. Jeśli ubezpieczysz się w wieku np. 70 lat, gdzie ryzyko jest duże, składki z pewnością będą o wiele wyższe – ale za to wcześniej nie płaciłeś. To jest decyzja, którą ludzie muszą podjąć indywiduwalnie

      • Arek

        Tylko jesli teraz wprowadzimy to rozwiazanie to jego efekty beda dopiero za kilkadziesiat lat. Przez ten czas musialby obowiazywac system przejsciowy na ktory wlasnie ten artykul nie podaje odpowiedzi jak go poprawic. Drugi problem – to generuje piramide finansowa. Trzeci – co sie stanie jesli nastapi jakis ogromny krach i ubezpieczyciele pobankrutuja?

        • Być może potrzebny byłby system przejściowy, nie przeczę. Myślę, że specjaliści w tej dziedzinie by sobie poradzili ze stopniowym urynkowianiem opieki medycznej, np poprzez współfinansowanie czy różnicowanie grup ryzyka.
          Drugi problem – nie generuje. Ubezpieczenia nie działają na zasadzie piramidy finansowej. Pieniądze są wypłacane tylko w razie powstania zdarzenia, a ubezpieczalnia, bazując na statystyce i ocenie ryzyka wie jaki poziom składek jest konieczny do zachowania przez nią płynności.
          Trzeci problem – a co się stanie, jeśli zbankrutuje państwo? To oczywiście się zdarza i to wcale nie aż tak rzadko
          http://www.forbes.pl/bankructwo-grecji-10-panstw-ktore-tez-zbankrutowaly,artykuly,196658,1,1.html

          • Arek

            Punkt 2 to oczywiscie moj blad. 1) ok, 3) To troche bardziej skomplikowane: z jednej strony mamy starzejace sie spoleczenstwa, zabezpieczanie przed przejadaniem oszczednosci, ukrywanie dlugu itp, ale z drugiej brak pewnosci co do stabilnosci sytuacji na Swiecie, zarowno polityczno-militarnej jak i gospodarczej. Przykladowa sytuacja pozornie nieracjonalnego zadluzania – Kiedys w trakcie wojen domowych w Europie panstwa-miasta zaciagaly ogromne dlugi i wystawialy armie – jesli wygraly z przeciwnikiem to splate dlugu przerzucaly na niego, jesli przegrywaly to i tak bylo im wszystko jedno. Jakie sa szanse na ogromny krach finansowy, mysle ze spore. AI i robotyzacja – to cos co wywroci do gory nogami wspolczesna ekonomie… Pytanie jaka droge wybrac, czy ubezpieczanie sie, czy granie na duze zmiany na Swiecie. Tu podobne pytanie trzeba bylo zadac przy 500+

          • arek

            Znalazlem cos takiego: „Podobno człowiek kosztuje służbę zdrowia od urodzenia do 6 miesięcy przed śmiercią tyle samo pieniędzy, ile przez ostatnie 6 miesięcy życia.”